0

To nie jest miasto dla nocnych ludzi

Królowa napisała 18 mar, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Jakiś czas temu wybrałam się ze znajomym do kina. Film był o dość wczesnej godzinie, o 20.30, więc jak się skończył przez 23.00, chcieliśmy iść gdzieś pogadać. W galerii handlowej już oczywiście wszystko pozamykane, wychodzimy więc i trafiamy na knajpę obok. Wchodzimy, chcemy usiąść – „ale o tej porze to zapraszamy na dół, proszę państwa”. No dobrze, idziemy na dół, chcemy usiąść – pojawia się jakieś stworzenie o nieokreślonej płci i wieku i mówi, że na tych miejscach usiąść nie możemy, bo tu jak się zamawia coś do jedzenia, no a o tej porze to i tak nie można. Siadamy gdzie indziej, podchodzimy do baru. – O tej porze, to mogą już państwo złożyć ostatnie zamówienie. Zamawiamy po piwie, siadamy, rozmawiamy, po około 20 minutach przychodzi jakaś pani i mówi:
– Zepsuła nam się muzyka, więc dzisiaj kończymy trochę wcześniej.
– Ale mogę dopić to piwo? – pytam zjadliwie nieco już poirytowana.
– Tak, tak, oczywiście, ja tylko chciałam powiedzieć…
– To świetnie, dziękuję.
Dopijamy oboje to piwo, ale jeszcze się nie nagadaliśmy, ledwo dochodzi północ, a my jeszcze nie na tym etapie znajomości, kiedy się jedzie pić dalej u kogoś w domu, zapada decyzja o udaniu się na Chmielną. Idziemy, natrafiamy na miejsce gdzie obok siebie dwie otwarte knajpy. Podchodzimy do jednej, przed drzwiami kelnerka lub barmanka i w ramach powitania mówi: o tej porze, to już tylko na takiego szybkiego, naprawdę szybkiego drinka. No to dziękujemy pani uprzejmie, podchodzimy do drzwi drugiej, tam również stoi barman – na papierosie – i mówi: proszę, proszę, ja wiem, że człowiek się musi napić. Fajnie, wchodzimy, barman dopala i udaje się za nami, po czym okazuje się, że nie jest tak różowo, bo informuje nas od razu, że jednak o tej porze, to już możemy złożyć tylko jedno zamówienie. Jezu. Zamawiamy zatem od razu po dwa drinki, siedzimy, pijemy, oprócz nas jeszcze jakieś dwie pary również pogrążone w rozmowie. Mija czas, obsługa coraz bardziej nerwowo zerka na klientów, na zegarki, na klientów, na zegarki… Upraszam barmana o jeszcze jedno tequila sunrise, posługując się mniej argumentem, że przecież na drzwiach jest napisane, że do ostatniego klienta, a bardziej trzepotaniem rzęsami, dopijamy tego trzeciego drinka i wtedy już obsługa grzecznie, ale bardzo stanowczo nas wszystkich wyrzuca. No i tak, koniec zabawy.

Jedziemy do domów, a ja w nocnym autobusie rozważam: dlaczego w tym mieście, „do ostatniego klienta” znaczy: „do momentu, aż obsługa chce iść do domu?” Dlaczego klient jest dla knajpy, a nie odwrotnie? Dlaczego jak ktoś w późnych godzinach nocnych chce coś zjeść, to w zasadzie ma wybór między Makdonaldem z okienka, a zamówieniem Pizzy Nocą do domu? A jak chce się spokojnie napić w takichże godzinach, to zostaje mu nabycie flaszki na stacji benzynowej (co też, czytałam, może zostać niedługo uniemożliwione, albowiem senat chce wprowadzić zakaz sprzedaży alkoholu tamże) i wypicie jej w mieszkaniu? Kurde, no. Jak tu mieszkać, jak tu żyć.

Tagi: , , , , , ,