0

Iron Man 3 – dużo smutku, mało seksu

Królowa napisała 9 maj, 2013 w kategoriach Bez kategorii

Oczywiście, ja wiem, Robert Downey Jr. – już to jest chodzący seks, nikt się nie będzie o to spierał. Ale film, w którym nie ma ani jednej sceny porządnego, namiętnego pocałunku Tony’ego i Pepper? I cycków nie było, z wyjątkiem jednej scenki z konkursem piękności, ale to tak przy okazji, powierzchownie, nienachalnie. Ten film jest smutny. Tony jest smutny. To film, w którym Iron Man jest słaby, cierpiący na ataki paniki, samotny. Samotny jest też mały chłopiec, który tęskni za swoim ojcem, który poszedł po zdrapkę i chyba wygrał, bo nie ma go od 6 lat”. Srsly, nie żebym płakała, ale to było okropnie smutne i nawet to, co zrobił dla chłopca Tony na samym końcu nie było żadnym, ale to żadnym lekarstwem. No dobrze, nie musiało być, nie o tym był ten film, ale są jakieś granice. To jest bardzo dobry film, ale tak zupełnie odmienny od pierwszej i drugiej części, że nie ma sensu pójście na maraton Iron Man, Iron Man 2 i Iron Man 3. Serio, nie ma. Zwłaszcza że mnóstwo wątków i dialogów dotyczy rzeczy, które działy się w Avengersach, więc trudno by było zrozumieć wiele rzeczy, gdyby się nie widziało tamtej części opowieści. To jest film o Tonym Starku walczącym ze swoimi demonami – i to jest pokazane w bardzo, bardzo wyrazisty sposób. Nie ma niedomówień. Nie ma superbohatera. Jest facet, który ciągle ponosi klęskę i który czuje się tak okropnie przerażony. Oczywiście się nie poddaje, nie płacze po nocach, znajduje ukojenie w pracy, w walce, w planowaniu. Ale jest ciągle słaby, jest ciągle na granicy upadku – nie upada, nie może upaść, nie może się poddać. I się nie poddaje, wygrywa. Wygrywa tylko dzięki sobie, tylko dzięki sile umysłu i to jest niesamowite w tej części – to nie jest film o Iron Manie, który ma swoją zbroję i w niej ratuje świat. To jest film o Tonym Starku, który nie ma nic, oprócz swojego mózgu. I który tylko używając tego organu jest w stanie wygrać. Nie ma zbroi. Nie ma samochodu, nie ma telefonu, komputera, INTERNETU (gasp). Nie ma nic, jest smutny, samotny, przerażony i ciągnie niedziałającą zbroję na sznurku (skąd on wziął ten sznurek, btw, hę?). A jednak wygrywa, wygrywa walkę ze swoimi ograniczeniami, wygrywa walkę z lękiem, wygrywa z samym sobą. Tylko ta walka go bardzo dużo kosztuje. I to wyraźnie widać, scena z sennym koszmarem, kiedy Pepper, która tak bardzo chce mu pomóc, jeszcze obrywa – WHOAH. Brilliant. Ale przecież nie odchodzi, przecież kocha, wspiera, pomaga tylko tym, że jest. Ale Tony i tak walczy głównie o siebie. Dla siebie. I dobrze.

Ten „bad guy” w sumie jest nieważny. Terroryzm, zagrożenie dla prezydenta, dla kraju – to jakby poboczny wątek w tym filmie. Nieistotny. Największym zagrożeniem dla człowieka jest on sam, jego lęki, jego demony, jego poczucie bezsilności. Ale można je pokonać i o tym właśnie jest Iron Man 3. I to jest absolutnie doskonałe.

