Mycie rąk nie dla dzieci

Królowa napisała 16 lip, 2011 w kategoriach miasto, szczuję

W poniedziałek media podekscytowały się faktem, że na Dworcu Centralnym w Warszawie otworzono piękną, nowoczesną, czystą toaletę. Ze zdjęciami dogów de Bordeux nad pisuarami, z fototapetami, bramkami, sklepikiem, bezdotykowymi kranami i tak dalej, ąę. Przechodziłam dzisiaj przez dworzec, to postanowiłam zajrzeć. Wchodzimy. Ja, dzieci, znajomy. Dwuosobowa obsługa wita i częstuje cukierkami. Miło, choć strasznie duszno i gorąco, jakby tam klimy nie było albo się zepsuła. No ale. Syn postanawia skorzystać, wysupłuję dwa złote w złotówkach, bo automat przyjmuje różne nominały, cudownie. Idzie, w międzyczasie córce też się zachciewa, a jako że ma tylko 3 lata, to sama nie może, pani proponuje toaletę dla niepełnosprawnych i rodzica z dzieckiem., mówiąc zachęcająco, że tam jest niski sedes dla dzieci. No to idziemy… a raczej chcemy iść. I pierwszy zonk. Tu też jest na dwa złote, ale trzeba mieć odliczone i wrzucić do klamki. Wrzucam, ciągnę za klamkę – nie działa. Pan z obsługi kiwa głową i mówi, wzdychająć: no tak, ona już się psuje. wie pani, to polska firma robiła i nawet nam nie dali możliwości awaryjnego otwierania. Po czym przynosi kluczyk, otwiera nim kasetkę z dwuzłotówkami i jeszcze raz wrzuca tą moją. Tym razem pokoik się otwiera. W środku fototapeta z lasem, miarka wzrostu na ścianie, ładnie, czysto. Ale. Kibelek faktycznie jest jeden dla niepełnosprawnych, a drugi w rozmiarze dziecięcym. Jeden minus – automatyczne spuszczanie wody, córka się tylko lekko pochyliła do przodu i woda poleciała, mocząc jej całą pupę i nieco wystraszając. Tego się nie czepiam, cóż, miało być wszędzie automatyczne i bezdotykowe, to jest. Ale dlaczego, do jasnej cholery, jak już się umożliwia małemu dziecku komfortowe załatwianie się, nie daje mu się możliwości umycia rąk? Bo umywalka oczywiście wysoko i tak duża, że taka metrowa trzylatka jest w stanie jedynie położyć ręce na jej brzegu, nie dosięgnie do kranu, nie sięgnie rękami do strumienia lecącej wody, no nic nie zrobi bez podniesienia jej przez rodzica. A to ciężko. Niewygodnie. Znowu ktoś niby pomyślał o dzieciach, ale tak tylko trochę. Spokojnie dałoby się tam zamontować drugą małą umywalkę, nisko. Albo chociażby kupić stołeczek, jezu jezu, to nie jest żaden problem. Tylko trzeba pomyśleć. Ale nie wiem, może w kraju, w którym według badań co drugi mężczyzna i co czwarta kobieta nie myje rąk po wyjściu z toalety, nikt o tym nie myśli.

Tagi: , , ,

Komentarze [3]

Gammon No.82
16 lip, 2011 o 12:56

Ha! jak dziecko podrośnie to umyje. Ale i tak wszystko zapowiada się lepiej niż kibel na Kłodzku Głównym albo Żółta Grota Lodowa na Solcu.


 
orlinos
16 lip, 2011 o 15:42

Królowo: w kiblu w parku rozrywki, w którym pracowałem lata temu w Stanach, też tak było. Widziałem siedmiolatków, podskakujących dziwacznie i chlapiących wszędzie wodą, bo tylko to im zostawało. Czyli nie tylko u nas się nie myśli, niestety.

Co jest o tyle żałosne, że o ile doskonale rozumiem brak wielu udogodnień u nas w od dawna wybudowanych miejscach (nie mówię tylko u łazienkach), bo tak było zawsze, nie ma pieniędzy na remonty itp. – o tyle wydawało mi się, że jak się buduje nowy przybytek, to na architekturze uczą ludzi myślenia o takich detalach. Przynajmniej mój znajomy architekt wykazuje się wiedzą o szczegółach.


 
lavinka
24 lip, 2011 o 21:13

Wiedza wiedzą, wymagania inwestora (i norm budowlanych) swoją drogą. Toaleta dla dzieci to ciągle nie wymóg prawny, ale ukłon ze strony inwestora. I tak szacunek dla spółki, że w ogóle zamontowała ustęp dla dziecka.


 

Odpowiedz