0

Jakiego języka używamy, tacy jesteśmy

Królowa napisała 20 paź, 2014 w kategoriach Bez kategorii

„- Sekretarz brzmi poważnie, a sekretarka jakoś podrzędnie.

– Niestety. Należy zmieniać język, bo to on jest medium, w którym rozstrzyga się kształt naszego społeczeństwa. Oczywiście rozpowszechnienie form żeńskich nie jest w stanie znieść strukturalnej nierówności między płciami, ale może okazać się pierwszym krokiem w tym kierunku. Jeżeli chcemy równouprawnienia, walczmy też o słowa. Jaki mamy język, takie społeczeństwo. Jakiego języka używamy, tacy jesteśmy. Amerykańscy językoznawcy ze szkoły kognitywnej, których lubię czytać, uważają, że świat człowieka składa się z metafor, które w jakiejś mierze wyznaczają nasze sposoby działania. Myślimy słowami, obrazami, metaforami.

Świat ulepiony jest ze słów?

– Ludwig Wittgenstein, geniusz filozofii, mówił, że granice mojego języka są granicami mojego świata. Martin Heidegger, wielki mędrzec, pisał, że to nie ja władam językiem, ale język włada mną Można ciągnąć tę listę. Jeśli chcemy zrozumieć swoją sytuację we współczesnym świecie, musimy zacząć od języka – i to nie tylko tego właściwego tzw. kulturze wyższej, lecz także tego używanego na co dzień

To jest doskonały moim zdaniem cytat z rozmowy z Janem Burzyńskim,  jednym z pomysłodawców i założycieli Obserwatorium Językowego Uniwersytetu Warszawskiego. Cała rozmowa jest bardzo ciekawa, a te słowa szczególnie mnie zachwyciły. Bo też uważam, że tak jest. I dlatego tak zdecydowanie reaguję, gdy ktoś używa pewnych słów w pewnym kontekście, nawet jako żart. Przeczytanie tego wywiadu splotło mi się w czasie z przeczytaniem na Facebooku postu: „Kobiety mojego życia zawsze były obok, wspierały. Mówi się, że facet jest głową rodziny, kobieta zaś szyją, która głowę trzyma w pionie i nią kręci. Faktycznie tak jest?”. Dalej we wpisie był link do postu, postu, w którym nie znalazłam bezpośredniego nawiązania do tego powiedzonka o głowie, nawet jeśli by było – to nieistotne. Istotne jest samo stwierdzenie, które ostro skrytykowałam i krytykować będę. Gdyż, jak widać jasno w przytoczonych cytatach z wywiadu z panem Burzyńskim, nie jestem odosobniona w mojej opinii, że język kształtuje nasz świat. Mamy XXI wiek, wypowiadam się z perspektywy kobiety żyjącej w demokratycznym, europejskim kraju – nie ma „głów rodziny”. Nie ma „szyj”. Są równorzędni ludzie, tworzący związki, będący partnerami, będący w równej pozycji. Tak, żyję w bańce, tak, chciałabym, żeby ta bańka rozprzestrzeniła się na wszystkich ludzi. To nie jest „takie sobie powiedzonko”. To jest szkodliwe powiedzonko, tak samo szkodliwe jak „żarciki” o miejscu kobiety w kuchni. Tak samo szkodliwe jak powiedzonka: „prawdziwy facet nie płacze” albo „prawdziwy facet umie dać komuś w mordę”. Tak, mamy XXI wiek, wiemy już, że mężczyźni mogą być wrażliwi, a kobiety mieć większe aspiracje niż wychowywanie dzieci i gotowanie obiadów. Tak, nie tolerujemy „głów rodziny”, które rządzą, dominują i decydują. Nie tolerujemy ułudy władzy wynikającej z rzekomego bycia „szyją rodziny”. Bo to, w samej swojej istocie, zakłada jakieś podstępne sterowanie Mężczyzną, Który Ma Władzę. Zakłada, że nie ma dwóch głów, tylko jest głowa, Pan i Władca oraz słaba kobieta, która jakimiś sztuczkami manipuluje i kieruje nim. Żadna z tych sytuacji nie jest komfortowa. Ani dla kobiet ani dla mężczyzn. Bo zarówno kobiety, jak i mężczyźni uczą się, pracują, zakładają rodziny – i są odpowiedzialni za swoje życie. I mogą tworzyć normalną rodzinę, w której wspólnie podejmuje się decyzje. W której rządą oboje – i w której nik nie jest władcą absolutnym. Nie ma głów ani szyj. Jest dwójka dorosłych, pełnoletnich ludzi, która potrafi ze sobą rozmawiać, dyskutować, ustalać. I obyśmy wszyscy mieli takie związki. Bo mamy do tego prawo, mamy możliwości. Nie wpychajmy się sami w przestarzałe, stereotypowe idiotyzmy. Twórzmy razem lepszą rzeczywistość.