Iron-Man-3-snow

Tagi: , , , ,

 
0

Dark Of The Moon jest mega

Królowa napisała 4 lip, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Ach, jakie te nowe Transformersy są dobre. Efekty 3D wymiatają, ujęcia w zwolnionym tempie urywają dupę, a filmowanie wybuchów w kosmosie z perspektywy patrzenia na Ziemię z pierdyliarda metrów to coś cudownego. Muzyka jest świetna, Decepticony są piękne, potężne (Shockwave z tymi mackami wynurzający się z ziemi jak czerw z Diuny, ach, och), jest ich dużo i jeszcze więcej i naprawdę można w pewnym momencie odnieść wrażenie, że są niepokonane, co daje nawet moment niepokoju, czy aby nie wygrają.
Pocieszna wielce jest też nowa dziewczyna Sama – niezbyt ładna IMO, ale za to obserwowanie jak laska popyla po zrujnowanym mieście w szpilkach i śnieżnobiałej bluzeczce i żakieciku daje dużo funu. Bieganie – ok, ja też potrafię biegać w szpilkach, ale skok z okna budynku na statek Decepticonów – HI HI. A ubranie oczywiście cały czas bielusieńskie, już nawet wszystkich innych bohaterów trochę umazali pod koniec, a Carly wciąż w charakterze nieskazitelnie czystego aniołka. Poza tym, jeśli chodzi o aktorów-ludzi, to mi absolutnie film robi Derek z Grey’s Anatomy, który pojawia się bardzo szybko i jest go dużo. (tak, wiem, że to aktor, że ma imię i nazwisko i że to tylko rola, ale cóż poradzić, dla mnie ten gość zawsze będzie tym przystojnym chirurgiem). John Turturro jako Simmons też tym razem daje czadu. W warstwie fabularnej – no cóż, nie oszukujmy się, tego typu filmy nie muszą mieć wielce wyrafinowanego scenariusza, ale tu sam motyw zawiązujący akcję jest z pomysłem, w dodatku bardzo zgrabnie są na początku powklejane fragmenty z filmów dokumentalnych pokazujących przemówienia Kennedy’ego czy start Apollo 11. Lubię takie zabiegi. Trochę zbędny jest wątek rodziców Sama, niby epizodycznie się pojawiają, ale nic nie wnoszą, ok, skoro to ma być ostatnia część cyklu, to rozumiem, że nie chcieli ich pomijać, ale można by jeszcze bardziej obciąć te momenty z nimi. Ale to drobne czepianie się. Bardziej mnie bolało, że ginie jeden z moich ulubionych Autobotów, chlip, chlip.
No i piękne samochody. I nie mówię tu tylko o Transformersach. Ładna architektura gdzieniegdzie (ten budynek, gdzie pracuje Dylan, mrau). Bardzo, bardzo dobry film.

I tylko mam takie dwie uwagi do Multikina. Pierwsza: już byście wsadzili „koszt wypożyczenia okularów 3D” w cenę biletu. Będzie tak samo drogo, a nie będzie tak widać, że się dało dwa złote, za wypożyczenie tych niewygodnych okularów, co odgniatają bolesne wgłębienia na nosie. I druga: pomysł wyłączania klimy pod koniec seansu kończącego się późno wieczorem obsysa. Serio, w tej sali robi się DUSZNO, to nie jest przyjemne.

Tagi: , , ,

 
0

Love and Other Drugs

Królowa napisała 18 lut, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Taki sympatyczny, trochę naiwny, ale słodki film o miłości. Jake Gyllenhaal gra młodego, wyszczekanego niedoszłego studenta medycyny, który został przedstawicielem handlowym Pfizera. Wciska lekarzom Zoloft zamiast Prozacu (choć to niełatwe, bo to czasy, kiedy jeszcze Prozac trzymał się świetnie), jeździ po kraju, odnosi sukcesy czy to w życiu zawodowym, czy w zaliczaniu kolejnych lasek. Ale oto, tadam, poznaje niezwykłą dziewczynę – artystkę (choć tak naprawdę trudno powiedzieć z czego dziewczyna żyje), która ma śliczny uśmiech i Parkinsona. Najpierw jest tylko seks, potem seks i związek, potem w związku pojawiają się problemy, wiadomo. W tym czasie Pfizer wymyśla Viagrę i kariera głównego bohatera się rozwija. I właśnie tu pierwsze rozczarowanie – jak obejrzałam trailer filmu, myślałam, że trochę więcej opowie on o tych czasach rewolucji farmaceutyczno-seksualnej, o tym, jak Viagra zmieniła Amerykę, blablabla. A tu jednak kilka migawek z dzienników telewizyjnych, jedna scena z radosnymi kobietami, opowiadającymi jak się cieszą, ze ich facetom staje i właściwie tyle, wątek romansu zdecydowanie nie pozwala innym się rozwinąć. I tak naprawdę mam wrażenie, że ten Jamie mógłby być kimkolwiek, bo to jest po prostu film o zakochanych ludziach, a nie o przedstawicielach handlowych i ich życiu. Drugie rozczarowanie dotyczy choroby głównej bohaterki, ale tu nic nie napiszę, bo za wiele fabuły bym zdradziła, a mimo wszystko film jest z kategorii „można obejrzeć”, więc nie chcę zniechęcać spoilerowaniem :)
A warto choćby ze względu na Anne Hathaway. Jest przede wszystkim niesamowicie śliczna w tym filmie, a jej bohaterka ma charakter, to nie jest pusta niunia, to zdecydowana, bezczelna, silna, niezależna dziewczyna, miło popatrzeć.

