0

Wybieram świat bez masochizmu

Królowa napisała 24 sty, 2012 w kategoriach Bez kategorii

Zaczęło się od artykułu brytyjskiej bioetyk Anny Smajdor z University of East England w naukowym piśmie „Cambridge Quarterly of Healthcare Ethic”. W tym tekście, pozwolę sobie zacytować kluczowe kwestie za Frondą:

Bioetyczka przekonuje, że choć sztuczna ciąża to na razie przestrzeń raczej science fiction niż rzeczywistość, to niebawem może być inaczej. Jej zdaniem w prawdziwie liberalnym społeczeństwie ciąża i rodzenie dzieci nie będą tolerowane. Dlaczego? Bowiem niedopuszczalne jest podporządkowywanie interesów matki interesom dziecka, z biegiem lat zaś „uznamy, że nasze wartości społeczne i poziom wiedzy medycznej jest nie do pogodzenia z «naturalną» reprodukcją”.
„Ciąża jest barbarzyńska” – oznajmia dr Smajdor. „Jest ona chorobą tak poważną, że można ją zestawić z odrą, która także może mieć fatalne skutki, ale nie trwa dziewięciu miesięcy” – pisze bioetyczka. I kończy swój wywód stwierdzeniem, że każdy musi sobie zadać pytanie, czy chciałby żyć w społeczeństwie A, w którym kobiety ponoszą wszystkie koszty i groźby związane z ciążą, czy w B, w której sztuczne macice będą za nas rodzić dzieci?

Tekst oczywiście został poważnie skrytykowany, a na fejsbukowym profilu prawicowego publicysty Frondy rozpoczęła się dyskusja na temat. W dyskusji o ciąży i jej wpływie na organizm kobiety padły stwierdzenia:
„to jest ten trud który musi podjąć kobieta”,
„szczęście doświadczać [bólu] bo to tylko ku uświęceniu”,
„ciąża nie jest ani chorobą, ani żadnym obciążeniem – jest natomiast niezwykłym czasem w którym kobieta doświadcza rozwoju nowego życia, /…/ tylko ktoś niespełna rozumu mógłby chcieć pozbawić się takiego doświadczenia”,
„ból i cierpienie pozwalają łączyć się z Krzyżem Chrystusa i stawać się lepszym /…/ miłość daje siłę do tego aby znosić niedogodności”,
„jeśli ktoś nie dojrzał do znoszenia trudu ciąży to tym bardziej nie jest gotów do roli bycia matką”,
i jeszcze o ciąży że to:
„jako dar zostało złożone w sercu i łonie kobiety przez Boga!”
i dalej, o bólu porodu:
„macierzyństwo to MIŁOŚĆ a miłość to poświęcenie, gotowość do oddania życia dla dziecka, czymże jest więc zniesienie takiego bólu jakim jest poród. O tym bólu zapomina się natychmiast po przytuleniu tej cudownej istoty jaką jest dziecko /…/. Znoszenie bólu to nieodłączna część naszego życia.”

Oczywiście nie odbieram każdemu możliwości własnego przeżywania ciąży i porodu. Jeśli ból porodu bez znieczulenia to dla kogoś ból, który się „znosi radośnie, bo nagroda jest wyjątkowa”, to niechże sobie tak znosi, droga wolna. Natomiast jestem bardzo zdecydowanie przeciwko wygłaszaniu tego rodzaju stwierdzeń, uznając je za obowiązujące dla każdej kobiety i określające kogoś, kto nie lubi bycia w ciąży, jako „niespełna rozumu”. To jest obraźliwe. To jest krzywdzące. To jest podła próba utworzenia z własnego porno obowiązującej normy. Środki przeciwbólowe, zarówno takie łagodne jak paracetamol na ból głowy, jak i te mocniejsze, dawane w przypadku bólu złamanej nogi, wyrywania zęba czy porodu powstały po to, aby nie cierpieć bólu, skoro nie ma takiej potrzeby. Każdy człowiek ma inną odporność na ból, to jego decyzja, czy decyduje się znosić go w milczeniu w imię wyższych celów, czy nie chce go odczuwać. I ma do tego prawo.
Co najbardziej mnie przeraziło, to fakt, że osoba będąca autorką większości z powyższych stwierdzeń jest położną. Za nic w świecie nie chciałabym w momencie porodu oddać się w ręce osoby, która publicznie głosi, że ból porodowy jest czymś, co służy uświęceniu i stawaniu się lepszym człowiekiem. Bo dla mnie tak nie jest. Bo ja nie uważam niepotrzebnego bólu za coś, co pomaga się stać lepszym człowiekiem. Jeśli dla kogoś człowieczeństwo musi się łączyć z bólem to dla mnie ma nierówno pod sufitem.
A niestety wciąż bardzo popularne jest słuchanie na porodówce „poród musi boleć”. „trzeba swoje odcierpieć”.”pani tak nie krzyczy, przecież to aż tak nie boli”. I nie tylko na porodówce, powszechne jest ignorowanie, bagatelizowanie czy wręcz wyśmiewanie bólu odczuwanego przez pacjenta. Bo w subiektywnej opinii lekarza czy pielęgniarki „nie ma co tak histeryzować”, a w subiektywnej opinii pacjenta „ratunku, jak boli”. A ból jest subiektywny. Jedni wchodzą do dentysty i poddają się wszelkim zabiegom bez znieczulenia, inni do tych samych zabiegów od razu proszą o podanie znieczulenia. Bo ból jest przykry. Pozostawia złe wspomnienia. Traumy. Blizny na psychice. Nie zapomina się go łatwo. Bycie lepszym człowiekiem to właśnie pamiętanie o tym i nienarażanie ludzi na ból, którego nie chcą znosić.

