0

Polcon 2012 – The Beginning

Królowa napisała 29 sie, 2012 w kategoriach Bez kategorii

Fantastykę, rzecz jasna, czytałam od dawna. Jednak informacje o zlotach miłośników tejże dotarły do mnie z dużym opóźnieniem. Owszem, to tu, to tam, czytałam coś o konwentach, jednak dopiero przed tegorocznym Pyrkonem zaczęłam się zastanawiać: „a jakby tak też wziąć w tym udział?” Pierwszą okazją był Pyrkon, jednak zanim się ogarnęłam z myślą, że rzeczywiście chcę, wszystko było już zorganizowane, a ja się obudziłam z tak zwaną „ręką w nocniku”. Toteż zostało mi tylko oglądanie wspomnień z. I w ramach tych wspomnień obejrzałam w internecie taki oto filmik z Pyrkonu. Bardzo mi się spodobał, rozpropagowałam go w internecie na ile mogłam i powzięłam mocne postanowienie, że na następny kontent już pojadę. A że mój syn jest co najmniej takim samym nerdem jak ja, a może i już większym, to uznałam, że będzie dla niego frajdą, jak zabiorę go ze sobą. Wykupiłam zatem wczesną akredytację na Polcon 2012, załatwiłam sobie u znajomego we Wrocławiu nocleg i czekałam na te parę dni sierpnia. Trochę się pozmieniało w międzyczasie, jeśli chodzi o moje noclegi, tudzież miejsce pozostawienia mojego młodszego dziecka, ale bez żadnego problemu udało mi się ogarnąć wszelkie kwestie organizacyjne i oto w czwartek rano wylądowałam z synem Tomaszem we Wrocławiu. Odstałam z Ausirem i z dzieckiem 1,5 godziny w kolejce akredytacyjnej dla tych, co wykupili akredytację wcześniej (kolejka tych, co wykupowali akredytację na miejscu była dłuższa, ale poruszała się szybciej, humf), dostałam torbę z materiałami polconowymi, po czym ruszyłam na pierwsze prelekcje i spotkania.
Bardzo chciałam wejść na wykład Mai Lidii Kossakowskiej „Duchy i demony dawnej Japonii”, ale okazało się, że jest on zaplanowany w takiej sali, że gdy dotarłam tam 3 minuty po jego rozpoczęciu nie da się do tej sali wcisnąć szpilki, więc odpuściłam i tylko pozwiedzałam sobie teren konwentu, przy okazji podrzucając syna do sali z blokiem „Fantastyka dla dzieci”, gdzie wysepiłam czerwoną kredkę i przy jej pomocy zakreśliłam sobie dalsze punkty programu, które wydały mi się interesujące. Potem niechcący zostałam wciągnięta w zabawy z Klanzą,
zabawy z Klanzą które okazały się bardzo fajne, tym bardziej, że wobec nikłej obecności dzieci organizatorki starały się wciągnąć do zabawy losowych ludzi z fandomu przechodzących korytarzem, co nieco im się udało.
klanza 2
Potem jednak uznałam, że to był dość męczący dzień i pojechałam wraz z synem spać już o godzinie 20.00 przez co ominęło mnie obserwowanie czegoś tam tudzież Andrzeja Sapkowskiego, nieudolnie chowającego za plecami butelkę Tyskiego (fuj!).