Tagi: , , ,

 
0

To będzie dobry rok dla kinomanów

Królowa napisała 6 sty, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Dowiedziałam się, jakie będą premiery kinowe 2011 roku i się zaśliniłam, zachwyciłam i napaliłam wielce. Zapowiada się bardzo ciekawie. Co więc takiego nas czeka w 2011?
Muszę wam wyznać, że jestem  fanką komiksów. Im starszą, tym większą. I bardzo lubię ekranizacje komiksów, a tych w tym roku będę miała mnóstwo. Po pierwsze ekranizacje komiksów Marvela:
Captain America – superżołnierz, walczący w czasie II wojny światowej, jeden z najbardziej znanych bohaterów Marvela

Thor – tytułową rolę zagra Chris Hemsworth, oprócz niego wystąpi Natalie Portman jako Jane Foster i Anthony Hopkins jako Odyn. Reżyseria Kenneth Branagh. Film w 3D.

X-Men First Class – spin-off głównej serii pokazujący wczesne lata życia profesora Xaviera i Erika Lehnsherra, znanego później jako Magneto, a także jak doszło do konfliktu między nimi i początki szkoły mutantów. Reżyserią zajął się Matthew Vaughn, zagrają James McAvoy i Michael Fassbender.

Wolverine 2
– Wolverine udaje się do Japonii, żeby trenować z samurajskim wojownikiem. Reżyserią zajął się Darren Aronofsky, a Logana zagra, jak w poprzedniej części Hugh Jackman.
Micronauts

I nie tylko Marvela:
Green Lantern – Ryan Reynolds zagra Hala Jordana, pilota, który dzięki niezwykłemu zielonemu pierścieniowi, otrzymanemu od umierającego kosmity zyskuje nadludzkie moce. Reżyseria Martin Campbell.

Kick-Ass 2: Ball to the Wall – rozpoczyna się parę miesięcy po wydarzeniach z końcówki pierwszego filmu. Mindy prowadzi podwójne życie, ukrywając swoją działalność jako superbohaterka przez swoimi przybranymi rodzicami, którzy woleliby, żeby była ona normalną dziewczynką i się dobrze uczyła. Tymczasem Kick-Ass podczas patrolowania ulic zostaje napadnięty i potrzebuje jej pomocy w walce z nowym wrogiem.
Fathom – aktorska adaptacja komiksów Michaela Turnera, opowiadających o Aspen, młodej kobiecie z rasy humanoidów, mających moc kontrolowania wody.

Po drugie do kin wejdzie mnóstwo kontynuacji kasowych hitów roku 2010 i poprzedniego, zapewne też skazanych na sukces:
Sherlock Holmes 2 – znów w roli tytułowej Robert Downey Jr., mniam. Zagra też Noomi Rapace, znana ostatnio z ekranizacji serii książek „Millenium”. Niestety, premiera dopiero pod koniec 2011.

Harry Potter 8, część druga – ostateczna rozgrywka Harrego Pottera z Lordem Voldemortem.
Death Race 2 -prequel „Death Race”, opowiada historię Carla „Luke’a” Lucasa, który umiera na początku pierwszego filmu, zagra go Luke Goss, reżyserią zajął się Roel Reiné
Fast and Furious 5
– to, co zawsze, szybkie samochody, piękne kobiety i zabójcze pościgi. Tym razem na ulicach Rio de Janeiro
The Hangover: Part II 2
– w Polsce zgrabnie przetłumaczony jako „Kacvegas”, pierwszy film był głupią komedią o grupie facetów, którzy budzą się po szalonym wieczorze kawalerskim jednego z nich z megakacem i usiłują sobie przypomnieć co się wczoraj działo. W części drugiej to samo, tyle że po weselu.
Pirates of the Caribbean 4 – kolejna część przygód kapitana Jacka Sparrowa, którego nieodmiennie kreować będzie Johnny Depp, tym razem z 3D

Transformers 3 Dark of the Moon – kolejny film o robotach-samochodach, oczywiście w 3D

Breaking Dawn – czyli kolejna część sagi „Zmierzch”, a przy okazji od tego samego reżysera,
Red Riding Hood, luźna (bardzo luźna, sądząc po trailerze) adaptacja baśni o Czerwonym Kapturku

Alien Prequel – tu niestety nie jest pewne, że już w tym roku, wiadomo natomiast, że H.R. Giger, twórca postaci Aliena potwierdził współpracę przy filmie, za reżyserię zabrał się Ridley Scott, główną rolę żeńską zagra Noomi Rapace.
Bourne 4 – w roli tytułowej wciąż Matt Damon, reżyseria wciąż Paul Greengrass
District 10
– District 9 odniósł sukces, a główny bohater nie umarł na końcu, więc zapewne to na jego losach skupi się sequel. Reżyseria Neill Blomkamp
Ghost Rider 2: Spirit of Vengeance
– Johnny Blaze, czyli Ghost Rider, grany przez Nicolasa Cage’a, ukrywa się w Europie Wschodniej i próbuje przełamać swoją klątwę, ale zatrudnia go sekta, chcąca powstrzymać Diabła, próbującego przyjąć ludzką formę.
Ghost Busters 3 – wciąż Bill Murray, więc na pewno będzie fajnie
GI Joe 2
Hitman 2
Final Destination 5
Mad Max 4

