0

Dukan, Dukan i po Dukanie

Królowa napisała 18 sty, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Obiecałam tutaj kilku osobom zdać relację z moich zmagań z pierwszą w życiu dietą, więc to czynię. Otóż w tym momencie, po dwóch tygodniach nie jestem już na Dukanie, z kilku powodów. Pierwszy: nie działa na mnie. Na mnie, podkreślam, każdy z nas jest inny i nie zawsze to co dobre dla większości działa na wszystkich tak samo. Rozmawiałam z wieloma osobami i odkryłam, że bynajmniej nie jestem osamotniona, jedna osoba nie tylko nie chudła na tej diecie, ale wręcz przytyła. Sześć dni ścisłej diety i ani waga, ani ubrania nie pokazały najmniejszej zmiany. Rozczarowana i zła siódmego dnia złamałam zasady i poszłam na obiad do chińczyka pod domem (w sumie tylko ryż był ewidentnym wykroczeniem, bo mięsko i warzywa mogłam, z racji wejścia w drugi etap, no ale jednak). Potem znów grzecznie trzymałam się diety i wciąż nic, jedyny moment, kiedy nieco schudłam, to było po dniu, w którym miałam silną migrenę, co łączy się u mnie z kompletną niemożnością jedzenia oraz wymiotami, więc jak tak sobie cały dzień rzygałam i nie jadłam, to zaiste, schudłam. Ale to nie tak ma działać… Także jakby ktoś też był na diecie Dukana i nie chudł – niech nie czuje się odmieńcem – zdarza się, że nie działa.
Drugi, równie ważny powód, to moje samopoczucie, a raczej stan organizmu. Bardzo szybko stałam się ospała, apatyczna, wiecznie zmęczona i śpiąca. I nie mam tego w głowie, tzn nie jest tak, że mi się ogólnie nie chce, apatia nie wynika z umysłu, ale z tego, że moje ciało mnie nie słucha. Nie chcę tyle spać, nie chcę być taka niemrawa, a potrafię zapaść w drzemkę tuż po wypiciu mocnej kawy, więc coś jest zdecydowanie nie tak. Rzuciłam Dukana bez żalu i zaczynam się leczyć z tego stanu a la Śpiąca Królewna.
Niemniej nie żałuję tej próby, bo tak jak początkowo sobie po cichu zakładałam, pewne nawyki raczej uda mi się zachować – przestawiłam się na colę light i nie boli mnie już tak brak normalnej, kawa ze słodzikiem smakuje dokładnie tak samo, przejście na chudsze mleko też było bezbolesne. Tu mam trochę wątpliwości czy dla dzieci nie kupować jednak tego 3,2% zamiast  2%, kupowanie dwóch rodzajów byłoby trochę trudne, bo po pierwsze ja sama nie zużyję tak szybko całego litra, po drugie kupuję mleko hurtowo, zgrzewkami, nie mam miejsca żeby mieć w domu 24 litry mleka zamiast 12. Także to jeszcze kwestia do przemyślenia, natomiast zastąpienie cukru w kawie czy herbacie słodzikiem nie koliduje mi w niczym. Nawet ograniczenie żółtego sera, rzeczy, która początkowo mi najbardziej doskwierała, nie jest już takie bolesne, skończyłam z dietą, więc tenże ser jeść zaczęłam, ale jakoś mniej niż zwykle. Myślę, że pewnie spróbuję jeszcze innej diety, ale to na pewno nie w najbliższym czasie, najpierw chcę doprowadzić organizm do pionu i odzyskać werwę.

Tak czy siak dziękuję za wszelkie słowa wsparcia, dobre rady i przepisy, które pomagały mi w tym przedsięwzięciu, jesteście kochani :)
I trzymam kciuki za tych, co na Dukanie i chudną.

Tagi: , , ,

 
0

Królowa na diecie

Królowa napisała 3 sty, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Tak. Na diecie. Ja.Osoby, które zakrzykną: „Ty, odchudzać?! Z czego?” niech się zastanowią kiedy ostatni raz mnie widziały, bo jak to było na przykład rok temu, to zapewniam, że to czas, kiedy się wiele może zmienić. Mało ruchu, dużo coli, muffinków, tłuściutkiego kurczaczka, etc, etc, zaowocowały tym, że przestałam się mieścić w większość spodni. Zamiast kupować nowe, postanowiłam się odchudzić. Wybór padł na dietę Dukana, z kilku powodów. Po pierwsze, to dieta, która pozwala jeść o każdej porze doby i w dowolnych ilościach. Nie umiem ograniczać sobie jedzenia i chodzić głodna, a jadam o wszystkich porach doby, zresztą wszelką aktywność prowadzę często o różnych porach. Nie istnieje u mnie żadna prawidłowość w tej dziedzinie, mogę jeść śniadanie o 9 rano, a mogę o 15, nie ma opcji żebym jadała coś takiego jak „regularne posiłki”. Po drugie cola – choć nie zwykła, a light lub zero – nie jest zabroniona, a wręcz zalecana, jeśli się mało pija innych płynów. Jestem lekko uzależniona od coli, może dzięki tej diecie uda mi się na stałe przestawić na light. Po trzecie – porzucenie chleba na rzecz mięsa i nabiału nie jest dla mnie trudne i tak jadam mało pieczywa. Inaczej się ma sprawa z ziemniakami, czy makaronem, ale ostatecznie nie ma diety bez jakichś wyrzeczeń, ta ma dla mnie więcej zalet niż wad. Dodatkowo czytanie tego bloga mnie zachęciło, skoro mimo paru wykroczeń można odnieść sukces, to czemu nie spróbować (choć nie daję sobie z góry dyspensy na łamanie przykazań, zobaczymy).

Po pierwszym dniu, kiedy grzecznie zjadłam tylko produkty dozwolone w pierwszej fazie diety (okazało się, że serek wiejski w wersji light jest tak samo dobry jak ten „normalny”, a ryba w postaci wędzonej makreli też daje radę) mam dwa spostrzeżenia. Po pierwsze, „zapijanie” głodu rzeczywiście działa, dwa razy dzisiaj miałam ochotę coś zjeść, zamiast tego się napiłam i ochota na buszowanie w lodówce przechodziła. Po drugie, zobaczyłam, że niestety, najczęściej jem nie z głodu, tylko zajadam… sama nie wiem co. Stres? Samotność? Niepokój? To jest bardzo niedobre i nad tym muszę popracować, zastanowić się czym zastąpić objadanie się. Chwilowo trochę popalam – niezbyt dobrze, wiem, ale jednoczesne niepalenie (już nie mówię o „rzucaniu palenia”, po prostu mam okresy kiedy palę i te kiedy nie palę) i restrykcje w jedzeniu to za dużo. Skoro nie mogę sobie do wieczornego seansu serialowego podjadać cheddara, to chociaż sprawię sobie przyjemność papierosem (tak, są ludzie, którzy lubią palić, darujcie sobie wyrazy obrzydzenia).

Także na razie idzie nieźle, jedynie irytuje mnie nieco mój kot, który oczywiście gdy ja jem mięso lub rybę szaleje, gdy wyrzucę go z pomieszczenia, w którym jem i zamknę drzwi staje pod nimi i wyje, drapie, albo miota się wkurzony po pozostałej części mieszkania, robiąc bałagan.

Tagi: , , , , , ,