W piątek jednak wstałam o 9 rano, by już o 9.20 wyruszyć na teren konwentu na spotkanie z Andrzejem Sapkowskim. Nie udało mi się dotrzeć punktualnie, gdyż tramwaj, rzekomo jadący na plac Grunwaldzki okazał się mieć zmienioną trasę i wywiózł mnie w zupełnie inne regiony Wrocławia, z których powrót nie był wcale taki prosty, toteż dobrnęłam pod drzwi sali o 10.15, gdy pozostawało już tylko tkwienie w ścisku i wytężanie słuchu, by złapać choć kilka słów z tego, co mówił Sapek. To jednak, co dosłyszałam, było dla mnie satysfakcjonujące, a ustawienie się później w kolejce po autografy zaowocowało otrzymaniem przeze mnie podpisu Autora na „Krwi elfów”, przy następującym dialogu:
Ja (czarującym głosem): Czy mogę prosić: „dla Królowej Nocy?”
Sapek (entuzjastycznie): Ależ oczywiście! klient nasz pan!
autograf AS
No i tak dostałam autograf, odeszłam, wypaliłam triumfalnego papierosa, po czym wróciłam i zrobiłam parę zdjęć Mistrzowi. A następnie pomknęłam na następne spotkania.
I już w piątek wieczorem pomyślałam sobie, że decyzja o pojechaniu na Polcon była jedną z lepszych decyzji, jakie podjęłam w ciągu tego roku. Dlaczego? Po pierwsze z dość oczywistego i nudnego powodu: dobrze czujemy się wśród „swoich”, nie jestem tu wyjątkiem. Było niezmiernie miło znaleźć się w grupie ludzi tak samo zafascynowanych SW, ST, Wiedźminem, horrorami, wampirami czy inszymi takimi „dziwactwami”. Było wspaniale podsłuchać na przerwie na papierosa dialog jakiejś laski z koleżankami, w którym żaliła się ona, że prawie nikt nie rozumie sensu jej kresek namalowanych długopisem na przedramieniu, a oznaczających ilość jej spotkań z Silence (btw. świetny patent, totalnie na następnym konwencie zamierzam go wykorzystać i też sobie namalować na ręku ślady po spotkaniach z Silence). To tak  drobna rzecz, a jak cieszy, gdy jest się „wtajemniczonym” i szybki rzut oka na kogoś, pozwala stwierdzić, że ta osoba też jest. Niesamowicie mnie też ucieszyła mikrocelebrycka sława, to znaczy najpierw status Szpro o tym, że w tramwaju spotkała przypadkiem mój fandom, rozprawiający z ożywieniem o tym, że jestem i że będzie mnie można spotkać na żywo (co się zresztą udało, pozdro Parasit!), potem spotkanie w drodze na konwent, gdy jakiś chłopiec do mnie zamachał  w stylu „cześć Królowa!”, a ja radośnie odmachałam, choć nie miałam bladego pojęcia kto tak mnie pozdrawia (do dziś nie mam, odezwij się please, człowieku spotkany w sobotę pod wieczór, gdy ja szłam na konwent, a ty z niego wracałeś i pomachaliśmy sobie tuż przed światłami na placu Grunwaldzkim), aż do niedzielnego spotkania z dziewczęciem, które zostało mi przedstawione i na wstępie powiedziało radośnie: „czytuję twojego bloga!”, co było przemiłe.

Oprócz tego konwent był dla mnie niesamowitym psychicznym odpoczynkiem, kilkoma dniami urlopu od normalnego życia. Fizycznie był bardzo wyczerpujący (jak to powiedziała Alq: „Bo jak się na konwencie nie jest 90% czasu pijanym/skacowanym/ledwo żywym to się w ogóle NIE LICZY.” i wszystkie te warunki wypełniłam całkowicie, to znaczy „pierwszego dnia byłam ledwo żywa, drugiego też, potem pijana, potem skacowana, ostatniego dnia znów ledwo żywa”.
A zdecydowanie bardziej cenię odpoczynek psychiczny.

Polcon zbudził też we mnie wiele stłumionych pragnień, marzeń, które porzuciłam już niemalże całkiem; przytłoczona codziennym życiem, stresem, zarabianiem na chlebek i masełko, depresją, lenistwem i tym podobnymi, toteż zyskałam nieoczekiwanie bardzo dużo powodów, żeby… żyć. I kontynuować marzenia, które okazały się wcale nie tak trudne do spełnienia (a przynajmniej takie mam wrażenie po konwencie).

Także, podsumowując, było to niesamowicie budujące doświadczenie, z którego wywiozłam materiał na co najmniej kilka notek, którymi będę was teraz zamęczać przez najbliższe kilka dni, czy tygodni. Pewną przeszkodą w pisaniu bloga jest teraz dla mnie to, że w następstwie zakupów dokonanych na Allegro przed Polconem, zakupów i pożyczek dokonanych w czasie Polconu, mój stosik książek „do czytania” liczy obecnie 11 książek (jeszcze wczoraj to było 12) i mimo tego, że mam urlop, niełatwo mi znaleźć czas na cokolwiek innego, poza czytaniem.

Tagi: , , , , , , , ,