0

Wyjazd integracyjny, czyli jak krzyczeć z zażenowania

Królowa napisała 4 cze, 2012 w kategoriach Bez kategorii

Tak jakoś się stało, że ja i dwójka znajomych obejrzeliśmy film „Wyjazd integracyjny”. Nie pytajcie dlaczego wpadliśmy na tak szalony pomysł, trudno, stało się.
Podstawowy problem z tą komedią mieliśmy taki, że nie wiedzieliśmy w ogóle co ma być w nim śmieszne. Jak stwierdziłam wtedy – mogli zrobić śmiech z offu, żeby przynajmniej było wiadomo co jest dowcipem. Bo tak nie było jasne, czy pękać ze śmiechu należało gdy na ekranie był:
seksizm (podstawową rolą wszystkich kobiet w filmie było pokazywanie cycków, jedna jeszcze ukazana jako upierdliwa dziewczyna, która każe swojemu facetowi dzwonić do siebie 3 razy na godzinę, świetny pretekst, żeby w końcu bohater mógł ją zwyzywać i rzucić przez telefon)
mobbing i molestowanie seksualne (szef mówiący podwładnej: „ściągaj stanik”, klepanie kobiety w tyłek, również przez wyższego stopniem pracownika)
rasizm (jedyny czarnoskóry aktor nie mówił żadnej kwestii, za to w kilku scenach chodził za innymi bohaterami zawsze przystrojony w naszyjnik z bananów – takie nawiązanie do „czarnej małpy”, tego dowcipu rodem ze stadionów piłkarskich, o, na przykład)

Drugi problem z tym filmem to kompletnie nielogiczna, nieprawdopodobna fabuła. Otóż osią intrygi jest fakt, że po zakwaterowaniu całej tej ekipy z firmy w hotelu wychodzi na jaw, że do jednego pokoju zostały przypisane trzy osoby, które wcale nie miały i nie chciały ze sobą w nim być – omyłkowo wszyscy dostali klucze. Już to, że dostali te klucze było mało prawdopodobne, o ile wiem, klucze dawane gościom w hotelach nie występują w takiej ilości, a nawet jeśli, to jest jakoś odnotowane, że już ktoś jeden wziął, no ale to jeszcze da się jakoś obronić. Natomiast to, że po tym jak się okazało, że całą trójka stoi w jednym apartamencie zaskoczona obecnością innych osób i wyraźnie z tego niezadowolona, i nie idzie do recepcji rozwiązać ten problem – to już jest idiotyczne. A. zapytał: no ale czemu oni nie poszli wyjaśniać tego do recepcji?”, na co M. odpowiedział: bo nie byłoby fabuły.
I to, niestety, była prawda. Tylko że można zrobić komedię pomyłek bez opierania fabuły o tak idiotyczne postępowanie bohaterów, no można.
I nawet jak na film o wielkim pijaństwie to tego pijaństwa jakby mało, podobno wszyscy latają nawaleni, ale nawet tego nie widać. Widać cycki. I czarnoskórego z bananami na szyi. I absurdalnie stary telefon jednego z bohaterów.

Trzeci problem to dźwięk i aktorstwo. To zasadniczo problem wielu polskich filmów, ale mnie wciąż lekko zaskakuje. Dźwięk jest taki, że człowiek żałuje chwilami że nie ma napisów, bo nie można zrozumieć co mówią czy śpiewają aktorzy ludzie wypowiadający swoje kwestie. No właśnie – powiedzieć aktorzy to za dużo, jedyną aktorką tam jest Katarzyna Figura i to jest jedyny jasny punkt „Wyjazdu integracyjnego”. Ma małą, kiepską rolę, polegającą głównie na bieganiu w stroju dominy i krzyczeniu na samców, ale nawet w tym widać, że jest dobrą aktorką, że gra, a nie tylko mamrocze napisane kwestie jak reszta ekipy.

I chciałam się jeszcze popastwić nad tym gniotem, ale mi się odechciało. Tylko rzygać się chce, że takie coś normalnie, legalnie można w kinie puszczać.Fu.