Mission: Impossible Ghost Protocol – Czwarta już misja Ethana Hunta, którego jak w poprzednich częściach zagra Tom Cruise
Rambo 5: The Savage Hunt – Sylwester Stallone znowu będzie się bił
Wanted 2 – już bez Angeliny Jolie, więc choćby z tego powodu to raczej będzie słabszy film niż pierwszy

Dla fanów horrorów i 4morons:

Paranormal Activity 3
Saw 8
Rec 3
Shark Night 3D
Scary Movie 5
Scream 4
Ouija

Dla dzieci:

Kung Fu Panda 2 – sympatyczna panda znów się bije, tym razem w 3D

Rango – opowieść o kameleonie, który przechodzi kryzys tożsamości i trafia na Dziki Zachód, gdzie się odnajduje – postanawia walczyć ze złem. Niewątpliwie dużą zaletą będzie to, że Rango ma głos Johnnego Deepa.

Cars 2 – Zygzak McQueen znów się ściga. Ostra jazda w 3D

Spy Kids 4 – mali szpiedzy do znudzenia wysyłani na supertajne misje

Puss in Boots – czyli o kocie w butach ze Shreka, z głosem Antonio Banderasa, tak jak ostatnia część Shreka w 3D

Happy Feet 2 – tańczące pingwiny kontratakują. w 3D będą tańczyć lepiej.

Arthur  Christmas – na Boże Narodzenie, o synu Świtego Mikołaja i o tym, jak to się dzieje, że na całym świecie prezenty pod choinką pojawiają się jednego dnia. W 3D, ale za to jeden z bohaterów mówi głosem doktora House’a, czyli Hugh Laurie

The Adventures of Tintin: The Secret of the Unicorn – czyli znów ekranizacja komiksu, w reżyserii Stevena Spielberga, tytułową rolę zagra Jamie Bell

Smurfs – stare, znane, ale tym razem w 3D oraz Smerfy wygonione ze swojej wioski trafiają do Central Parku w Nowym Jorku

Muppets – stare, dobre – odświeżamy!
Tom and Jerry – to samo
Winnie the Pooh – znów skazana na sukces klasyka

Alvin and the Chipmunks 3 – od poprzedniego sequelu różni się oczywiście… tak, zgadliście, 3D

African Cats – coś jakby aktorska wersja „Króla lwa”, opowieść o dwóch rodzinach afrykańskich wielkich kotów, lwiej i gepardziej

Marvin the Martian – powrót bohatera z kreskówek Looney Tunes. W 3D na pewno będzie lepiej
Gnomeo and Juliet – czyli Romeo i Julia jako, ekhem, ogrodowe krasnale. Wygląda jak… film o ogrodowych krasnalach. Ale za to jest w 3D

Mars needs Moms – Marsjanie nie mają własnym mam, a potrzebują, więc porywają matki ziemskich dzieci. Dziewięcioletni Milo postanawia je uwolnić. Brzmi strasznie. A do tego będzie w real 3D

Rio – niebieska papuga, przedostatnia z zagrożonego gatunku leci do Rio de Janeiro i tam walczy o wybrankę swojego serca (no, ma mały wybór, ale i tak walczy. w 3D rzecz jasna)

Czekają też nas aktorskie wersje anime
Cowboy Bebop – w roli głównej Keanu Reeves
Ghot in the Shell – w 3D, a jakże, oryginał uwielbiam, co do tego jestem sceptyczna

Conan

Hercules
Paul – wyglądająca na bardzo głupią, komedia o dwóch fanach komiksów i kosmitach

Apollo 18– jak głosi hasło reklamowe filmu: „Jest powód, dla którego nigdy nie wróciliśmy na księżyc”, a film jest opisywany jako horror sci-fi, yhy. Źli kosmici na Księżycu, czy jakoś tak.
Battle: Los Angeles – znów źli kosmici, ale tym razem to oni fatygują się do nas i niszczą Los Angeles. Ale od czego dzielni Marines

The Hobbit – kolejna ekranizacja powieści Tolkiena
Three Musketeers – to było grane, tak. Ale teraz będzie wersja w 3D, przecież nie możemy pozostać przy nudnych ekranizacjach w 2D

Jane Eyre – mówiłam coś, o odświeżaniu sprawdzonej klasyki? ;)

Sucker Punch – ładne laski, miecze, duże spluwy, mordobicie, może być to miły, ładny, odmóżdżający film

– coś pomiędzy „Iron Man” a „Kick-Ass”, bogaty syn znanego przedsiębiorcy po śmierci ojca postanawia zostać superbohaterem i walczyć ze złem, w czym pomagają mu pieniądze tatusia ;)