Tagi: , , , , , , , ,

 
0

XXI wiek, a dziecko nie może dostać banana

Królowa napisała 6 paź, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Pisałam, że „projekt PRL” będzie smutny i biedny. Minęły dwa miesiące i oto mamy pierwszy reportaż z „małego, rodzinnego PRL-u”.
Jest i żenująco:

/…/ bez kolejek nasz mały PRL nie będzie prawdziwy. Postanawiamy poudawać, że wcale nie znikły. Aby zrobić pierwsze zakupy, staję na półtorej godziny przed Uniwersamem na Grochowie. Ze stoperem w ręku przesuwam się co dwie minuty o dwa metry – tak ze znajomymi obliczyliśmy tempo przeciętnej kolejki po mięso.

Jest i przerażająco smutno:

Ludzie stołowali się głównie w domu, Iza zaczyna więc gotować. – Nie jest to łatwe – narzeka. – Wcześniej, jak do Marianny przychodziła opiekunka, miałam dzień dla siebie. Dziś trzy czwarte tego czasu spędzam przy garach. /../ Aby przygotować wszystkie te dania, Iza praktycznie nie wychodzi z kuchni. Znów się kłócimy. – Dlaczego w kapitalizmie zmywałeś, a teraz nawet talerza nie odstawisz do zlewu? – pyta. – Nie znam ani jednego faceta, który by się w latach 80. krzątał po kuchni! – odpowiadam.

(Ups, to mało ich znasz i jakichś strasznych smutnych buców.)
Zdrowo i estetycznie też nie jest:

W PRL-u jednak królowały patelnia, smalec i ziemniaki. Po tygodniu Iza ma obsesję, że całkiem przesiąkła tłuszczem, a mnie zaczyna pobolewać wątroba. Po dwóch miesiącach w PRL-u ja mam trzy kilo więcej, a Iza – dwa.
/…/
Iza przestaje więc golić nogi i robi trwałą. Na tzw. trudne dni kupuje paczkę waty. – Straszne – żali się po pierwszym wyjściu na miasto. – Prowadziłam szkolenie i w ogóle nie mogłam się skupić. Cały czas tylko: nie przesiąkło? Nie wylazło nogawką? I co chwila – do ubikacji.

No i clou wszystkiego, jakby było mało. Ubolewałam, że dziecko będzie w tetrowych pieluchach trzymane, sądziłam, że to na tyle małe dziecko, że w zasadzie tylko to zauważy. Ale nie, jest jeszcze gorzej:

Marianna, nasza dwuletnia córka, płacze, bo nie może znaleźć ukochanych, kapitalistycznych zabawek. – Chcę do Warszawy! – krzyczy i ciągnie nas do drzwi. /…/ Tylko Marianna nie tyje, ale wzdycha na widok dzieci zajadających banany. – W Pelelelu nie mamy bananów – zauważa smutno.

