0

And i want and i want and i want

Królowa napisała 17 lis, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Nowa droga. Nieznana. Kusząca.
Boję się i pragnę… tak samo mocno.  Jestem rozdarta pomiędzy uleganiem a stawianiem się. Prowokuję, potem widzę do czego doprowadziłam, obserwuję reakcję i kulę się ze strachu… i skręcam z podniecenia jednocześnie.
Tyle przede mną… I nie chcę wracać. Choć boję się, że potem już nie będzie powrotu. Nowa droga… w jedną stronę? Nie wiadomo co na końcu.
Przygryzam wargi. Zaciskam dłoń z krwistoczerwonymi paznokciami na szklance z whisky i wciągam się coraz bardziej w grę. Bezpieczną… pozornie. Lubię się bać. Lubię czekać na polecenia. Spełniać je i słuchać pochwał albo nie spełniać i czekać z lekkim drżeniem na karę. Zapowiedź kary. Lubię niepewność, zastanawianie się czy tak będzie naprawdę, czy to blef, figura retoryczna?
Czekam. Płonę.  Tęsknię. Chcę.

Tagi: , , , ,

 
0

To będzie nudny i hermetyczny wpis

Królowa napisała 12 lis, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Ale muszę się wyżalić. Ulać sobie rozczarowania. Rozczarowanie dotyczy siódmego sezonu serialu „Desperate Housewives”, będą spoilery, więc jak ktoś ogląda wcześniejsze części, a nie chce sobie psuć zabawy, niech nie czyta dalszej części wpisu.

Już? Wrażliwi na spoilery poszli?
Otóż moje rozczarowanie dotyczy kierunku w jakim ten serial idzie, a właściwie się stacza. Z ciekawego, mądrego, bardzo zabawnego i trzymającego w napięciu psychologiczno-komediowo-dramatycznego serialu stał się płytką, ciężką, naciąganą telenowelą. Albo zmienili się scenarzyści/dialogiści albo po prostu wyprztykali się z pomysłów. Co po tylu odcinkach jest możliwe. Od samego początku sezonu 7 było źle. Mało zabawnie, dowcipy często na siłę, przewidywalne do bólu rozwinięcia zdarzeń, banalne  rozwiązania oraz historie rodem z telenoweli. Wtem! Pojawia się stara przyjaciółka, postać mająca niejako zastąpić Edie Britt (co robi wyjątkowo nieudolnie i słabo, to wręcz parodia Edie – jednej z najlepszych postaci zimnych, wrednych suk). Wtem! Okazuje się, że kiedyś w szpitalu zamieniono jakieś dzieci, oczywiście jedno z nich to dziecko jednej z bohaterek (rzyg straszliwy, jedna z najbardziej oklepanych prób ożywienia scenariusza, ale do tej pory spotykana raczej w „Esmeraldach”). Wtem! Powraca Paul Young, to akurat jeden z wątków choć trochę zaciekawiających (i tak naprawdę jedyny nawiązujący bezpośrednio do poprzednich sezonów), ale od razu zostaje grubymi wołami wyłożone, że wraca, żeby się zemścić i właściwie całe zainteresowanie ulatuje. A dalej po staremu, romanse, rozwody, problemy Susan z pieniędzmi, Lynette z dziećmi i mężem – dużym dzieckiem (nigdy nie przepadałam za Lynette, a w dodatku to jedna z tych postaci której scenarzyści zupełnie nie pozwalają się zmienić, nawet Gaby przechodzi różne etapy rozwoju charakteru, Lynette jest cały czas identyczna). Ot, wszystko po staremu. Susan jest biedna, więc każą jej podjąc niemoralną pracę. Dowiaduje się o tym Paul Young i ją szantażuje. Susan mówi mężowi o swojej pracy, więc Paul już nie może jej szantażować. ZIEW. Jeden wielki ziew. Kompletnie niewiarygodne sytuacje, jak historia z tym, że Bob miałby przeciągnąć Carlosa na gejostwo. Kompletnie przewidywalne sytuacje jak ta, gdy Bree idzie do lekarki i pyta ją, jak ukryć menopauzę przed swoich młodszym chłopakiem, a potem oczywiście podczas spotkania z rodzicami chłopaka… tada! matka chłopaka to ta lekarka.
Niestety, ten serial się już skończył. Już ten moment przeskoku czasowego po trzecim sezonie, spowodowany strajkiem scenarzystów w USA był trudny, ale z niego się jeszcze jakoś wykaraskali. Teraz tego serialu nie tłumaczy i nie ratuje już nic. Dowcip ciężki, problemy głównych bohaterek z dupy wzięte , zero polotu, przewidywalność i żenada. Widać nikt nie powiedział twórcom, że czasem mniej to lepiej niż więcej i nie wiedzą kiedy przestać. Bardzo przykre.