Footloose – remake filmu z 1984 roku.
Rise of the Apes – czyli po sukcesie „Star Trek” z 2009 roku kolejny film odświeżający klasykę z lat 60′

Dark Shadows – to samo, adaptacja serialu z lat 60′, w reżyserii Tima Burtona i z Johnnym Deppem, więc brzmi dobrze
Cowboys and Aliens – niestety mimo obecności Harrisona Forda i Olivii Wilde, nie wygląda to na coś, co będzie warte obejrzenia, sądząc po trailerze

Anonymous – nie, to nie film o 4chanie, tylko polityczny thriller o tym kto naprawdę napisał sztuki Williama Szekspira
Limitless – Pisarz i copywriter z kryzysem twórczym zażywa narkotyk, który w nadludzki sposób zwiększa możliwości jego mózgu, pozwalając mu skończyć książkę w 4 dni, oraz zrobić wiele innych rzeczy, dzięki którym staje się sławny i bogaty. Co, oczywiście ma swoją cenę, a morał musi być taki, że narkotyki są złe :)

Bioshock – ekranizacja gry komputerowej o tym samym tytule, ciekawe czy powtórzy sukces „Resident Evil”
Monopoly – Ridley Scott postanowił zekranizować grę, ale nie komputerową, tylko planszówkę, hmmm, ciekawe.
Brave New World – ekranizacja powieści „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya, reżyser Ridley Scott, w roli głównej Leonardo DiCaprio, hmmm. W poprzedniej ekranizacji grał Leonard Nimoy
Creature from the Black Lagoon – nowa wersja filmu z 1954 roku
I, Frankenstein

I dwa filmy dla fanów Jezusa:

Ressurection of the Christ
Mary Mother of Christ – Camilla Belle jako Mary i Al Pacino jako Herod

Powyższy spis nie jest listą wszystkich premier 2011 roku, tylko tych, które wydały mi się interesujące, być może też nie wszystkie powyżej wymienione tytuły na pewno będą miały premierę w tym roku, opierałam się na liście podanej na tej stronie. Jeżeli widzicie błędy – piszcie, natychmiast poprawię :)

Tagi: , , ,

 
0

Miso – z czym to się je?

Królowa napisała 10 lis, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Wbrew pozorom nie będzie o japońskiej zupie. Miso, o którym chcę napisać, to aplikacja na iPhone/iPada pozwalająca zapisywać użytkownikom jakie programy telewizyjne oglądają, dostawać za to punkty, ścigać się w rankingach i obserwować trendy. Oczywiście jest to zabawa społecznościowa, więc można znaleźć znajomych i obserwować co oni oglądają. Dla tych, co nie mają którejś z wyżej wymienionych zabawek od Steve’a Jobsa, pozostaje używanie Miso przez stronę – co praktycznie niewiele się różni. Założenie konta jest bardzo szybkie, tak samo znalezienie znajomych, wystarczy połączyć Miso z Facebookiem, ewentualnie jeszcze poszukać znajomych z Gmaila, Yahoo! i Twittera. A potem znajdujemy stronę serialu, filmu czy programu, który oglądamy i zaznaczamy „check in” (przy serialach jest jeszcze podział na sezony i epizody). Strona jest mądra, bo nie pozwala naklikać sobie wszystkich obejrzanych kiedyś naraz – po zaznaczeniu w ciągu paru minut więcej niż 3 godzin oglądania nie można przez jakiś czas dodać nic nowego, dostaje się uprzejme przypomnienie, że tak szybko to nie mogłeś/aś tego obejrzeć.

W sumie jest to takie foursquare, tylko dla filmów i seriali. A po co?
Po pierwsze oczywiście zabawa. Zdobywam punkty, oznaki, pnę się naprzód w rankingu – na tej prostej zasadzie działa wiele serwisów. Po drugie widać które seriale zyskują popularność, co może być pomocne przy wybieraniu jakiegoś nowego do oglądania. Dla mnie Miso jest wygodne z jeszcze jednego powodu. Otóż często mam tak, że oglądam jakiś serial, oglądam, a potem robię parodniową przerwę. Chcę wrócić do oglądania i… problem, bo nie pamiętam który odcinek ostatnio oglądałam. Na pewno sezon trzeci, ale odcinek piąty? Szósty? Może już nawet siódmy? E, nie, chyba gdzieś w połowie szóstego skończyłam…  Próbowałam zaznaczać sobie nazwy plików kolorami, zapisywać gdzieś – wszystko to się nie sprawdzało, zapominałam zapisywać albo zasypiałam w trakcie odcinka, a następnego dnia nie miałam w ogóle czasu o tym myśleć. A Miso wyrobiło u mnie ten nawyk: oglądam coś -> loguję się na Miso, checkinguję -> odpalam następny odcinek serialu.
I dzięki temu jeśli zapomnę na czym skończyłam, sprawdzam to sobie na swoim profilu na Miso. Bardzo wygodne.

