0

Matki rzucające słoikami są po prostu spontaniczne

Królowa napisała 13 kwi, 2013 w kategoriach Bez kategorii

Kiedyś lubiłam Jeżycjadę. Bardzo. Miałam naście lat, czytałam mnóstwo książek, też byłam wychowywana na erudytkę, z Jeżycjady płynęło ciepło, miłość, zrozumienie, etc. Rodzina Borejków i te zaprzyjaźnione wspierały się i kochały, a przemoc była domeną prymitywnych osiłków ludzi spoza rodziny. Miły świat, dający jasne sygnały – bicie czy agresja nie jest ok, w rodzinie problemy się rozwiązuje rozmową, miłością, zrozumieniem.
A teraz? Najnowsza książka Małgorzaty Musierowicz, „McDusia” jest pełna przemocy i agresji. I jasno postawione granice się kompletnie zatarły, agresywne zachowania prezentują wszyscy. Również ci, uczeni przez antenatów, że uczciwy człowiek brzydzi się przemocą i jej nie stosuje. Zwłaszcza wobec bliskich. Spójrzmy na kilka fragmentów. Scenka pierwsza – Gabriela wchodzi w podziemne przejście i pada ofiarą przemocy:

„I od razu wpadła w grupę półprzytomnych, agresywnych wyrostków; bili się! Została popchnięta na ścianę tak mocno, że aż dźwięcznie łupnęła głową w te marmury, a od uderzenia na dłuższą chwilę straciła dech. Ale to nie znaczy, że ktokolwiek ją zaatakował – po prostu usunęli człowieka z drogi, jak zawadzający przedmiot. Byli wściekli, szczelnie zamknięci w swoim świecie, i tak obcy, jak stworzenia z innej planety.”

 

Bijące się wyrostki – stworzenia z innego świata, innej planety. Zapamiętajmy to.

Scenka druga – Magda, siedemnastolatka z zaprzyjaźnionej rodziny oraz Józef – syn Idy, czyli członek rodu Borejków:
„Co…? – powiedział i już nie zdążył wyrzec nic więcej, bo wtem ona wspięła się na palce i znienacka lepko pocałowała go w same usta.
– Dobranoc! – rzuciła tonem zwycięskim. – I dziękuję!
Bezczelna!!!…
Miał ochotę odskoczyć, ale to by też kiepsko wyglądało. Jakby się jej bał.
A wcale się nie bał, tylko jej nie lubił.
Niewiele myśląc, capnął ją mocno za cienki kark i przyciągnął blisko, tak blisko, że
poczuł, jak pachnie jej skóra. Jakimiś kremami czy wazeliną, czy innym tłuszczem.
– Wstydu nie masz? – rzekł jej prosto w twarz, przez zaciśnięte zęby, i potrząsnął nią jak
szczurem. – Więcej nie próbuj, bo cię walnę!”
Czy jednak dziwi taka reakcja Józefa, skoro jego własna matka, zła na syna, zachowuje się tak:

„- Co?! – Ida nie zdzierżyła. W porywie ognistej furii złapała pierwszy lepszy przedmiot (słoik z musztardą sarepską) i cisnęła nim w nędznego osobnika, którego – o święta naiwności! – uważała dotychczas za kochanego, dobrego, godnego szacunku chłopca bez skazy. Słoik świsnął w powietrzu koło głowy Józefa i roztrzaskał się na ścianie tuż obok.”
Później jeszcze wciąga dziecko pod prysznic i oblewa lodowatą woda, w wyniku czego nastolatek oczywiście się ciężko przeziębia, zaś potem, poproszony przez matkę o rodzinną przysługę myśli:
Może kiedy indziej by zwlekał i przeciągał sprawę, ale w okresie napięć, spowodowanych aferą „Choco”, wolał się wykazać wzorową subordynacją. Mama była spontaniczna. Bardziej spontaniczna, niż sądził.
Oto agresywne wyrostki to obce stworzenia z innej planety. Matka ciskająca w furii bardzo niebezpiecznymi przedmiotami – spontaniczna. Tymczasem w innym wątku okazuje się, że dorosła córka Gabrieli tuż przed ślubem ma takie wątpliwości i lęki, że znienacka wybucha i czyni wyrzuty ojcu, który przed laty porzucił jej matkę. Ten nagły wybuch powoduje u ojca udar – potem próbuje on, po dojściu do siebie, porozmawiać ze swoją byłą żoną o przeszłości i okazuje się, że jednak nie, że Gabriela: „Pamiętała doskonale, jak to bolało. Ale nie miała zamiaru mu o tym opowiadać. Po pierwsze, duma jej nie pozwalała. Po drugie – cóż, gdyby wiedział! – pewnie jeszcze gorzej by się poczuł niż teraz. Pożałowała go. Niech nie wie.”
Duma i żal – i wszystkie problemy, ból i lęki się tłumi w sobie, nie rozmawia o nich, udaje, że herbata i poezja rozwiążą wszelkie złę sytuacje. A jednak potem dochodzi do wybuchów gniewu, rzucania słoikami w dzieci – co w dodatku nazywane jest nie przemocą, a spontanicznością. Czemu więc bijące się osiłki nie są po prostu „spontanicznymi chłopcami”? Jaka różnica? Najwyraźniej nie w wykształceniu i wychowaniu, skoro inteligentka z Jeżyc zachowuje się nie lepiej niż byle człowiek z ulicy. Jakie ciepło i miłość i zrozumienie, skoro przez ćwierć wieku matka nie jest w stanie porozmawiać z córką o nieudanym małżeństwie z jej ojcem? Strach przed porzuceniem to bardzo silny lęk, a to, że wybranek Laury tak mocno ją kocha i patrzy jej czule w oczy wcale nie oznacza, że lęk automatycznie zniknie, to są rzeczy do przepracowania albo w długich i poważnych rozmowach rodzinnych albo na terapii.
Coraz więcej gniewu, agresji i zamiatania problemów pod kołderkę z poezji i cytatów z łaciny. Coraz gorzej, coraz koślawiej, coraz chaotyczniej i niekonsekwentniej. Szkoda.

Tagi: , , , , ,