Tagi: , , , , ,

 
0

Brzydkie słowa, brzydki świat

Królowa napisała 4 kwi, 2013 w kategoriach Bez kategorii

Wiele jest rzeczy, które nas denerwują w tak zwanym „dzisiejszym świecie”. Narzekamy, ustnie, pisemnie, jednak niewiele zmieniamy. A są rzeczy, które dość łatwo zmienić. Przeczytałam ostatnio opowieść polskiego pisarza, który wzburzony pewną sytuacją na jego osiedlowym podwórku zwrócił się do obcego dziecka wulgarnymi słowami. Na słowa zareagował ojciec rzeczonego dziecka, konflikt eskalował do tego stopnia, że w sprawę była zamieszana policja. Ostatecznie sprawa skończyła się pokojowo, ale zastanowiło mnie to, że w toczonej publicznie dyskusji na temat tego zdarzenia mało kto zwracał uwagę na sam początek – czyli na niekulturalne zwrócenie uwagi dziecku. Dzieci mają do siebie to, że się uczą świata. To, jakimi dorosłymi zostają, to, jakimi wartościami się kierują w dorosłym życiu, to jakiego języka używają, zależy od nas – dorosłych. Kształtowanie się człowieka zaczyna się w domu rodzinnym. Potem dochodzą oczywiście rówieśnicy – jednak oni też początkowe wzorce czerpią od rodziców. Otoczenie – media, kultura, sztuka – to już wszystko tworzone przez dorosłych, to oni mają wpływ na to, jaki z tych źródeł płynie przekaz.

A ten przekaz wydaje mi się być coraz bardziej wulgarny i spłycony. Dziecko obserwuje świat dorosłych i widzi, że użycie „kurwy”, „chuja” czy „pierdolenia” jest na porządku dziennym. Takich słów używa rodzic, takich słów używają ludzie z różnych środowisk, takie słowa są coraz silniej obecne w życiu codziennym. Również w internecie, który przecież staje się bardzo bliskim coraz to młodszym dzieciom medium. Nieistotne jest już to, że są filtry wulgaryzmów czy możliwość blokowania stron – to po pierwsze nie zawsze skuteczne mechanizmy, po drugie jednak nie żyjemy w internecie, a na ulicy nie można dziecku włączyć filtra na określone słowa.

Jeszcze kilkanaście lat temu, może kilkadziesiąt funkcjonowało przekonanie o tym, że to „niziny społeczne” używają wulgaryzmów często i bez ograniczeń. Teraz zaczepiający mnie na ulicy bezdomni pytają mnie uprzejmie „Księżniczko, czy poczęstuje pani papierosem?”, a to u ludzi uważanych za elity kraju słyszę kurwy i chuje. Idę po ulicy – mijają mnie dobrze ubrani ludzie wykrzykujący do telefonów potoki wulgaryzmów. Zaglądam do prasy, a tam historia dyrektorki teatru, która papieża nazywa chujem oraz Katarzyna W., która „wychujała” organy ścigania. Blog technologiczny – „bądź kurwa ostry jak brzytwa”. Portale społecznościowe – „zimo wypierdalaj”. I tak dalej i tak dalej, artyści, dziennikarze, ludzie kultury, biznesmeni, politycy – „Taka, kurwa, konwencja”, dowiaduję się z tygodnika uważającego się za opiniotwórczy.