Tagi: , , , ,

 
0

I tak a propos feministek

Królowa napisała 9 lis, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Przypomniało mi się, a propos tego uprzedmiotowiania przez kokardki i malowanie paznokci:

– Czy byłby pan tak uprzejmy i pomógł mi zdjąć bagaże?
– Nie!
– Słucham!?
– Po prostu nie! Mi kto pomaga!?
– Jest pan mężczyzną chyba?
– Ale ja jestem za pełnym równouprawnieniem kobiet. Gorącym zwolennikiem jestem! A pani jest przecież w pełni równouprawnioną kobietą.
– Pan to za to nie jest chyba w pełni mężczyzną!
– Widzicie w nas mężczyzn w pełni, przypominacie sobie tylko wtedy, gdy trzeba wynieść śmieci, kontakt naprawić, zwolnić miejsce w tramwaju, autobusie. Nie jestem już w pełni mężczyzną, bo nie ma takiej potrzeby! Pani jest w pełni mężczyzną za to!

Adaś Miauczyński, scena z Dnia Świra

Tagi: , ,

 
0

Wino, kino i kobieta

Królowa napisała 11 paź, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Byłam w kinie w bardzo miłym towarzystwie, na dobrym filmie, mam pyszne marynowane grzybki i niedobre wino, które sobie abnegacko popijam z gwinta. Wino nazywa się „Julia” i zaprawdę, powiadam Wam: nie kupujcie go.

A w kinie byłyśmy na filmie „Wyśnione miłości”,  też nieco abnegackim melodramacie, o miłości, nieszczęśliwej rzecz jasna, z bohaterami, którzy ciągle palą papierosy, cytują sobie wiersze, chodzą do teatru na manichejskie sztuki i w ogóle takie trochę tchnienie egzystencjonalizmu, Audrey Hepburn i James Dean, miłość, cierpienie, sztuka, moda, geje, imprezy, szaleństwa młodości. Nic wybitnego, ale bardzo życiowe, („Gdyby za każdym razem, gdy odświeżam stronę, ktoś umierał, ziemia byłaby już wyludniona”, mówi laska czekająca na maila od obiektu swojej miłości – otaktak. znamy.)

Także polecam. Jak ktoś lubi melodramaty. Z naciskiem na dramaty, chociaż to raczej małe dramaty, w tym przypadku.

Tagi: , , ,

 
0

Chciałbym rozeznać się w sobie, póki nie będzie za późno*

Królowa napisała 24 maj, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Biorę nowe lekarstwo z gatunku tych, co działają po dłuższym czasie, a na początku uderzają całym arsenałem skutków ubocznych, mniej lub bardziej uciążliwych. Zaczęło się od koszmarnych bóli głowy, więc równolegle z lekiem łykam Ketonal, cudowne biało-niebieskie kapsułki, które pozwalają normalnie funkcjonować. Potem doszły jeszcze różne cuda z poziomem libido, notabene zupełnie odwrotne, niż zapowiadane, mój pan doktor orzekł, że doszło u mnie do „reakcji paradoksalnej”, tak więc paradoksalnie siedzę i się męczę. No i last but not least, mdłości. Na tyle silne, żeby nie można było o nich ani na chwilę zapomnieć, na tyle słabe, żeby nie móc ulżyć sobie wymiotami. I tak różne te efekty na zmianę, razem, osobno, do tego jeszcze kilka innych, wesoło jest.
Pocieszam się nieco filmami, albo chodzę do kina albo coś oglądam na komputerze. Zaliczyłam ostatnio:
„Iron Man 2″ – bardzo  zacne kino akcji, dobra muzyka, zdjęcia, no i śliczna laska (Scarlett Johansson). Co do Roberta Downeya Jr to już nawet nic nie mówię, zakochałam się na zabój jak nastolatka.
„Nocna randka” – prosta, bezpretensjonalna komedia opowiadająca o jednej nocy z życia wieloletniego małżeństwa, które wychodzi na spokojną, nudną kolację, a robi się z tego zwariowana przygoda. Lekkie, pozwalające na dwie godziny beztroskiej zabawy.
„Disco robaczki” – film dla dzieci, recenzja tu. Bardzo zły film.
„Sherlock Holmes” – to z tych obejrzanych w domu, bo w kinach pewnie już nie grają nawet. To samo co Iron Man, zacne kino akcji, nie mam pojęcia, ile ten film ma wspólnego z książką, ale nie ma to znaczenia, mógłby być o jakimkolwiek detektywie.
„Ghost World” – a to film na motywach komiksu Daniela Clowesa, bardzo dobry, bardzo smutny i świetnie zagrany. Chciałam go obejrzeć ze względu na Scarlett Johansson, w której też się odrobinkę zadurzyłam po Iron Manie, ale w „Ghost World” to Thora Birch jest gwiazdą, Scarlett gra postać, która niby jest ważna, ale jest kompletnie nijaka, mdła i nieciekawa, przez co bardziej widać odmienność głównej bohaterki. To film o tym, jak trudno jest być dziwakiem, freakiem, niezrozumianym przez świat, którego się samemu nie rozumie. Warto, zostaje na długo.

