Zdrowa pupa z PRL-u

Królowa napisała 27 lip, 2011 w kategoriach ogólne, szczuję

Mam w przeglądarce otwarte obok siebie dwie karty. Jedna nazywa się Reportaż z PRL, a druga Kampania „Zdrowa Pupa”. Pozornie to dwie różne rzeczy. Pozory mylą. W projekcie PRL „redaktor S. na pół roku spróbuje się cofnąć do PRL, razem z żoną i maleńką córeczką. Znaleźli sobie mieszkanie na Ursynowie, w którym nikt niczego nie udoskonalił od ćwierć wieku, i spróbują żyć jak dobrze sytuowani inteligenci w PRL.” Kampania pupowa próbuje pokazać świat ekorodziców którzy „z wypiekami na twarzy wybierają materiałowe pieluszki” (Pierwszym krokiem jest współtworzenie kalendarza na 2012 rok, którego twarzą będą wielorazowo zapieluszkowane pupy dzieci – cóż za innowacja, pupa twarzą kalendarza).

Oto więc redaktor S. z żoną będą wybierać materiałowe pieluszki, by przy ich pomocy „odbyć wyprawę nie w przestrzeni, a w czasie”. Jak twierdzi Wojtek Orliński w komentarzach do notki redaktora MRW, bohaterowie naszej podróży sentymentalnej mają odpał na bycie „eko rodzicami”, więc zapewne też zrobią to z radosnymi wypiekami podniecenia na inteligenckich twarzach.

(I want to live like common people,
I want to do whatever common people do)

Only not. Regres nie jest normalny. Życie w skansenie nie jest życiem normalnych ludzi. Nie jest normalny powrót do warunków, w których w zasadzie nie było tamponów ani sensownych podpasek (hm, jakoś nikt się nie zająknął o entuzjazmie żony redaktora S. może jednak jest fanką wielorazowych podpasek czy też wielorazowych tamponów i dorzuci je do gara z pieluchami). Nie jest normalne ślęczenie nad praniem tetry i przecieraniem zupek, kiedy można kupić Pampersy i Gerbery. Also: nie da się mieć takiej telewizji, gazet czy kolejek jak w latach 80. Ten skansen będzie biednie urządzony, tym bardziej że nasi bohaterowie jednak wybrali prywatne ubezpieczenie zdrowotne oraz wożenie dziecka w foteliku.

(But still you’ll never get it right,
cos when you’re laid in bed at night,
watching roaches climb the wall,
if you call your Dad he could stop it all)

Ale co tam, odstawi się internet, pomieszka na Ursynowie, potem napisze książkę i będzie się czuło spełnionym. Chuj z tym, że w kwestii wiarygodności ta „podróż w czasie” będzie porównywalna z kupieniem na ebayu repliki wehikułu czasu z filmu The Time Machine, siedzeniu w nim i robieniu brum, brum.  Dodatkowym profitem będzie możliwość uczynienia pupy tego nieszczęsnego dziecka twarzą kalendarza ekorodziców.

(Sing along with the common people,
sing along and it might just get you through,
laugh along with the common people,
laugh along even though they’re laughing at you,
and the stupid things that you do.
Because you think that poor is cool.)

Skansen w filmie „Good Bye Lenin” był zabawny. Skansen w projekcie PRL będzie smutną i biedną karykaturą. Niby każdemu jego porno, ale trochę mi szkoda pupy tego dziecka, wciskanej w tetrowe pieluchy, bo jego tacie się zachciało pobawić. Naprawdę nie było innych pomysłów na ubarwienie sobie życia?

Tagi: , , , , ,

Komentarze [11]

Ausir
27 lip, 2011 o 22:26

Pierwszy! 100% racji Pani redaktorko!


 
softmatsg
28 lip, 2011 o 08:17

Mam słabe google-fu, ale nigdzie nie bylo wyraźnie napisane co żona mysli o pomyśle pana redaktora. A szkoda, ja, for one, chcialbym bardzo sie dowiedziec, co ona o tym wszystkim mysli ze swojego punktu widzenia i punktu widzenia dziecka. Mam bardzo złe przeczucie, że ona może dokładnie nie wiedzieć w jaki syf się pakuje. Also: ten cały pomysł jest skrajnie debilny.


 
bart
28 lip, 2011 o 08:28

Ja z kolei przesadzam, że i ty, i cała reszta nieco przesadzacie, zwłaszcza że całą wiedzę opieracie na jednym felietonie redaktora O. i paru ploteczkach w komciach. Nikt nie spytał żony redaktora S., czy zły mąż przymusza ją do nieludzkiego eksperymentu. Pieluszki wielorazowe przy odpowiednim stosowaniu wcale nie muszą prowadzić do odparzeń – moja niechęć do nich bierze się raczej z braku odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście są bardziej ekologiczne niż jednorazowe. W dodatku mam wrażenie, że żądacie jakiejś wyjątkowej wierności w odtwarzaniu warunków i – ponieważ taka wierność jest niemożliwa – już skreślacie efekt końcowy. Może, like, poczekajmy, aż redaktor S. napisze tę książkę, wytypujmy kogoś z #ttdkn do wizyty w Empiku (albo niech redaktor O. zdobędzie egzemplarz z autografem), przeczytajmy i wtedy rozszarpmy na strzępy?