Tagi: , , , , , , , ,

 
0

Dark Of The Moon jest mega

Królowa napisała 4 lip, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Ach, jakie te nowe Transformersy są dobre. Efekty 3D wymiatają, ujęcia w zwolnionym tempie urywają dupę, a filmowanie wybuchów w kosmosie z perspektywy patrzenia na Ziemię z pierdyliarda metrów to coś cudownego. Muzyka jest świetna, Decepticony są piękne, potężne (Shockwave z tymi mackami wynurzający się z ziemi jak czerw z Diuny, ach, och), jest ich dużo i jeszcze więcej i naprawdę można w pewnym momencie odnieść wrażenie, że są niepokonane, co daje nawet moment niepokoju, czy aby nie wygrają.
Pocieszna wielce jest też nowa dziewczyna Sama – niezbyt ładna IMO, ale za to obserwowanie jak laska popyla po zrujnowanym mieście w szpilkach i śnieżnobiałej bluzeczce i żakieciku daje dużo funu. Bieganie – ok, ja też potrafię biegać w szpilkach, ale skok z okna budynku na statek Decepticonów – HI HI. A ubranie oczywiście cały czas bielusieńskie, już nawet wszystkich innych bohaterów trochę umazali pod koniec, a Carly wciąż w charakterze nieskazitelnie czystego aniołka. Poza tym, jeśli chodzi o aktorów-ludzi, to mi absolutnie film robi Derek z Grey’s Anatomy, który pojawia się bardzo szybko i jest go dużo. (tak, wiem, że to aktor, że ma imię i nazwisko i że to tylko rola, ale cóż poradzić, dla mnie ten gość zawsze będzie tym przystojnym chirurgiem). John Turturro jako Simmons też tym razem daje czadu. W warstwie fabularnej – no cóż, nie oszukujmy się, tego typu filmy nie muszą mieć wielce wyrafinowanego scenariusza, ale tu sam motyw zawiązujący akcję jest z pomysłem, w dodatku bardzo zgrabnie są na początku powklejane fragmenty z filmów dokumentalnych pokazujących przemówienia Kennedy’ego czy start Apollo 11. Lubię takie zabiegi. Trochę zbędny jest wątek rodziców Sama, niby epizodycznie się pojawiają, ale nic nie wnoszą, ok, skoro to ma być ostatnia część cyklu, to rozumiem, że nie chcieli ich pomijać, ale można by jeszcze bardziej obciąć te momenty z nimi. Ale to drobne czepianie się. Bardziej mnie bolało, że ginie jeden z moich ulubionych Autobotów, chlip, chlip.
No i piękne samochody. I nie mówię tu tylko o Transformersach. Ładna architektura gdzieniegdzie (ten budynek, gdzie pracuje Dylan, mrau). Bardzo, bardzo dobry film.

I tylko mam takie dwie uwagi do Multikina. Pierwsza: już byście wsadzili „koszt wypożyczenia okularów 3D” w cenę biletu. Będzie tak samo drogo, a nie będzie tak widać, że się dało dwa złote, za wypożyczenie tych niewygodnych okularów, co odgniatają bolesne wgłębienia na nosie. I druga: pomysł wyłączania klimy pod koniec seansu kończącego się późno wieczorem obsysa. Serio, w tej sali robi się DUSZNO, to nie jest przyjemne.

Tagi: , , ,

 
0

To nie jest miasto dla nocnych ludzi

Królowa napisała 18 mar, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Jakiś czas temu wybrałam się ze znajomym do kina. Film był o dość wczesnej godzinie, o 20.30, więc jak się skończył przez 23.00, chcieliśmy iść gdzieś pogadać. W galerii handlowej już oczywiście wszystko pozamykane, wychodzimy więc i trafiamy na knajpę obok. Wchodzimy, chcemy usiąść – „ale o tej porze to zapraszamy na dół, proszę państwa”. No dobrze, idziemy na dół, chcemy usiąść – pojawia się jakieś stworzenie o nieokreślonej płci i wieku i mówi, że na tych miejscach usiąść nie możemy, bo tu jak się zamawia coś do jedzenia, no a o tej porze to i tak nie można. Siadamy gdzie indziej, podchodzimy do baru. – O tej porze, to mogą już państwo złożyć ostatnie zamówienie. Zamawiamy po piwie, siadamy, rozmawiamy, po około 20 minutach przychodzi jakaś pani i mówi:
– Zepsuła nam się muzyka, więc dzisiaj kończymy trochę wcześniej.
– Ale mogę dopić to piwo? – pytam zjadliwie nieco już poirytowana.
– Tak, tak, oczywiście, ja tylko chciałam powiedzieć…
– To świetnie, dziękuję.
Dopijamy oboje to piwo, ale jeszcze się nie nagadaliśmy, ledwo dochodzi północ, a my jeszcze nie na tym etapie znajomości, kiedy się jedzie pić dalej u kogoś w domu, zapada decyzja o udaniu się na Chmielną. Idziemy, natrafiamy na miejsce gdzie obok siebie dwie otwarte knajpy. Podchodzimy do jednej, przed drzwiami kelnerka lub barmanka i w ramach powitania mówi: o tej porze, to już tylko na takiego szybkiego, naprawdę szybkiego drinka. No to dziękujemy pani uprzejmie, podchodzimy do drzwi drugiej, tam również stoi barman – na papierosie – i mówi: proszę, proszę, ja wiem, że człowiek się musi napić. Fajnie, wchodzimy, barman dopala i udaje się za nami, po czym okazuje się, że nie jest tak różowo, bo informuje nas od razu, że jednak o tej porze, to już możemy złożyć tylko jedno zamówienie. Jezu. Zamawiamy zatem od razu po dwa drinki, siedzimy, pijemy, oprócz nas jeszcze jakieś dwie pary również pogrążone w rozmowie. Mija czas, obsługa coraz bardziej nerwowo zerka na klientów, na zegarki, na klientów, na zegarki… Upraszam barmana o jeszcze jedno tequila sunrise, posługując się mniej argumentem, że przecież na drzwiach jest napisane, że do ostatniego klienta, a bardziej trzepotaniem rzęsami, dopijamy tego trzeciego drinka i wtedy już obsługa grzecznie, ale bardzo stanowczo nas wszystkich wyrzuca. No i tak, koniec zabawy.