Gdy byłam dzieckiem poznałam oczywiście w pewnym momencie wulgarne słowa. Poznałam je i dowiadywałam się, że owszem, takie słowa istnieją, ale człowiek kulturalny, wykształcony, szanujący innych i chciany być szanowany nie powinien ich używać. A jeśli już, to w wyjątkowych sytuacjach i jeśli miał świadków – powinien przeprosić. Dziś sama jestem rodzicem i takie same wartości próbuję przekazywać moim dzieciom. Ale czuję się coraz bardziej bezradna, bo choć wciąż to ja jestem dla moich dzieci największym autorytetem, to jednak dostają one coraz więcej bodźców ze świata zewnętrznego, gdzie bynajmniej te zasady nie są stosowane. Dorośli coraz śmielej dają sobie przyzwolenie na to by rzucać kurwami w każdych okolicznościach, bo przecież „wszyscy tak robią”.

Otóż sprzeciwiam się. Nie chcę, by moje dzieci dorastały w takim świecie. Nie chcę, by te wulgarne, brzydkie słowa otaczały je na każdym kroku. Sama oczywiście nie jestem bez winy, sama zaczęłam wpadać w trend zastępowania wielu słów kurwami. Toteż pracuję nad sobą. To nie jest łatwe, nigdy nie było i nie będzie, ale gryzę się w język. Zastępuję kurwę kurczęciem albo innym słowem lub milczę w ogóle. Gwiazdkuję kawałek słowa albo w ogóle go nie używam. Staram się kulturalnie przekonywać do używania kulturalnych słów. Nie przeklinam w rozmowie z Tobą – ty też nie mów do mnie przekleństwami. To takie proste, podstawowa zasada „traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być traktowany”.

Wracając do sprawy pisarza, który zwyzywał dziecko – gdy już opisał on zakończenie historii, kiedy to finałem było wspólne budowanie w zgodzie i sympatii, spytałam na koniec dyskusji, czy nie uważa w takim razie, że na przyszłość lepiej wyjaśnianie konfliktów zaczynać od spokojnej rozmowy bez wyzwisk. Odpowiedział, że nie wydaje mu się. I zrobiło mi się smutno. Bo jeśli pisarz – w świecie moich wartości wciąż jeszcze człowiek, który w pewien sposób wyznacza szlaki, kształtuje postawy – nie sprzeciwia się wulgaryzacji języka, to jak ma powstawać więcej wartościowej literatury? Skoro wszyscy przeklinają, skoro tyle słów można zastąpić kurwami i chujami, to po co się wysilać, po co używać innych słów. I ludzie zapominają o innych słowach. Im więcej przeklinają, tym rzadziej podejmują umysłowy wysiłek dobierania słów do sytuacji. Tym uboższy więc staje się język i tym większe społeczne przyzwolenie na to, by nawet językoznawcy beztrosko i radośnie rzucali mięsem pod pozorem żartu czy konwencji. Nie można wszystkiego obracać w żart czy konwencję.

Świat jest taki, jakim go tworzymy, próbujmy tworzyć lepszy świat, zamiast pogrążać się w bezproduktywnym narzekaniu. Ograniczajmy wulgaryzmy. W mowie, w piśmie. Chociaż jednego dnia na początek. Chociaż w obecności dzieci. Potem z jednego dnia może się zrobić tydzień. Miesiąc. Potem to się staje nasze życie.

Tagi: , , , , , , , , , , , ,