0

Kolory planszy gry

Królowa napisała 1 gru, 2012 w kategoriach Bez kategorii

Ja się zachwycam nową grą, zaś Michał długo się na Ingress dąsał, dąsał, wreszcie wysilił się na wyjaśnienie powodów swojej niechęci. Nie mam czasu na rozbijanie całej jego notki na kawałki i odnoszenie się do całości, ale chcę już teraz zbić argument „Nikt nie będzie już wiedział, jaki kolor ma niebo nad portem, bo wszyscy będą je oglądać przefiltrowane przez ekran telefonu.” No to bach.

Oczywiście to tylko zdjęcie i to nie najlepszej jakości. Ale przecież sam dobrze wiesz, Michale, że to tylko przypominajka WSPOMNIENIA. Że tylko ja wiem, jak niesamowity był ten księżyc dzień po pełni oglądany spod gałęzi drzewa. Jak ten księżyc się komponował ze starą willą na Langiewicza. Jak klimatycznie było tam w środku nocy po deszczu. Jak pachniało – nieopisywalnym zapachem Ochoty po deszczu. I tak stałam, zerkałam chwilami na ułamek sekundy na ekran telefonu i jednym dotknięciem wyświetlacza stawiałam kolejny rezonator, po czym znów podnosiłam wzrok do góry i chłonęłam, napawałam się byciem tam.
Mogłabym Ci też opowiedzieć jak innej nocy stałam z Virinnem idealnie na północ od Pałacu Kultury, jak robiliśmy portale zachwycając się widokiem iglicy pałacu ukrytej wysoko we mgle, a idealnie dobrze widocznym dołem Pałacu przed nami. I symetrią. I jak mi opowiadał o tym, jak czasami widuje PKiN z tej samej długości geograficznej, ale parę kilometrów dalej, a ja mu o tym, jak Pałac potrafi wyglądać z moich okien. Ale to ci i tak nie da tego, co my odczuwaliśmy, a przecież już wiesz dobrze, jak bardzo missnąłeś pointa. Jak ktoś nie lubi patrzeć na niego, to będzie się gapił na fejsa idąc, jak lubi – żadna aplikacja mu nie zasłoni księżyca.

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

 
0

Mój jest ten kawałek kołderki

Królowa napisała 16 lut, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Wydawać by się mogło, że dla osoby o wzroście 1,6 m kołdra o długości i szerokości 2 m to aż nadto, żeby się dobrze przykryć. A jednak nie. Kładę się do łóżka, układam, tu coś wystaje, tam coś wystaje, próbuję się owinąć kołderką jak kokonem, ale oto przychodzą STWORY. Najpierw na łóżko wskakuje czarny, rozdeptuje mnie (kto twierdzi, że koty tak delikatnie chodzą, niech spróbuje poleżeć i być podeptanym przez Szczęściarza) i układa się na kołdrze zajmując jakieś jej 40%. Kiedy już się przyzwyczaję do niego, z drugiej strony przytuptuje córka, kładzie się obok i oczywiście zawłaszcza kawałek kołdry. I nagle się okazuje, że leżę pośrodku, między dzieckiem a kotem, mam tylko tyle miejsca, żeby leżeć na jednym boku (odwrócenie się na drugi nie wchodzi w grę, musiałabym się położyć na którymś ze stworzeń) a z dołu wystają mi stopy. I gdzie są te 4 metry kwadratowe kołdry?!
Choć może to i dobrze, że mi wystają stopy, chłodzi to temperaturę ciała, bo córka z jednego boku, a mój gru puszysty kot z drugiej strony grzeją jak dwa termoforki. Za to jedno chrapie i posapuje, drugie mruczy albo się hałaśliwie liże. Albo mnie liże. Mogę oczywiście zanieść córkę do jej łóżka, ale jeśli przyszła danej nocy raz, to będzie wracać co chwilę. Nie śpi codziennie ze mną, ale albo śpi całą noc w swoim łóżku albo jej źle samej, przychodzi i koniec, chce się przytulić do mamy. Mogę wyrzucić kota, ale albo to samo co Majka, albo położy się na biurku i zły, że go wyrzuciłam z łóżka, będzie spychał mi z niego różne przedmioty. No i tak to czasem wyglądają noce w domu pełnym dzikich zwierząt.

Tagi: , ,

 
0

Daemons of the Night

Królowa napisała 31 sty, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Na last.fm, serwisie społecznościowym dla fanów muzyki, należę do grupy „People who listen to music while they’re sleeping, especially at times when they…„. I owszem, słucham często muzyki leżąc w łóżku, w tym częściowo śpiąc. Bo bezsenność, to coś, co mi się przydarza, a jak już mam leżeć w łóżku przewracając się z boku na bok, to mogę to robić ze słuchawkami w uszach, przyjemniej, nie? A słuchanie muzyki w łóżku, po ciemku, w nocy to coś zupełnie innego niż w innych okolicznościach. Bo na ulicy odpalam iPoda żeby zagłuszyć muzyką żebraków, te bezczelne staruszki, które cię zachodzą niespodziewanie z żałośnie fałszywym tekstem, że chcą na bilet tramwajowy, żeby dojechać do Centrum. Żeby zagłuszyć wyjące dzieci. Gadających do siebie wariatów. Paplające nastolatki i paniusie po 40-stce. Napuszonych biznesmenów w tanich garniturkach. I tak dalej. (Tak, dobrze się wam wydaje, nie lubię ludzi). W pracy słuchawki na uszach pozwalają mi się trochę odciąć od papki z telewizora, skupić na własnym rytmie pracy. W pracy z domu to samo, nierzadka jest sytuacja, kiedy mam włączony telewizor z opcją „mute” i tylko zerkam na żółte paski, a w uszach mam zupełnie co innego niż głos prezenterki. A jak muzyka w domu, ale nie w czasie pracy, to wiadomo, do tego, żeby się milej ziemniory obierało. Albo żeby potańczyć z dziećmi. Albo w ogóle tylko dla dzieci (vide kultowe w rodzinie: „mamaaaa, puść rajsztajn”, dwuletniego Tomka). W każdym razie do muzyki, która gdzieś leci w tle życia rodzinnego się nie przykłada uwagi.

Natomiast jak się leży samemu w łóżku. I jest ciemno i wygodnie, więc się nie czuje żadnych bodźców, jedynie skupia uwagę na tym, co wlatuje do uszu. Wtedy – O, wtedy to co innego. Wtedy się okazuje, że płyta przesłuchana już wiele razy, polubiona, owszem, ale tak po prostu polubiona, podana w takich okolicznościach smakuje zupełnie inaczej. Inaczej działa. Wywołuje emocje, których się nie spodziewam. A że ja lubię emocje, karmię się nimi, żyć bez nich nie mogę. Nawet jak to strach.

I jako bonus. Nie każdemu podpasuje, wiem. I nikt tego nie odbierze tak samo jak ja. W tym w sumie cały urok muzyki, n’est-ce pas?

Tagi: , , , ,