Jedziemy do domów, a ja w nocnym autobusie rozważam: dlaczego w tym mieście, „do ostatniego klienta” znaczy: „do momentu, aż obsługa chce iść do domu?” Dlaczego klient jest dla knajpy, a nie odwrotnie? Dlaczego jak ktoś w późnych godzinach nocnych chce coś zjeść, to w zasadzie ma wybór między Makdonaldem z okienka, a zamówieniem Pizzy Nocą do domu? A jak chce się spokojnie napić w takichże godzinach, to zostaje mu nabycie flaszki na stacji benzynowej (co też, czytałam, może zostać niedługo uniemożliwione, albowiem senat chce wprowadzić zakaz sprzedaży alkoholu tamże) i wypicie jej w mieszkaniu? Kurde, no. Jak tu mieszkać, jak tu żyć.

Tagi: , , , , , ,

 
0

Zdolna jestem niesłychanie

Królowa napisała 24 lut, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Wybrałam się z Zubilem do kina. Jak zwykle zrobiłam rezerwację i jak zwykle nie zdążyłam jej odebrać. Nic to, film mało oblegany, na pewno bilet kupimy, idziemy pod kino, a tam taaaaaaaka kolejka do kas. Ugh. Ale moje czujne oko dostrzega stojący „automat biletowy”, a moja chęć do eksperymentowania pcha mnie w jego stronę, rzucam do Zubila „stój, a ja pójdę i obczaję to coś”. Najpierw spróbowałam odebrać w nim moją rezerwację, ale że było po czasie, to system mi powiedział, że nie ma. No to próbuję kupić bilet. Wybieram film, zaznaczam, że dwa bilety, wszystko idzie dobrze, wołam Zubila, razem wybieramy sobie miejsca, wkładam kartę, płacę, w okienku na dole wypada karteczka z odpowiednimi napisami na dwóch złączonych ze sobą świstkach. Cieszę się bardzo, oboje z Zubilem robimy złośliwe „muhahahaha” pod adresem tych stojących w taaaaaakiej kolejce, po czym idziemy spędzić jakoś 20 minut, które mamy do początku seansu. Schodzimy piętro niżej, idziemy macać iPada w iSpocie, ogrywam Zubila we Fruit Ninja w wersji dla dwóch graczy, zarażam go miłością do tej gry, zadowoleni idziemy do kina. Kupujemy colę, przechodzimy do kontroli biletów. Wyciągam to, co wyjęłam z automatu, podaję panu. Pan oddziera połowę, daje mi okulary, bo film jest 3D, po czym mówi, widząc Zubila:
– A Państwo są razem?
– Tak – odpowiada Zubil.
– To drugi bilet poproszę.
– No drugi pan oderwał i tam gdzieś sobie położył – wtrącam.
– Nie, proszę pani, to był odcinek z jednego biletu.
– A… aalle jak to, ja przecież w tym automacie zaznaczałam że dwa i zapłaciłam za dwa….
– Bo ten drugi bilet wypada później – uświadamia mnie pobłażliwie pan.
– Nie wzięłaś drugiego biletu? – pyta śmiejąc się Zubil.
– Och! – jestem zupełnie zbita z pantałyku.

Pan jednak jest wyrozumiały i nas przepuszcza, zaznaczywszy sobie tylko który to był ten kupiony, a nieodebrany bilet. A mi cała duma pod tytułem: „pierwszy raz użyłam automatu do kupowania biletów w Cinema City i wszystko się udało” ulatuje z sykiem jak powietrze z dmuchanego materaca. Za to potem się wykazałam postawą prospołeczną. Otóż siedzimy na miejscach, przemijają wszystkie reklamy i zwiastuny, zaczyna się właściwy film… a światła zapalone. Zawsze słabiej widać to, co na ekranie przy zapalonych światłach, a przy tym 3D to już w ogóle tragedia. Po minucie zrywam się, wypadam za drzwi, po czym wołam na jednym wydechu do 3-osobowej grupki obsługi:
– Przepraszam, czy można by w tej sali zgasić światło, bo film się już zaczął oraz gdzie jest toaleta?

Wróciłam z toalety to światło już było zgaszone i do końca seansu nie było żadnych niemiłych niespodzianek :]