W kolejce „Człowiek z rentgenem w oczach” (DKF w Muranowie – Najgorsze filmy świata) i nowy film dla dzieci, który zapowiada się o wiele lepiej niż te nieszczęsne robaczki, czyli „Czarodziejka Lili: smok i magiczna księga”.

Tymczasem idę spać, jutro nowa rundka łykania – tego leku, ketonalu, żeby głowa nie bolała, asparginu, na skutki stresu, cerutinu na uzupełnianie braków witaminy C i na nieprzeziębianie się, wapna na paskudną obecnie wodę w kranach, i tak dalej… Czuję się chwilami jak Adaś Miauczyński. Do tego pracuję też chwilowo z domu, bo przedszkole Młodej było uprzejme się zamknąć w związku z zagrożeniem powodzą.

*Jean-Paul Sartre „Mdłości”

Tagi: , , , , , , ,

 
0

Za dużo polityki, za mało muzyki, czyli recenzja "Beats of freedom"

Królowa napisała 21 mar, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Wybrałam się ostatnio z rodzicami do kina na „Rewers”. Zacny film, genialne zdjęcia, tylko nieco uroku odebrało mu to, że kino, w którym byliśmy średnio radziło sobie z dźwiękiem dolby surround, czy jak mu tam i znienacka z któregoś głośnika z boku rozlegał się głos aktora, znacznie głośniejszy, przeszkadzało to skupić się na filmie. Zatem przy następnym wyjściu do kina wybrałam Kinotekę, gdzie zawsze dźwięk jest świetny. A jak kino z dobrym dźwiękiem, to może film o muzyce, czyli „Beats of freedom” – dokument o polskiej scenie muzycznej od czasów powojennych do końca 80′. Właściwie to początek sugerował, że od lat powojennych, bo pierwsze zdania były o latach 50′, ale jednak zaraz był błyskawiczny przeskok do 1967 roku. Pomysł fajny, warto zobaczyć, tylko jak na film dla Polaków to za bardzo był w nim nakreślony aspekt historyczny, za dużo obrazków z manifestacji, pałowania, pochodów pierwszomajowych, strajków i tak dalej. My to wiemy, znamy, nie potrzebujemy aż tyle. Jak na film dla zagranicy – owszem, potrzebne było aż tyle. Ja chciałam więcej muzyki, bo o pustych półkach w sklepach wiem, nawet z własnych wspomnień.

Zastanawiające też, że zupełnie nie było odniesień do muzyki z USA, jak narrator opisywał, co się działo w muzyce na świecie za żelazną kurtyną i jak to wpływało na muzykę w Polsce, skupiał się tylko na Europie, a właściwie na Wielkiej Brytanii. Ani słowa o Woodstocku, nie wiem dlaczego.
Za to co było siłą tego filmu to raz, cytowane fragmenty z raportów UB o festiwalu w Jarocinie, o subkulturach, o aresztowaniu Skiby rozdającego ulotki, dwa anegdotki i opowieści o sposobach na obchodzenie cenzury w tekstach piosenek, o radzeniu sobie z brakiem pieniędzy, o tej walce z komunizmem. Opowieść Hołdysa o tym, jak to wszedł do sklepu mięsnego, podszedł do lady „tylko zobaczyć co jest”, a ludność z gigantycznej kolejki uznała, że oto pan gwiazdor nie chce stać i się wpycha i go za to zrugała niewybrednymi słowami. I opowieść Marka Niedźwieckiego, jak to zabroniono mu nagle puszczać Maanam w Trójce, a on zrobił tak, że niby nie puszczał, ale puszczał, w czym władze się nie zorientowały, a ludzie tak. I konstruktora wzmacniaczy, jak z garnka robiono wzmacniacz. Bardzo, bardzo na plus.

A po kinie poszliśmy z kolegą ulicami Warszawy, w lekko siąpiącym wiosennym deszczyku, robiąc po drodze mnóstwo zdjęć szablonów na murach, gołębi na drzewie, fragmentów architektury PKiN i placu Konstytucji… Niczym dwoje japońskich turystów, żonglowaliśmy 3 różnego rodzaju aparatami fotograficznymi i tylko pokazywaliśmy sobie nawzajem ciekawe kadry. Miły spacer, miły dzień, rozpoczęty od dwóch godzin nauki parkowania i potem śniadanka na mieście (tarta z warzywami i boczkiem w Green Coffee – bdb, polecam).