Tagi: , , , , ,

 
0

Zniewolona przez kokardkę na majtkach

Królowa napisała 5 lis, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Fascynują mnie niektóre pomysły feministek. Przeczytałam dzisiaj tekst, po którym serio się przez chwilę zastanawiałam co trzeba jeść/pić/łykać, żeby wymyślać takie rzeczy. Dowiedziałam się otóż, że kokardki na majtkach są symbolem degradacji i uprzedmiotowienia kobiet. Bo, nieprawdaż, kokardkę, to się na prezencie zawiązuje, a majtki powinny być ciepłe i wygodne, broń Boże cieszące oko właścicielki i mężczyzn. Podobanie się mężczyznom jest wszak tak niefeministyczne, wstrętne i zniewalające.
A ja nie wiedziałam, Wysoki Sądzie, Szanowne Panie Feministki, przepraszam najmocniej, zhańbiłam się majtkami z H&M, które wprawdzie były tanie, ale za to z malutkimi kokardkami, prawie niewidocznymi, ale są tam, są, moja wina, kupiłam dowód zniewolenia kobiet. Nie wiem co z majtkami z cekinkami i motylkiem, kokardki na nich nie ma, więc może te są dobre? A co z tymi z wiązaniem z tyłu, wiązanie trzeba zawiązać na kokardkę, ale ja mogę na supełek, wprawdzie nie rozwiążę, ale za to nie będzie wstrętnej kokardki, już wiem, że kokardka jest fuj. Kokardka sprawia, że nie dysponuję własnym życiem, jestem zależna od mężczyzn, zinfantylizowana. Upupiona. Dosłownie.
Na szczęście, Wysoki Sądzie Feministyczny, mam więcej majtek bez kokardek. Mam nawet takie bez żadnych ozdób, ciepłe, wygodne, aseksualne. Będę je nosić, obiecuję solennie nie wyglądać jak prezent dla mężczyzn, jak zabawka. Przecież to musi być nasz wspólny cel, nasz postulat, nasza Sprawa. Trzeba koniecznie zorganizować Manifę przeciwko majtkom z kokardkami. Pisać listy protestacyjne do producentów! Pozwać ich do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej! Majtki bez kokardek to sprawa narodowa, obowiązkiem każdej wyzwolonej kobiety jest protestować przeciwko zniewoleniu przez tę wstrętną ozdobę bielizny! Precz z kokardkami, precz z męską dominacją!

Tagi: , , , ,

 
0

Ludzie są źli i głupi

Królowa napisała 15 kwi, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Piąty dzień od katastrofy pod Smoleńskiem. Tam trwa identyfikacja ciał ofiar, tu co chwilę ląduje samolot z trumnami. Długie i przejmujące ceremonie na lotnisku, kondukty żałobne, płaczące rodziny, przyjaciele, obywatele. Przeszywające dreszczem obrazy długich rzędów trumien. Żałoba. Żałoba?
Nie przeciwko Kaczyńskiemu na Wawelu. Tak dla Kaczyńskiego na Wawelu. Chowanie Kaczyńskiego na Wawelu to hańba i bezczeszczenie tego miejsca. Popieram. Nie popieram. Tak. Nie. Kaczyński do piramidy Cheopsa. Na Marsa. Ja chcę być pochowany na Wawelu. Ja nie chcę być pochowany na Wawelu.
Coraz większy niesmak i coraz większe zażenowanie. Przypomina się film Koterskiego „Dzień świra”. Tam politycy szarpali między sobą wielką flagę Polski. Ach, och, jakie to trafne, jakie prawdziwe, tak właśnie jest – mówili wtedy ludzie. Teraz ci sami ludzie szarpią trumnę Lecha Kaczyńskiego. Na Wawel. Nie na Wawel. W lewo. W prawo.
I nie kończy się to tylko na grupach na Facebooku, na jednym kliknięciu. Ci ludzie wychodzą na ulice. Krzyczą. Gorliwie stają przed kamerami, żeby wypowiedzieć swoją Jedyną Słuszną Prawdę. Żądają od mediów reakcji. Żądają działań. Malują transparenty, wymyślają hasła, które potem wykrzykują na ulicach.
Co będzie następne? Rzucanie się na trumnę, w czasie przewozu jej na Wawel podczas pogrzebu? Palenie opon zamiast zniczy? Rękoczyny? Od wznoszenia okrzyków wśród tłumu jest blisko do agresji fizycznej. Jestem zażenowana i przerażona.
To, gdzie Prezydent Polski będzie pochowany, to nie nasza to decyzja. Czasem trzeba cos ZAAKCEPTOWAĆ i tyle. A nie drzeć ryje nad trumną.

Opamiętajcie się, pokasujcie te idiotyczne grupy. Zachowajcie odrobinę godności.