Tagi: , , , ,

 
0

Love and Other Drugs

Królowa napisała 18 lut, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Taki sympatyczny, trochę naiwny, ale słodki film o miłości. Jake Gyllenhaal gra młodego, wyszczekanego niedoszłego studenta medycyny, który został przedstawicielem handlowym Pfizera. Wciska lekarzom Zoloft zamiast Prozacu (choć to niełatwe, bo to czasy, kiedy jeszcze Prozac trzymał się świetnie), jeździ po kraju, odnosi sukcesy czy to w życiu zawodowym, czy w zaliczaniu kolejnych lasek. Ale oto, tadam, poznaje niezwykłą dziewczynę – artystkę (choć tak naprawdę trudno powiedzieć z czego dziewczyna żyje), która ma śliczny uśmiech i Parkinsona. Najpierw jest tylko seks, potem seks i związek, potem w związku pojawiają się problemy, wiadomo. W tym czasie Pfizer wymyśla Viagrę i kariera głównego bohatera się rozwija. I właśnie tu pierwsze rozczarowanie – jak obejrzałam trailer filmu, myślałam, że trochę więcej opowie on o tych czasach rewolucji farmaceutyczno-seksualnej, o tym, jak Viagra zmieniła Amerykę, blablabla. A tu jednak kilka migawek z dzienników telewizyjnych, jedna scena z radosnymi kobietami, opowiadającymi jak się cieszą, ze ich facetom staje i właściwie tyle, wątek romansu zdecydowanie nie pozwala innym się rozwinąć. I tak naprawdę mam wrażenie, że ten Jamie mógłby być kimkolwiek, bo to jest po prostu film o zakochanych ludziach, a nie o przedstawicielach handlowych i ich życiu. Drugie rozczarowanie dotyczy choroby głównej bohaterki, ale tu nic nie napiszę, bo za wiele fabuły bym zdradziła, a mimo wszystko film jest z kategorii „można obejrzeć”, więc nie chcę zniechęcać spoilerowaniem :)
A warto choćby ze względu na Anne Hathaway. Jest przede wszystkim niesamowicie śliczna w tym filmie, a jej bohaterka ma charakter, to nie jest pusta niunia, to zdecydowana, bezczelna, silna, niezależna dziewczyna, miło popatrzeć.

Tagi: , , ,

 
0

To będzie dobry rok dla kinomanów

Królowa napisała 6 sty, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Dowiedziałam się, jakie będą premiery kinowe 2011 roku i się zaśliniłam, zachwyciłam i napaliłam wielce. Zapowiada się bardzo ciekawie. Co więc takiego nas czeka w 2011?
Muszę wam wyznać, że jestem  fanką komiksów. Im starszą, tym większą. I bardzo lubię ekranizacje komiksów, a tych w tym roku będę miała mnóstwo. Po pierwsze ekranizacje komiksów Marvela:
Captain America – superżołnierz, walczący w czasie II wojny światowej, jeden z najbardziej znanych bohaterów Marvela

Thor – tytułową rolę zagra Chris Hemsworth, oprócz niego wystąpi Natalie Portman jako Jane Foster i Anthony Hopkins jako Odyn. Reżyseria Kenneth Branagh. Film w 3D.

X-Men First Class – spin-off głównej serii pokazujący wczesne lata życia profesora Xaviera i Erika Lehnsherra, znanego później jako Magneto, a także jak doszło do konfliktu między nimi i początki szkoły mutantów. Reżyserią zajął się Matthew Vaughn, zagrają James McAvoy i Michael Fassbender.

Wolverine 2
– Wolverine udaje się do Japonii, żeby trenować z samurajskim wojownikiem. Reżyserią zajął się Darren Aronofsky, a Logana zagra, jak w poprzedniej części Hugh Jackman.
Micronauts

I nie tylko Marvela:
Green Lantern – Ryan Reynolds zagra Hala Jordana, pilota, który dzięki niezwykłemu zielonemu pierścieniowi, otrzymanemu od umierającego kosmity zyskuje nadludzkie moce. Reżyseria Martin Campbell.

Kick-Ass 2: Ball to the Wall – rozpoczyna się parę miesięcy po wydarzeniach z końcówki pierwszego filmu. Mindy prowadzi podwójne życie, ukrywając swoją działalność jako superbohaterka przez swoimi przybranymi rodzicami, którzy woleliby, żeby była ona normalną dziewczynką i się dobrze uczyła. Tymczasem Kick-Ass podczas patrolowania ulic zostaje napadnięty i potrzebuje jej pomocy w walce z nowym wrogiem.
Fathom – aktorska adaptacja komiksów Michaela Turnera, opowiadających o Aspen, młodej kobiecie z rasy humanoidów, mających moc kontrolowania wody.

Po drugie do kin wejdzie mnóstwo kontynuacji kasowych hitów roku 2010 i poprzedniego, zapewne też skazanych na sukces:
Sherlock Holmes 2 – znów w roli tytułowej Robert Downey Jr., mniam. Zagra też Noomi Rapace, znana ostatnio z ekranizacji serii książek „Millenium”. Niestety, premiera dopiero pod koniec 2011.