Tagi: ,

 
0

Tam tam taram tamtamtam tam tarara ram

Królowa napisała 22 sie, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Uff, wreszcie wszystko jest jawne i mogę to napisać: serdeczne gratulacje i życzenia długiej drogi razem dla mojej przyjaciółki Luki i jej męża Kaina. Wiedziałam od dawna, że chcą się pobrać, ale postanowili zrobić z tego niespodziankę i nie mówić nic nikomu do imprezy, na którą zaproszą wszystkich możliwych znajomych i nagle ściągną rękawiczki ujawniając obrączki. Jedynie zaręczyny (notabene tydzień przed dawno już zaplanowanym ślubem) były jawne, reszta była tajemnicą dla wszystkich, oprócz rodzin i paru najbliższych przyjaciół. Numer przedni, niektórzy nie mogli uwierzyć, mimo obrączek ;-)

„Impreza stulecia z niespodzianką” była zatem bardzo wesoła, choć ja niestety musiałam się dość wcześnie z niej zmyć, bo moja stara dobra znajoma – depresja postanowiła się wprosić i trochę mi popsuć nastrój do przebywania wśród dużej ilości ludzi. Ale ten. Mam przyjaciół, którzy to rozumieją, więc utulili, zrozumieli i nawet zorganizowali mi szybki i wygodny transport do domu (wielkie dzięki dla Pauliny!).

A poza tym to sobie egzystuję, pracuję, byłam na „Incepcji” (bardzo fajny film, do momentu, w którym zaczęłam wymyślać jakie może być zakończenie, wymyśliłam najbardziej zaskakujące i wywracające film do góry nogami, nawet akcja w pewnym momencie zaczęła potwierdzać moje przypuszczenia, ale potem jednak okazało się, że nic z tego, zakończenie jest banalne i niezaskakujące, wręcz nudne i obrzydliwie przewidywalne). Zaczynam naprawdę lubić gotowanie. Tak, ja. Lubić, cieszyć się nowymi daniami, kupuję na przykład kilogram bakłażanów, a potem pytam wujka Googla o ciekawe przepisy na dania z tych warzyw i realizuję, mając wielką frajdę z tego, że nauczyłam się robić coś nowego. Choć to w sumie nic nowego, że lubię robić nowe rzeczy…
Wielką frajdę też mi sprawiło ubieranie i malowanie syna na dzisiejszą imprezę, młody został przebrany za kościotrupa, jego makijaż robiłam dużo dłużej niż swój, ale efekt był super, a oboje mieliśmy świetną zabawę. No i zrobił furorę, szczególnie że do całego stroju i makijażu miał ze sobą swojego pluszowego Cthulhu (kupionego tu).  I tylko zmywanie tego wszystkiego było trudne, żmudne i mało przyjemne, szczególnie że makijaż był wykonany:
a) kredkami do malowania twarzy dzieciom
b) czarną kredką do oczu z Sephory
c) cieniami do oczu Lancome
d) tuszem do rzęs Lancome
I wszystko to razem okazało się trudne do usunięcia moim mleczkiem do demakijażu, widać Clinique nie przewidziało że ktoś może TAK umalować oczy. O tak