Maciek ma rację, ludzie są źli i głupi.

Tagi: , , , , , ,

 
0

Głupie ciućmy z IMAX

Królowa napisała 7 sty, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Poszliśmy z Lubym do kina. Na Avatar. Oboje pracujemy, mamy mnóstwo zajęć, a film 3-godzinny, więc znalezienie czasu nie było takie łatwe, tym bardziej, że jeszcze musiała móc moja opiekunka do dzieci. Ale udało się, kupiłam bilety w poniedziałek, dzisiaj prosto z pracy pojechaliśmy do Sadyba Best Mall do kina. Kupiliśmy nachosy i picie, założyliśmy okularki, napstrykaliśmy sobie lansiarskich fot w nich, w końcu doczekaliśmy się filmu. Pierwszy raz byłam na filmie 3D, więc na samym początku rozgłośnie wrzasnęłam wystraszona, jak tuż przed nosem przeleciał mi reflektor oświetlający logo wytwórni 20th Century Fox. A potem wcisnęłam się w fotel z wrażenia. A potem próbowałam łapać krople wody, ludzi, liście, przedmioty, które były TUŻ PRZEDE MNĄ PRZECIEŻ. Luby kilka razy ze śmiechem mi szeptał: „tego tu naprawdę nie ma!”, potem nawet przestał, bo ja ciągle ulegałam złudzeniu. Rewelacja, od razu pokochałam to 3D.

No i tak siedzimy, oglądamy, miło, fajnie, akcja się rozkręca, zaczyna się robić naprawdę interesująco… I nagle około 3 sekund dźwięku zaczyna się powtarzać. W kółko. W pierwszej chwili nawet myśleliśmy że to tak właśnie jest, że to jakieś okrzyki bojowe tych całych Na’vi, bo układało się to w coś w rodzaju jednostajnej pieśni, a wszystkie postaci akurat tylko szły do wioski. Ale doszli, zaczęli rozmawiać, pojawiły się napisy i stało się oczywiste że coś jest nie tak, że ten dźwięk się po prostu zaciął, zapętlił i to jest bardzo niedobrze.
No i się zaczął dramat. Ludzie się oglądają do tyłu na kabinę operatora, wołają, klaszczą, gwiżdżą – nic. Po kilku minutach wyleciał jeden mężczyzna z widzów i pobiegł do obsługi na zewnątrz sali. Chwilę go nie było, wrócił, za nim pojawił się jakiś pracownik. I nic. Film dalej leci, już około 8 minut, obraz jest, dźwięk zapętlony w coraz bardziej irytującej kakofonii, pracownik cośtam dzwoni na górę, ale tam operator albo śpi, albo ogłuchł, albo obmacuje babę, albo w ogóle poszedł w pizdu…
Ostatecznie po 12 minutach udało im się wyłączyć, ktoś w końcu wyszedł i powiedział nam że się zepsuł komputer, dalszej projekcji nie będzie i ma 3 propozycje. Pierwsza: przejdziemy do drugiej, mniejszej sali, gdzie od 15 minut leci ten sam film, ale jest tam widownia. Propozycja dość absurdalna moim zdaniem, bo 45 minut powtórki, a  co gorsza beznadziejne miejsca, pierwsze rzędy albo i schody. No i to średnio w porządku wobec tamtych widzów, jednak to film, w którym dużo się dzieje, który się ogląda pilnie, a tu nagle zwala się tłum ludzi, zasłania, bije się o najlepsze z kiepskich miejsc i ogólnie straszne zamieszanie. Jednak sporo osób poszło na to, reszta wybrała drugą opcję, czyli w zamian bilety ważne przez pół roku na dowolnie wybrany film we wszystkich kinach sieci IMAX, albo trzecią, czyli zwyczajny zwrot biletów.
Wzięliśmy te bilety ważne pół roku i z zawiedzionymi minami wyszliśmy z kina. Jeszcze słuchaliśmy rozmów ludzi koło nas wychodzących i ktoś smętnie mówił, że no tak, wprawdzie za bilet na film oddali, ale pieniędzy za bilety kolejowe z Grodziska mu nikt nie zwróci, podobnie jak za colę i popcorn. Jedzenie i picie nieobowiązkowe niby, ale za dojazd z daleka – głupio. No i czas, i wydane pieniądze na dojechanie drugi raz… Ehh.
Jednak co było naprawdę skandaliczne, to ten czas reakcji pracowników kina IMAX w Warszawie. No bo ja rozumiem, że coś się może popsuć. Ale reakcja powinna być natychmiastowa, a nie dobre kilkanaście minut, podczas których film leci z popsutym dźwiękiem. To było bardzo nieładnie i na drugi seans zdecydowanie pójdziemy do innego kina, nie tylko tam jest wersja 3D.