Harry Potter 8, część druga – ostateczna rozgrywka Harrego Pottera z Lordem Voldemortem.
Death Race 2 -prequel „Death Race”, opowiada historię Carla „Luke’a” Lucasa, który umiera na początku pierwszego filmu, zagra go Luke Goss, reżyserią zajął się Roel Reiné
Fast and Furious 5
– to, co zawsze, szybkie samochody, piękne kobiety i zabójcze pościgi. Tym razem na ulicach Rio de Janeiro
The Hangover: Part II 2
– w Polsce zgrabnie przetłumaczony jako „Kacvegas”, pierwszy film był głupią komedią o grupie facetów, którzy budzą się po szalonym wieczorze kawalerskim jednego z nich z megakacem i usiłują sobie przypomnieć co się wczoraj działo. W części drugiej to samo, tyle że po weselu.
Pirates of the Caribbean 4 – kolejna część przygód kapitana Jacka Sparrowa, którego nieodmiennie kreować będzie Johnny Depp, tym razem z 3D

Transformers 3 Dark of the Moon – kolejny film o robotach-samochodach, oczywiście w 3D

Breaking Dawn – czyli kolejna część sagi „Zmierzch”, a przy okazji od tego samego reżysera,
Red Riding Hood, luźna (bardzo luźna, sądząc po trailerze) adaptacja baśni o Czerwonym Kapturku

Alien Prequel – tu niestety nie jest pewne, że już w tym roku, wiadomo natomiast, że H.R. Giger, twórca postaci Aliena potwierdził współpracę przy filmie, za reżyserię zabrał się Ridley Scott, główną rolę żeńską zagra Noomi Rapace.
Bourne 4 – w roli tytułowej wciąż Matt Damon, reżyseria wciąż Paul Greengrass
District 10
– District 9 odniósł sukces, a główny bohater nie umarł na końcu, więc zapewne to na jego losach skupi się sequel. Reżyseria Neill Blomkamp
Ghost Rider 2: Spirit of Vengeance
– Johnny Blaze, czyli Ghost Rider, grany przez Nicolasa Cage’a, ukrywa się w Europie Wschodniej i próbuje przełamać swoją klątwę, ale zatrudnia go sekta, chcąca powstrzymać Diabła, próbującego przyjąć ludzką formę.
Ghost Busters 3 – wciąż Bill Murray, więc na pewno będzie fajnie
GI Joe 2
Hitman 2
Final Destination 5
Mad Max 4

Mission: Impossible Ghost Protocol – Czwarta już misja Ethana Hunta, którego jak w poprzednich częściach zagra Tom Cruise
Rambo 5: The Savage Hunt – Sylwester Stallone znowu będzie się bił
Wanted 2 – już bez Angeliny Jolie, więc choćby z tego powodu to raczej będzie słabszy film niż pierwszy

Dla fanów horrorów i 4morons:

Paranormal Activity 3
Saw 8
Rec 3
Shark Night 3D
Scary Movie 5
Scream 4
Ouija

Dla dzieci:

Kung Fu Panda 2 – sympatyczna panda znów się bije, tym razem w 3D

Rango – opowieść o kameleonie, który przechodzi kryzys tożsamości i trafia na Dziki Zachód, gdzie się odnajduje – postanawia walczyć ze złem. Niewątpliwie dużą zaletą będzie to, że Rango ma głos Johnnego Deepa.

Cars 2 – Zygzak McQueen znów się ściga. Ostra jazda w 3D

Spy Kids 4 – mali szpiedzy do znudzenia wysyłani na supertajne misje

Puss in Boots – czyli o kocie w butach ze Shreka, z głosem Antonio Banderasa, tak jak ostatnia część Shreka w 3D

Happy Feet 2 – tańczące pingwiny kontratakują. w 3D będą tańczyć lepiej.

Arthur  Christmas – na Boże Narodzenie, o synu Świtego Mikołaja i o tym, jak to się dzieje, że na całym świecie prezenty pod choinką pojawiają się jednego dnia. W 3D, ale za to jeden z bohaterów mówi głosem doktora House’a, czyli Hugh Laurie

The Adventures of Tintin: The Secret of the Unicorn – czyli znów ekranizacja komiksu, w reżyserii Stevena Spielberga, tytułową rolę zagra Jamie Bell

Smurfs – stare, znane, ale tym razem w 3D oraz Smerfy wygonione ze swojej wioski trafiają do Central Parku w Nowym Jorku

Muppets – stare, dobre – odświeżamy!
Tom and Jerry – to samo
Winnie the Pooh – znów skazana na sukces klasyka

Alvin and the Chipmunks 3 – od poprzedniego sequelu różni się oczywiście… tak, zgadliście, 3D

African Cats – coś jakby aktorska wersja „Króla lwa”, opowieść o dwóch rodzinach afrykańskich wielkich kotów, lwiej i gepardziej

Marvin the Martian – powrót bohatera z kreskówek Looney Tunes. W 3D na pewno będzie lepiej
Gnomeo and Juliet – czyli Romeo i Julia jako, ekhem, ogrodowe krasnale. Wygląda jak… film o ogrodowych krasnalach. Ale za to jest w 3D

Mars needs Moms – Marsjanie nie mają własnym mam, a potrzebują, więc porywają matki ziemskich dzieci. Dziewięcioletni Milo postanawia je uwolnić. Brzmi strasznie. A do tego będzie w real 3D

Rio – niebieska papuga, przedostatnia z zagrożonego gatunku leci do Rio de Janeiro i tam walczy o wybrankę swojego serca (no, ma mały wybór, ale i tak walczy. w 3D rzecz jasna)

Czekają też nas aktorskie wersje anime
Cowboy Bebop – w roli głównej Keanu Reeves
Ghot in the Shell – w 3D, a jakże, oryginał uwielbiam, co do tego jestem sceptyczna