Przepraszam za tę liczbę mnogą i za ewentualne przekłamania intencji – całą dyskusję śledzę leniwie, w dodatku często zasłaniam oczy dłonią.


 
bart
28 lip, 2011 o 08:34

Miało być „Ja z kolei uważam”, choć być może ja z kolei przesadzam.


 
mrw
28 lip, 2011 o 08:47

@W dodatku mam wrażenie, że żądacie jakiejś wyjątkowej wierności w odtwarzaniu warunków i – ponieważ taka wierność jest niemożliwa – już skreślacie efekt końcowy.

TAK WŁAŚNIE ROBIMY KAPITANIE OCZYWISTOŚĆ.


 
bart
28 lip, 2011 o 08:54

No mówię, że śledzę nieuważnie, bo robię facepalmy.

Jest taki gość, który przez rok próbował żyć według zasad Biblii. Książki nie czytałem, widziałem jego występ na TED. Dużo ciekawsze niż sam efekt były opowieści o tym, jak próbował ów efekt osiągnąć. Wyobrażanie i kombinowanie, jak by tu odtworzyć warunki PRL dzisiaj, to dla mnie fajne zajęcie.


 
Wiedźma
28 lip, 2011 o 08:59

Święta racja. Ani kolejek jak za PRLu nie znajdzie, ani komunikacji jak za PRLu (Jak będzie dojeżdżać do pracy, a? Nie metrem aby?), ani produktów (Mleko jakie będzie pić? Butelkowe z żółtym sreberkiem?), ani mediów, ani w ogóle ŻADNYCH, cholera, realiów. Już prędzej można odtworzyć życie jaskiniowca, bo naturę, w której żyli, odtworzyć się da, a do tego potrzebne byłoby odtworzenie społeczeństwa, co jednak, miejmy nadzieję, się nie stanie. Kolejna pseudomądra zabawa z cyklu „Och, jakie to życie było ciężkie, ale zróbmy z tego fun”.


 
Shigella
28 lip, 2011 o 09:26

Tak uczciwie i miedzy nami – nie wiem co jest lepsze dla pupy dziecka, czy zmieniana pielucha tetrowa w ktorej polezy przez chwile raptem, bo dzieciak ktory ma mokro sie wkurza, czy pampers, ktory w polskich warunkach czesto jest zakladany na wiele godzin „bo drogi”.
Pamietam ze najmlodsza latorosl rodu, ktora przewijalam dziewczecie bedac, nie cierpiala jakos na permanentne pieluszkowe zapalenie skory.
Nie wiem jak z pralka, juz za sredniego mielismy legende PRL czyli Polara Bio, wczesniej – Franie.
W wirnikowych jedynym problemem bylo doniesienie wrzacej wody z kuchni do gotowania pieluch (no i wczesniej – splukanie grubszych zanieczyszczen).
Zupki tez nie byly jakas drama, serio, istnialy juz wtedy miksery. Tak na marginesie – znam wiele rodzin ktore nawet w naszych czasach sa w stanie ugotowac zupe z warzyw i masla/miesa dla dziecka i zmiksowac ja wlasnorecznie.
Nie pamietam wielorazowych podpasek, w latach osiemdzesiatych straszyly woreczki z siatki wypchane wata i czasami rzucali pierwsze samoprzylepne.

Wszystkim zalamujacym biale dlonie nad dola zony p. redaktora chce przypomniec, ze nadal w Bolandzie mamy pare milionow mieszkan bez toalety (w gorszych przypadkach jest to slawojka i tak, pisze o miastach) i biezacej wody.
Ba, gdzieniegdzie nie ma nawet gazu i zeby zagotowac wode na poranne latte trzeba rozpalic w piecu.

Nie demonizujmy tak warunkow zycia w PRLowskim miescie. Na Ursynowie naprawde bylo do wytrzymania, moze poza zaopatrzeniem (chociaz i to nie bylo tragiczne).


 
lavinka
30 lip, 2011 o 22:23

A to też racja, pamiętajmy, że za przydział na Ursynowie trzeba było niezłą łapówę przybulić, bo tam duże mieszkania były, ludzie się zabijali, bo tam była duża łazienka(jak na ówczesne standardy) i oddzielne wc (a to nie była norma w latach 80 i dla mieszkańców kamienic w centrum Warszawy oraz połowy starej Pragi nadal nie zawsze jest). O innych miastach na literę Ł nawet nie wspomnę :)

Projekt cokolwiek śmieszny (czego to ludzie nie zrobią by zarobić na późniejszej książce ze wspomnieniami), ale na odparzenia był linomag. Wszyscy śmy koledzy i koleżanki mieli pupy tym umazane i jakoś tyłki nam nie poodpadały.


 
Krolowa
5 paź, 2011 o 18:50

http://wyborcza.pl/1,75248,10413628,Nasz_maly_PRL.html
no i już wiemy, że projekt polega między innymi na „staniu ze stoperem pod Uniwersamem” i na tym, że dziecko płacze, że nie dostaje bananów. Niedobrze mi.


 
lavinka
5 paź, 2011 o 19:16

Przepraszam, ale ROTFL, zwłaszcza scena z ochroniarzem.


 

Odpowiedz