Tagi: , , , ,

 
0

Głupie ciućmy z IMAX

Królowa napisała 7 sty, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Poszliśmy z Lubym do kina. Na Avatar. Oboje pracujemy, mamy mnóstwo zajęć, a film 3-godzinny, więc znalezienie czasu nie było takie łatwe, tym bardziej, że jeszcze musiała móc moja opiekunka do dzieci. Ale udało się, kupiłam bilety w poniedziałek, dzisiaj prosto z pracy pojechaliśmy do Sadyba Best Mall do kina. Kupiliśmy nachosy i picie, założyliśmy okularki, napstrykaliśmy sobie lansiarskich fot w nich, w końcu doczekaliśmy się filmu. Pierwszy raz byłam na filmie 3D, więc na samym początku rozgłośnie wrzasnęłam wystraszona, jak tuż przed nosem przeleciał mi reflektor oświetlający logo wytwórni 20th Century Fox. A potem wcisnęłam się w fotel z wrażenia. A potem próbowałam łapać krople wody, ludzi, liście, przedmioty, które były TUŻ PRZEDE MNĄ PRZECIEŻ. Luby kilka razy ze śmiechem mi szeptał: „tego tu naprawdę nie ma!”, potem nawet przestał, bo ja ciągle ulegałam złudzeniu. Rewelacja, od razu pokochałam to 3D.

No i tak siedzimy, oglądamy, miło, fajnie, akcja się rozkręca, zaczyna się robić naprawdę interesująco… I nagle około 3 sekund dźwięku zaczyna się powtarzać. W kółko. W pierwszej chwili nawet myśleliśmy że to tak właśnie jest, że to jakieś okrzyki bojowe tych całych Na’vi, bo układało się to w coś w rodzaju jednostajnej pieśni, a wszystkie postaci akurat tylko szły do wioski. Ale doszli, zaczęli rozmawiać, pojawiły się napisy i stało się oczywiste że coś jest nie tak, że ten dźwięk się po prostu zaciął, zapętlił i to jest bardzo niedobrze.
No i się zaczął dramat. Ludzie się oglądają do tyłu na kabinę operatora, wołają, klaszczą, gwiżdżą – nic. Po kilku minutach wyleciał jeden mężczyzna z widzów i pobiegł do obsługi na zewnątrz sali. Chwilę go nie było, wrócił, za nim pojawił się jakiś pracownik. I nic. Film dalej leci, już około 8 minut, obraz jest, dźwięk zapętlony w coraz bardziej irytującej kakofonii, pracownik cośtam dzwoni na górę, ale tam operator albo śpi, albo ogłuchł, albo obmacuje babę, albo w ogóle poszedł w pizdu…
Ostatecznie po 12 minutach udało im się wyłączyć, ktoś w końcu wyszedł i powiedział nam że się zepsuł komputer, dalszej projekcji nie będzie i ma 3 propozycje. Pierwsza: przejdziemy do drugiej, mniejszej sali, gdzie od 15 minut leci ten sam film, ale jest tam widownia. Propozycja dość absurdalna moim zdaniem, bo 45 minut powtórki, a  co gorsza beznadziejne miejsca, pierwsze rzędy albo i schody. No i to średnio w porządku wobec tamtych widzów, jednak to film, w którym dużo się dzieje, który się ogląda pilnie, a tu nagle zwala się tłum ludzi, zasłania, bije się o najlepsze z kiepskich miejsc i ogólnie straszne zamieszanie. Jednak sporo osób poszło na to, reszta wybrała drugą opcję, czyli w zamian bilety ważne przez pół roku na dowolnie wybrany film we wszystkich kinach sieci IMAX, albo trzecią, czyli zwyczajny zwrot biletów.
Wzięliśmy te bilety ważne pół roku i z zawiedzionymi minami wyszliśmy z kina. Jeszcze słuchaliśmy rozmów ludzi koło nas wychodzących i ktoś smętnie mówił, że no tak, wprawdzie za bilet na film oddali, ale pieniędzy za bilety kolejowe z Grodziska mu nikt nie zwróci, podobnie jak za colę i popcorn. Jedzenie i picie nieobowiązkowe niby, ale za dojazd z daleka – głupio. No i czas, i wydane pieniądze na dojechanie drugi raz… Ehh.
Jednak co było naprawdę skandaliczne, to ten czas reakcji pracowników kina IMAX w Warszawie. No bo ja rozumiem, że coś się może popsuć. Ale reakcja powinna być natychmiastowa, a nie dobre kilkanaście minut, podczas których film leci z popsutym dźwiękiem. To było bardzo nieładnie i na drugi seans zdecydowanie pójdziemy do innego kina, nie tylko tam jest wersja 3D.

Tagi: , , , , ,