Conan

Hercules
Paul – wyglądająca na bardzo głupią, komedia o dwóch fanach komiksów i kosmitach

Apollo 18– jak głosi hasło reklamowe filmu: „Jest powód, dla którego nigdy nie wróciliśmy na księżyc”, a film jest opisywany jako horror sci-fi, yhy. Źli kosmici na Księżycu, czy jakoś tak.
Battle: Los Angeles – znów źli kosmici, ale tym razem to oni fatygują się do nas i niszczą Los Angeles. Ale od czego dzielni Marines

The Hobbit – kolejna ekranizacja powieści Tolkiena
Three Musketeers – to było grane, tak. Ale teraz będzie wersja w 3D, przecież nie możemy pozostać przy nudnych ekranizacjach w 2D

Jane Eyre – mówiłam coś, o odświeżaniu sprawdzonej klasyki? ;)

Sucker Punch – ładne laski, miecze, duże spluwy, mordobicie, może być to miły, ładny, odmóżdżający film

– coś pomiędzy „Iron Man” a „Kick-Ass”, bogaty syn znanego przedsiębiorcy po śmierci ojca postanawia zostać superbohaterem i walczyć ze złem, w czym pomagają mu pieniądze tatusia ;)

Footloose – remake filmu z 1984 roku.
Rise of the Apes – czyli po sukcesie „Star Trek” z 2009 roku kolejny film odświeżający klasykę z lat 60′

Dark Shadows – to samo, adaptacja serialu z lat 60′, w reżyserii Tima Burtona i z Johnnym Deppem, więc brzmi dobrze
Cowboys and Aliens – niestety mimo obecności Harrisona Forda i Olivii Wilde, nie wygląda to na coś, co będzie warte obejrzenia, sądząc po trailerze

Anonymous – nie, to nie film o 4chanie, tylko polityczny thriller o tym kto naprawdę napisał sztuki Williama Szekspira
Limitless – Pisarz i copywriter z kryzysem twórczym zażywa narkotyk, który w nadludzki sposób zwiększa możliwości jego mózgu, pozwalając mu skończyć książkę w 4 dni, oraz zrobić wiele innych rzeczy, dzięki którym staje się sławny i bogaty. Co, oczywiście ma swoją cenę, a morał musi być taki, że narkotyki są złe :)

Bioshock – ekranizacja gry komputerowej o tym samym tytule, ciekawe czy powtórzy sukces „Resident Evil”
Monopoly – Ridley Scott postanowił zekranizować grę, ale nie komputerową, tylko planszówkę, hmmm, ciekawe.
Brave New World – ekranizacja powieści „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya, reżyser Ridley Scott, w roli głównej Leonardo DiCaprio, hmmm. W poprzedniej ekranizacji grał Leonard Nimoy
Creature from the Black Lagoon – nowa wersja filmu z 1954 roku
I, Frankenstein

I dwa filmy dla fanów Jezusa:

Ressurection of the Christ
Mary Mother of Christ – Camilla Belle jako Mary i Al Pacino jako Herod

Powyższy spis nie jest listą wszystkich premier 2011 roku, tylko tych, które wydały mi się interesujące, być może też nie wszystkie powyżej wymienione tytuły na pewno będą miały premierę w tym roku, opierałam się na liście podanej na tej stronie. Jeżeli widzicie błędy – piszcie, natychmiast poprawię :)

Tagi: , , ,

 
0

Chciałbym rozeznać się w sobie, póki nie będzie za późno*

Królowa napisała 24 maj, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Biorę nowe lekarstwo z gatunku tych, co działają po dłuższym czasie, a na początku uderzają całym arsenałem skutków ubocznych, mniej lub bardziej uciążliwych. Zaczęło się od koszmarnych bóli głowy, więc równolegle z lekiem łykam Ketonal, cudowne biało-niebieskie kapsułki, które pozwalają normalnie funkcjonować. Potem doszły jeszcze różne cuda z poziomem libido, notabene zupełnie odwrotne, niż zapowiadane, mój pan doktor orzekł, że doszło u mnie do „reakcji paradoksalnej”, tak więc paradoksalnie siedzę i się męczę. No i last but not least, mdłości. Na tyle silne, żeby nie można było o nich ani na chwilę zapomnieć, na tyle słabe, żeby nie móc ulżyć sobie wymiotami. I tak różne te efekty na zmianę, razem, osobno, do tego jeszcze kilka innych, wesoło jest.
Pocieszam się nieco filmami, albo chodzę do kina albo coś oglądam na komputerze. Zaliczyłam ostatnio:
„Iron Man 2″ – bardzo  zacne kino akcji, dobra muzyka, zdjęcia, no i śliczna laska (Scarlett Johansson). Co do Roberta Downeya Jr to już nawet nic nie mówię, zakochałam się na zabój jak nastolatka.
„Nocna randka” – prosta, bezpretensjonalna komedia opowiadająca o jednej nocy z życia wieloletniego małżeństwa, które wychodzi na spokojną, nudną kolację, a robi się z tego zwariowana przygoda. Lekkie, pozwalające na dwie godziny beztroskiej zabawy.
„Disco robaczki” – film dla dzieci, recenzja tu. Bardzo zły film.
„Sherlock Holmes” – to z tych obejrzanych w domu, bo w kinach pewnie już nie grają nawet. To samo co Iron Man, zacne kino akcji, nie mam pojęcia, ile ten film ma wspólnego z książką, ale nie ma to znaczenia, mógłby być o jakimkolwiek detektywie.
„Ghost World” – a to film na motywach komiksu Daniela Clowesa, bardzo dobry, bardzo smutny i świetnie zagrany. Chciałam go obejrzeć ze względu na Scarlett Johansson, w której też się odrobinkę zadurzyłam po Iron Manie, ale w „Ghost World” to Thora Birch jest gwiazdą, Scarlett gra postać, która niby jest ważna, ale jest kompletnie nijaka, mdła i nieciekawa, przez co bardziej widać odmienność głównej bohaterki. To film o tym, jak trudno jest być dziwakiem, freakiem, niezrozumianym przez świat, którego się samemu nie rozumie. Warto, zostaje na długo.