Tagi: , , , , ,

 
0

Chciałbym rozeznać się w sobie, póki nie będzie za późno*

Królowa napisała 24 maj, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Biorę nowe lekarstwo z gatunku tych, co działają po dłuższym czasie, a na początku uderzają całym arsenałem skutków ubocznych, mniej lub bardziej uciążliwych. Zaczęło się od koszmarnych bóli głowy, więc równolegle z lekiem łykam Ketonal, cudowne biało-niebieskie kapsułki, które pozwalają normalnie funkcjonować. Potem doszły jeszcze różne cuda z poziomem libido, notabene zupełnie odwrotne, niż zapowiadane, mój pan doktor orzekł, że doszło u mnie do „reakcji paradoksalnej”, tak więc paradoksalnie siedzę i się męczę. No i last but not least, mdłości. Na tyle silne, żeby nie można było o nich ani na chwilę zapomnieć, na tyle słabe, żeby nie móc ulżyć sobie wymiotami. I tak różne te efekty na zmianę, razem, osobno, do tego jeszcze kilka innych, wesoło jest.
Pocieszam się nieco filmami, albo chodzę do kina albo coś oglądam na komputerze. Zaliczyłam ostatnio:
„Iron Man 2″ – bardzo  zacne kino akcji, dobra muzyka, zdjęcia, no i śliczna laska (Scarlett Johansson). Co do Roberta Downeya Jr to już nawet nic nie mówię, zakochałam się na zabój jak nastolatka.
„Nocna randka” – prosta, bezpretensjonalna komedia opowiadająca o jednej nocy z życia wieloletniego małżeństwa, które wychodzi na spokojną, nudną kolację, a robi się z tego zwariowana przygoda. Lekkie, pozwalające na dwie godziny beztroskiej zabawy.
„Disco robaczki” – film dla dzieci, recenzja tu. Bardzo zły film.
„Sherlock Holmes” – to z tych obejrzanych w domu, bo w kinach pewnie już nie grają nawet. To samo co Iron Man, zacne kino akcji, nie mam pojęcia, ile ten film ma wspólnego z książką, ale nie ma to znaczenia, mógłby być o jakimkolwiek detektywie.
„Ghost World” – a to film na motywach komiksu Daniela Clowesa, bardzo dobry, bardzo smutny i świetnie zagrany. Chciałam go obejrzeć ze względu na Scarlett Johansson, w której też się odrobinkę zadurzyłam po Iron Manie, ale w „Ghost World” to Thora Birch jest gwiazdą, Scarlett gra postać, która niby jest ważna, ale jest kompletnie nijaka, mdła i nieciekawa, przez co bardziej widać odmienność głównej bohaterki. To film o tym, jak trudno jest być dziwakiem, freakiem, niezrozumianym przez świat, którego się samemu nie rozumie. Warto, zostaje na długo.

W kolejce „Człowiek z rentgenem w oczach” (DKF w Muranowie – Najgorsze filmy świata) i nowy film dla dzieci, który zapowiada się o wiele lepiej niż te nieszczęsne robaczki, czyli „Czarodziejka Lili: smok i magiczna księga”.

Tymczasem idę spać, jutro nowa rundka łykania – tego leku, ketonalu, żeby głowa nie bolała, asparginu, na skutki stresu, cerutinu na uzupełnianie braków witaminy C i na nieprzeziębianie się, wapna na paskudną obecnie wodę w kranach, i tak dalej… Czuję się chwilami jak Adaś Miauczyński. Do tego pracuję też chwilowo z domu, bo przedszkole Młodej było uprzejme się zamknąć w związku z zagrożeniem powodzą.

*Jean-Paul Sartre „Mdłości”

Tagi: , , , , , , ,

 
0

wykształcił polityka biciem po gębie*

Królowa napisała 26 kwi, 2010 w kategoriach Bez kategorii

* „Ekipa” Agnieszki Holland, odcinek 6

Co nasz wykształca, tworzy, formuje? Co ma największy wpływ na nasze podglądy, wybory, emocje? Ludzie, książki, telewizja, miłość, śmierć? Właściwie i tak wszystko się zawiera w słowie „ludzie” – bo to ludzie piszą książki, tworzą telewizję, ludzi kochamy, ludzie umierają. Dobrze więc, ale co w tych ludziach? Co ma największy wpływ na to, jakimi się stajemy? Emocje, których dostarczają nam inni, ale które my przeżywamy? Poglądy, które mniej lub bardziej świadomie przyjmujemy za swoje, bo ktoś nas porwał za sobą, bo kogoś kochamy, szanujemy, cenimy? Słowa, które zapadają mocno i głęboko w pamięć? Dlaczego jesteśmy tacy, a nie inni, dlaczego przyjmujemy punkt widzenia zgodny z takim, a nie innym poglądem? Kto ma na nas największy wpływ? Czy ci, których kochamy, czy ci, których nienawidzimy? To bardzo podobne uczucia, jeśli chodzi o ich siłę, ale są na dwóch biegunach.

Może pytania, które stawiam, dla niektórych są banalne. Może. Dla mnie wciąż są zagadką, za młoda jestem, za mało przeżyłam. Uczę się siebie, uczę się jak funkcjonuje świat, jaka jestem, próbuję przewidzieć jaka mogę być.
Wy wiecie co w ludziach ma na Was największy wpływ?