Tagi: , , , , ,

 
0

chuj ci na imię

Królowa napisała 16 wrz, 2009 w kategoriach Bez kategorii

12 września na koncercie w ramach „Winobrania 2009”, święta Zielonej Góry podczas koncertu rapera Pei jeden z „fanów” przez cały czas występu muzyka pokazywał w jego kierunku środkowy palec. To wyraźnie zdenerwowało Ryszarda Andrzejewskiego (prawdziwe nazwisko Pei). Raper rzucił w kierunku mężczyzny obraźliwą wiązankę, a później zawołał do tłumu: „wiecie, co macie robić, rozj…w chu..”. Po tych słowach zebrani na koncercie wielbiciele twórczości poznańskiego rapera rzucili się na człowieka, który zdenerwował ich idola. Peja przyglądał się wszystkiemu ze sceny i krzyczał dalej: „tak kończą frajerzy”. By dodatkowo podgrzać agresorów raper zapewniał: „wszystko na mój koszt”.

– Trafiony zatopiony, ty. Dobra jedziemy, wiecie co z nim robić, nie, panowie? –– Tego faka to ci kur… zaraz połamię, bo przez cały koncert pokazujesz. Zaraz tam zejdę i jak ci kur… wpie… to się zesrasz ty cioto. Wszyscy patrzcie na tego frajera. Jeb.. go kur… -dodał. Już po chwili zgromadzony na koncercie tłum za namową rapera skanduje „chu.. ci na imię”.
– Wiecie co z nim robić, rozj… w ch.. . Gdy tłum aczął bić tego człowieka, raper krzyczał „wypier… ty ku…” i dodał, że Peja nie jest z tych, co odpuszczają. – Jestem tylko kur… śpiewakiem estradowym, pamiętaj jesteś rozjeb… w pi… – dodał.

http://www.tvn24.pl/12690,1619531,0,1,peja-wiecie–co-robic-tlum-rzucil-sie-na-widza,wiadomosc.html
i
http://www.tvn24.pl/28385,1619675,,,trzy-minuty-bluzgow–a-potem-zostawcie-tego-frajera,wiadomosc.html

„Rozjebać w chuj”. Tak po prostu, tak wołał człowiek, który z racji tego, że sporo ludzi uwielbia jego muzykę, ma władzę nad „rządem dusz”. Gdyby po 3 minutach podżegania nie powiedział „Dobra chłopczyny zostawcie tego frajera” to jego fani mogli zatłuc tego 15-latka na śmierć.
Nie wiem, co ma na celu przychodzenie na koncert i pokazywanie faka. Nie znam się na subkulturze hip hopowców. Ale wiem, że na koncertach jest ochrona. I skoro ktoś denerwował muzyka, prowokował, to należało zawołać tę właśnie ochronę, żeby chłopca z palcem środkowym wyprowadziła.
A tu samosąd. Lincz. Jakiś matriks dla mnie. I jeszcze Liroy, który w „Faktach po faktach” w TVN 24 broni Pei i twierdzi, że jego agresja była usprawiedliwiona, bo sprowokowana. No taaak, kobieta idzie w krótkiej spódniczce i z dużym dekoltem, więc gwałt jest usprawiedliwiony (bo suka prowokowała), dziecko ryczało i ryczało, więc ojciec, który nim rzucił o ścianę jest usprawiedliwiony (bo mnie gówniarz zdenerwował), muzyk, który kazał rozjebać nastolatka jest usprawiedliwiony, bo tamten go denerwował.
Oczywiście że zachowanie gówniarza nie było w porządku, ale właśnie od tego ochrona.
A jeśli ktoś nie potrafi opanować nerwów i zamiast pomyśleć, reaguje prymitywnym odruchem (on mi, to ja jemu) to nie powinien może występować na scenie? Hmm?
Choć na ogół gdy TVN 24 cały dzień zajmuje się jednym tematem, czuję się znużona i zirytowana, tym razem uważam że bardzo dobrze, że sprawa została tak nagłośniona. Bo to jest coś skandalicznego. W głowie się nie mieści.

Tagi: , , ,