W kolejce „Człowiek z rentgenem w oczach” (DKF w Muranowie – Najgorsze filmy świata) i nowy film dla dzieci, który zapowiada się o wiele lepiej niż te nieszczęsne robaczki, czyli „Czarodziejka Lili: smok i magiczna księga”.

Tymczasem idę spać, jutro nowa rundka łykania – tego leku, ketonalu, żeby głowa nie bolała, asparginu, na skutki stresu, cerutinu na uzupełnianie braków witaminy C i na nieprzeziębianie się, wapna na paskudną obecnie wodę w kranach, i tak dalej… Czuję się chwilami jak Adaś Miauczyński. Do tego pracuję też chwilowo z domu, bo przedszkole Młodej było uprzejme się zamknąć w związku z zagrożeniem powodzą.

*Jean-Paul Sartre „Mdłości”

Tagi: , , , , , , ,

 
0

Za dużo polityki, za mało muzyki, czyli recenzja "Beats of freedom"

Królowa napisała 21 mar, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Wybrałam się ostatnio z rodzicami do kina na „Rewers”. Zacny film, genialne zdjęcia, tylko nieco uroku odebrało mu to, że kino, w którym byliśmy średnio radziło sobie z dźwiękiem dolby surround, czy jak mu tam i znienacka z któregoś głośnika z boku rozlegał się głos aktora, znacznie głośniejszy, przeszkadzało to skupić się na filmie. Zatem przy następnym wyjściu do kina wybrałam Kinotekę, gdzie zawsze dźwięk jest świetny. A jak kino z dobrym dźwiękiem, to może film o muzyce, czyli „Beats of freedom” – dokument o polskiej scenie muzycznej od czasów powojennych do końca 80′. Właściwie to początek sugerował, że od lat powojennych, bo pierwsze zdania były o latach 50′, ale jednak zaraz był błyskawiczny przeskok do 1967 roku. Pomysł fajny, warto zobaczyć, tylko jak na film dla Polaków to za bardzo był w nim nakreślony aspekt historyczny, za dużo obrazków z manifestacji, pałowania, pochodów pierwszomajowych, strajków i tak dalej. My to wiemy, znamy, nie potrzebujemy aż tyle. Jak na film dla zagranicy – owszem, potrzebne było aż tyle. Ja chciałam więcej muzyki, bo o pustych półkach w sklepach wiem, nawet z własnych wspomnień.

Zastanawiające też, że zupełnie nie było odniesień do muzyki z USA, jak narrator opisywał, co się działo w muzyce na świecie za żelazną kurtyną i jak to wpływało na muzykę w Polsce, skupiał się tylko na Europie, a właściwie na Wielkiej Brytanii. Ani słowa o Woodstocku, nie wiem dlaczego.
Za to co było siłą tego filmu to raz, cytowane fragmenty z raportów UB o festiwalu w Jarocinie, o subkulturach, o aresztowaniu Skiby rozdającego ulotki, dwa anegdotki i opowieści o sposobach na obchodzenie cenzury w tekstach piosenek, o radzeniu sobie z brakiem pieniędzy, o tej walce z komunizmem. Opowieść Hołdysa o tym, jak to wszedł do sklepu mięsnego, podszedł do lady „tylko zobaczyć co jest”, a ludność z gigantycznej kolejki uznała, że oto pan gwiazdor nie chce stać i się wpycha i go za to zrugała niewybrednymi słowami. I opowieść Marka Niedźwieckiego, jak to zabroniono mu nagle puszczać Maanam w Trójce, a on zrobił tak, że niby nie puszczał, ale puszczał, w czym władze się nie zorientowały, a ludzie tak. I konstruktora wzmacniaczy, jak z garnka robiono wzmacniacz. Bardzo, bardzo na plus.