Tagi: , ,

 
0

bo to wszystko jest dziwne i mi się cholernie podoba

Królowa napisała 10 kwi, 2010 w kategoriach Bez kategorii

I żeby to chociaż było stąpanie po kruchym lodzie. A nie jest, z każdym krokiem okazuje się, że ten lód jest mocny, że można po nim iść, chociaż pod spodem kłębi się lęk, poczucie winy, niepewność, niewiedza, co z tym wszystkim dalej zrobić. Ale cholera, rzecz w tym, że my idziemy po tym lodzie, dalej i dalej. Dalej Wzwyż i dalej w Głąb. Więcej i więcej i więcej.
I nawet przeboleję Coehlo, bo przecież też czytałam, żeby przekonać się, czym to jest.

(wiem, hermetycznie bardzo, czasem i tak muszę)

Tagi: , ,

 
0

Było warto

Królowa napisała 9 lut, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Znów piosenka przemówi częściowo w moim imieniu, trudno, muzyka to moje życie.

Było warto. I nie żałuję. Było kolorowo i było niekolorowo. Spodziewałam się końca, nie spodziewałam się że będzie taki bez klasy z jego strony. Ale to z jego strony. Ja byłam w porządku. I warto było szaleć, spalać się , kochać aż do bólu. Skończyło się, cóż, coś się kończy, coś się zaczyna, trochę się powściekałam, trochę popłakałam, teraz uśmiechnę się do swoich myśli i powiem sobie: WARTO BYŁO. Ależ ja teraz jestem silna. Jestem silna, dzielna, ładna i mądra. Mogę wpakować się w idiotyczny związek bez przyszłości, bo nawet jak on się dramatycznie skończy, wyjdę z niego silniejsza i bogatsza. Bo znam swoją wartość. Bo wiem, co robię.
I uwierzcie, jeszcze rok temu nie umiałabym tak napisać.
Nie wiem, skąd to się bierze. Z tego, że moje dzieci mnie kochają i rosną na świetnych ludzi, co dowodzi, że jestem dobrą matką. Z tego, że mam wokół siebie przyjaciół, którzy mnie wspierają. Z tego, że umiem się podnieść, chodzić wciąż z podniesioną głową, żyć dalej. Że normalnie chodzę do pracy, robiąc to, co do mnie należy. Że patrzę w lustro i widzę młodą kobietę, przed którą jest wciąż wiele i z tym wszystkim sobie poradzi.
Życzę Wam wszystkim, żebyście też tak mieli. Dziękuję moim przyjaciołom, obecnym i tym, którzy mogą się nimi stać, za to, że są.
Wróci wiosna, baronowo i będziemy znów szaleć. I nie żałujmy tego. Warto. Jeżeli potem można spojrzeć w swoje oczy w lustrze i czuć się dobrze, to było warto. Wszystko warto.
Life’s still great.

Tagi: , , , , ,

 
0

Bo nawet jeśli jest źle

Królowa napisała 2 lut, 2010 w kategoriach Bez kategorii

To jeśli tą złą wiadomość odbierzesz w odpowiednim momencie – otoczona przyjaciółmi, którzy podadzą ramię do wypłakania się, szklaneczkę martini, chusteczkę do wytarcia okularów – to z nimi i ze swoją zajebistością i siłą wszystko będzie znośne. I podniesiesz głowę, wsiądziesz do taksówki, spokojnie pojedziesz do domu. Bo czemu masz zalewać się łzami, jęczeć i umierać? Life goes on, a co cię nie zabije, to cię wzmocni.

Luce i Kainowi, Izu, Merigold – wielkie dzięki. Kocham was.

A temu, co mi złą wiadomość przysłał:

Tagi: , , , ,

 
0

Tuż po…

Królowa napisała 1 sty, 2010 w kategoriach Bez kategorii

…myślę sobie że to będzie dobry rok. Bo oto się spotkaliśmy, kochaliśmy, przywiozłeś szampana i drobne zakupy, dzieci się nie obudziły od tych głośnych fajerwerków, oboje mamy dobrą pracę, jesteśmy raczej zdrowi, kochamy się, wspieramy, jesteśmy silni, odpowiedzialni, piękni. Ok, może to ja jestem piękna, a Ty jesteś ten silny, nieistotne, dobrze nam ze sobą.

