0

XXI wiek, a dziecko nie może dostać banana

Królowa napisała 6 paź, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Pisałam, że „projekt PRL” będzie smutny i biedny. Minęły dwa miesiące i oto mamy pierwszy reportaż z „małego, rodzinnego PRL-u”.
Jest i żenująco:

/…/ bez kolejek nasz mały PRL nie będzie prawdziwy. Postanawiamy poudawać, że wcale nie znikły. Aby zrobić pierwsze zakupy, staję na półtorej godziny przed Uniwersamem na Grochowie. Ze stoperem w ręku przesuwam się co dwie minuty o dwa metry – tak ze znajomymi obliczyliśmy tempo przeciętnej kolejki po mięso.

Jest i przerażająco smutno:

Ludzie stołowali się głównie w domu, Iza zaczyna więc gotować. – Nie jest to łatwe – narzeka. – Wcześniej, jak do Marianny przychodziła opiekunka, miałam dzień dla siebie. Dziś trzy czwarte tego czasu spędzam przy garach. /../ Aby przygotować wszystkie te dania, Iza praktycznie nie wychodzi z kuchni. Znów się kłócimy. – Dlaczego w kapitalizmie zmywałeś, a teraz nawet talerza nie odstawisz do zlewu? – pyta. – Nie znam ani jednego faceta, który by się w latach 80. krzątał po kuchni! – odpowiadam.

(Ups, to mało ich znasz i jakichś strasznych smutnych buców.)
Zdrowo i estetycznie też nie jest:

W PRL-u jednak królowały patelnia, smalec i ziemniaki. Po tygodniu Iza ma obsesję, że całkiem przesiąkła tłuszczem, a mnie zaczyna pobolewać wątroba. Po dwóch miesiącach w PRL-u ja mam trzy kilo więcej, a Iza – dwa.
/…/
Iza przestaje więc golić nogi i robi trwałą. Na tzw. trudne dni kupuje paczkę waty. – Straszne – żali się po pierwszym wyjściu na miasto. – Prowadziłam szkolenie i w ogóle nie mogłam się skupić. Cały czas tylko: nie przesiąkło? Nie wylazło nogawką? I co chwila – do ubikacji.

No i clou wszystkiego, jakby było mało. Ubolewałam, że dziecko będzie w tetrowych pieluchach trzymane, sądziłam, że to na tyle małe dziecko, że w zasadzie tylko to zauważy. Ale nie, jest jeszcze gorzej:

Marianna, nasza dwuletnia córka, płacze, bo nie może znaleźć ukochanych, kapitalistycznych zabawek. – Chcę do Warszawy! – krzyczy i ciągnie nas do drzwi. /…/ Tylko Marianna nie tyje, ale wzdycha na widok dzieci zajadających banany. – W Pelelelu nie mamy bananów – zauważa smutno.

Tagi: , , , , ,

 
0

Zdrowa pupa z PRL-u

Królowa napisała 27 lip, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Mam w przeglądarce otwarte obok siebie dwie karty. Jedna nazywa się Reportaż z PRL, a druga Kampania „Zdrowa Pupa”. Pozornie to dwie różne rzeczy. Pozory mylą. W projekcie PRL „redaktor S. na pół roku spróbuje się cofnąć do PRL, razem z żoną i maleńką córeczką. Znaleźli sobie mieszkanie na Ursynowie, w którym nikt niczego nie udoskonalił od ćwierć wieku, i spróbują żyć jak dobrze sytuowani inteligenci w PRL.” Kampania pupowa próbuje pokazać świat ekorodziców którzy „z wypiekami na twarzy wybierają materiałowe pieluszki” (Pierwszym krokiem jest współtworzenie kalendarza na 2012 rok, którego twarzą będą wielorazowo zapieluszkowane pupy dzieci – cóż za innowacja, pupa twarzą kalendarza).

Oto więc redaktor S. z żoną będą wybierać materiałowe pieluszki, by przy ich pomocy „odbyć wyprawę nie w przestrzeni, a w czasie”. Jak twierdzi Wojtek Orliński w komentarzach do notki redaktora MRW, bohaterowie naszej podróży sentymentalnej mają odpał na bycie „eko rodzicami”, więc zapewne też zrobią to z radosnymi wypiekami podniecenia na inteligenckich twarzach.

(I want to live like common people,
I want to do whatever common people do)

Only not. Regres nie jest normalny. Życie w skansenie nie jest życiem normalnych ludzi. Nie jest normalny powrót do warunków, w których w zasadzie nie było tamponów ani sensownych podpasek (hm, jakoś nikt się nie zająknął o entuzjazmie żony redaktora S. może jednak jest fanką wielorazowych podpasek czy też wielorazowych tamponów i dorzuci je do gara z pieluchami). Nie jest normalne ślęczenie nad praniem tetry i przecieraniem zupek, kiedy można kupić Pampersy i Gerbery. Also: nie da się mieć takiej telewizji, gazet czy kolejek jak w latach 80. Ten skansen będzie biednie urządzony, tym bardziej że nasi bohaterowie jednak wybrali prywatne ubezpieczenie zdrowotne oraz wożenie dziecka w foteliku.

(But still you’ll never get it right,
cos when you’re laid in bed at night,
watching roaches climb the wall,
if you call your Dad he could stop it all)

Ale co tam, odstawi się internet, pomieszka na Ursynowie, potem napisze książkę i będzie się czuło spełnionym. Chuj z tym, że w kwestii wiarygodności ta „podróż w czasie” będzie porównywalna z kupieniem na ebayu repliki wehikułu czasu z filmu The Time Machine, siedzeniu w nim i robieniu brum, brum.  Dodatkowym profitem będzie możliwość uczynienia pupy tego nieszczęsnego dziecka twarzą kalendarza ekorodziców.

(Sing along with the common people,
sing along and it might just get you through,
laugh along with the common people,
laugh along even though they’re laughing at you,
and the stupid things that you do.
Because you think that poor is cool.)

Skansen w filmie „Good Bye Lenin” był zabawny. Skansen w projekcie PRL będzie smutną i biedną karykaturą. Niby każdemu jego porno, ale trochę mi szkoda pupy tego dziecka, wciskanej w tetrowe pieluchy, bo jego tacie się zachciało pobawić. Naprawdę nie było innych pomysłów na ubarwienie sobie życia?

Tagi: , , , , ,