A po kinie poszliśmy z kolegą ulicami Warszawy, w lekko siąpiącym wiosennym deszczyku, robiąc po drodze mnóstwo zdjęć szablonów na murach, gołębi na drzewie, fragmentów architektury PKiN i placu Konstytucji… Niczym dwoje japońskich turystów, żonglowaliśmy 3 różnego rodzaju aparatami fotograficznymi i tylko pokazywaliśmy sobie nawzajem ciekawe kadry. Miły spacer, miły dzień, rozpoczęty od dwóch godzin nauki parkowania i potem śniadanka na mieście (tarta z warzywami i boczkiem w Green Coffee – bdb, polecam).

Tagi: , , , ,

 
0

Głupie ciućmy z IMAX

Królowa napisała 7 sty, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Poszliśmy z Lubym do kina. Na Avatar. Oboje pracujemy, mamy mnóstwo zajęć, a film 3-godzinny, więc znalezienie czasu nie było takie łatwe, tym bardziej, że jeszcze musiała móc moja opiekunka do dzieci. Ale udało się, kupiłam bilety w poniedziałek, dzisiaj prosto z pracy pojechaliśmy do Sadyba Best Mall do kina. Kupiliśmy nachosy i picie, założyliśmy okularki, napstrykaliśmy sobie lansiarskich fot w nich, w końcu doczekaliśmy się filmu. Pierwszy raz byłam na filmie 3D, więc na samym początku rozgłośnie wrzasnęłam wystraszona, jak tuż przed nosem przeleciał mi reflektor oświetlający logo wytwórni 20th Century Fox. A potem wcisnęłam się w fotel z wrażenia. A potem próbowałam łapać krople wody, ludzi, liście, przedmioty, które były TUŻ PRZEDE MNĄ PRZECIEŻ. Luby kilka razy ze śmiechem mi szeptał: „tego tu naprawdę nie ma!”, potem nawet przestał, bo ja ciągle ulegałam złudzeniu. Rewelacja, od razu pokochałam to 3D.

No i tak siedzimy, oglądamy, miło, fajnie, akcja się rozkręca, zaczyna się robić naprawdę interesująco… I nagle około 3 sekund dźwięku zaczyna się powtarzać. W kółko. W pierwszej chwili nawet myśleliśmy że to tak właśnie jest, że to jakieś okrzyki bojowe tych całych Na’vi, bo układało się to w coś w rodzaju jednostajnej pieśni, a wszystkie postaci akurat tylko szły do wioski. Ale doszli, zaczęli rozmawiać, pojawiły się napisy i stało się oczywiste że coś jest nie tak, że ten dźwięk się po prostu zaciął, zapętlił i to jest bardzo niedobrze.
No i się zaczął dramat. Ludzie się oglądają do tyłu na kabinę operatora, wołają, klaszczą, gwiżdżą – nic. Po kilku minutach wyleciał jeden mężczyzna z widzów i pobiegł do obsługi na zewnątrz sali. Chwilę go nie było, wrócił, za nim pojawił się jakiś pracownik. I nic. Film dalej leci, już około 8 minut, obraz jest, dźwięk zapętlony w coraz bardziej irytującej kakofonii, pracownik cośtam dzwoni na górę, ale tam operator albo śpi, albo ogłuchł, albo obmacuje babę, albo w ogóle poszedł w pizdu…
Ostatecznie po 12 minutach udało im się wyłączyć, ktoś w końcu wyszedł i powiedział nam że się zepsuł komputer, dalszej projekcji nie będzie i ma 3 propozycje. Pierwsza: przejdziemy do drugiej, mniejszej sali, gdzie od 15 minut leci ten sam film, ale jest tam widownia. Propozycja dość absurdalna moim zdaniem, bo 45 minut powtórki, a  co gorsza beznadziejne miejsca, pierwsze rzędy albo i schody. No i to średnio w porządku wobec tamtych widzów, jednak to film, w którym dużo się dzieje, który się ogląda pilnie, a tu nagle zwala się tłum ludzi, zasłania, bije się o najlepsze z kiepskich miejsc i ogólnie straszne zamieszanie. Jednak sporo osób poszło na to, reszta wybrała drugą opcję, czyli w zamian bilety ważne przez pół roku na dowolnie wybrany film we wszystkich kinach sieci IMAX, albo trzecią, czyli zwyczajny zwrot biletów.
Wzięliśmy te bilety ważne pół roku i z zawiedzionymi minami wyszliśmy z kina. Jeszcze słuchaliśmy rozmów ludzi koło nas wychodzących i ktoś smętnie mówił, że no tak, wprawdzie za bilet na film oddali, ale pieniędzy za bilety kolejowe z Grodziska mu nikt nie zwróci, podobnie jak za colę i popcorn. Jedzenie i picie nieobowiązkowe niby, ale za dojazd z daleka – głupio. No i czas, i wydane pieniądze na dojechanie drugi raz… Ehh.
Jednak co było naprawdę skandaliczne, to ten czas reakcji pracowników kina IMAX w Warszawie. No bo ja rozumiem, że coś się może popsuć. Ale reakcja powinna być natychmiastowa, a nie dobre kilkanaście minut, podczas których film leci z popsutym dźwiękiem. To było bardzo nieładnie i na drugi seans zdecydowanie pójdziemy do innego kina, nie tylko tam jest wersja 3D.

Tagi: , , , , ,