Fajerwerki, muzyka z YouTube, irc, gg, blip, rozmowy radosne i nieco smutniejsze, zazdrość, chwalenie się, przyjaźń, miłość, alkohol, papierosy, dyskusje w statusach na Facebooku, przerażenie psa, sen dzieci, karetki, miasto oddycha, my oddychamy, nawet jak chwilami nam zapiera dech z rozkoszy, nawet jak wstrzymujemy oddech, żeby dzieci nie obudzić.

Zaczerpnij powietrza. O, widzisz? Możemy wszystko. I wszystko nam się uda. „”Chcę” „Ja też chcę”. I to jest
– żeby za rok też Sylwester razem
– tak. chcę. będzie tak
– ja też chcę. będzie tak

Zaklinamy rzeczywistość, choć nie znamy przyszłości. Ale… to od nas wszystko zależy, czyż nie?

* literówki, infantylizm, idealizm i takie inne niech mi będzie wybaczone – dużo szampana i endorfin ;-)

Tagi: , , , , , ,

 
0

Chcę byś mnie MIAU

Królowa napisała 16 gru, 2009 w kategoriach Bez kategorii

Dzwoni budzik. Wstaję, biorę prysznic, ubieram się, maluję, wpuszczam do domu opiekunkę córki. Wychodzę, zaprowadzam syna do przedszkola i sama jadę do pracy. Identyfikator przy wejściu, winda, rozbieram się, włączam komputer, idę po gazety. Klik klik, logowanie, otwieranie zakładek, gazeta, kawa, pani Redaktor zaczyna dzień. Czytam, sprawdzam, kasuję, konwertuję, dzwonię, piszę, piszę, piszę.
Uczę się, pytam, sama uczę innych. Z identyfikatorem na szyi i portfelem w ręku biegnę na śniadanie, gdzie już kucharz wie co zamówię, po zjedzeniu idę do palarni, gdzie spotykam te same osoby, czasami mam wrażenie że my, palacze, jesteśmy idealnie zsynchronizowani, w tym samym czasie schodzimy zapalić, przy stolikach robimy to samo, czytamy te same gazety, które wcześniej kupiliśmy stojąc w tej samej kolejce w kiosku.
I znów klik, klik, wir, młyn, milion rzeczy naraz. Dużo ludzi, dużo dźwięków, zdejmuję i zakładam słuchawki, dzwonię, piszę, wpadam na świetne pomysły, kurwię na nienadążanie komputera za moimi myślami.
A potem wychodzę, otumaniona nadmiarem bodźców, informacji, przechodzę ostrożnie śliskim chodnikiem, z rozwianym włosem i rozchylonym płaszczem biegnę po tym odśnieżonym, bezpiecznym kawałku chodnika do Twojego samochodu, opadam z ulgą na miękkie siedzenie, ustawiam ogrzewanie pod siebie, przyciszam radio i opowiadam Ci o swoim dniu. I jedziemy, jedziemy. Do sklepu, do domu, do restauracji, do kina, gdziekolwiek. I mogę przestać być poważna, mogę przestać chodzić wyprostowana, choć i tak się dumnie prostuję pod Twoim pełnym podziwu i zachwytu spojrzeniem, choć nie wiem doprawdy skąd ono się bierze, w swoich oczach jestem wymięta i wyżęta przez korpo, zmęczona pracą, ale Ty sprawiasz, że czuję się znowu piękną, dojrzałą kobietą, odzyskuję siły, odzyskuję moc. Przestaję być panią Redaktor, jestem rozkosznym kociątkiem, które wieczorem wygodnie kładzie się na sofie z różowym laptopem i lampką wina, i jeszcze z Tobą rozmawia.
Małe kociątko, które trzeba podrapać za uszkiem.
A następnego dnia znów wstaję, biorę prysznic, budzę syna, ubieram się i idę się bić z całym światem, idę się rozwijać, męczyć, być_dumnym, czytać, pisać, narzekać na mało czasu…

(Chcę ci tyle dać, chcę byś mnie miał, chcę byś mnie miał)

Bo kochasz mnie Ty.
Nic nie może się stać, nie jesteś sam, nie jesteś sam.
Chcę ci tyle dać, chcę byś mnie miał, chcę byś mnie miał.
Nic nie może się stać, nie jesteś sam, nie jesteś sam (sam sam sam sam sam sam sam)

Tagi: , , , ,