Lubię, kiedy kobieta (omujborze, cojaczytam, japierdolę)

Królowa napisała 15 cze, 2011 w kategoriach ogólne, szczuję

Trafiłam na fejsie na zalajkowaną przez kogoś notkę Segritty o wzniosłym tytule „Lubię, kiedy mężczyzna”. I gdzieś to mam, że nawiązanie do Przerwa-Tetmajera, bloga Segritty czytałam kilka razy i zawsze miałam go za bloga Kobiety, Która Ma Poglądy i nie boi się ich wyrażać, nawet jeśli są kontrowersyjne albo niepasujące do ogólnie przyjętego wzorca. I nagle na tym blogu trafiam na słodkopierdzącą notkę, w której autorka wychwala zalety swojego chłopaka (partnera, męża, kochanka, samca, chujmnietoobchodzi kogo formalnie) w odniesieniu do swoich oczekiwań. Ależ proszę bardzo, jej samiec, jej upodobania, zajebiście, że się dogadują, acz rozczarowanie, że nagle trafiam na tym blogu na notkę Szczęśliwej Mężatki*

*Szczęśliwa Mężatka to określenie z książki „Dziennik Bridget Jones”, jest to zatem określenie nieco hermetyczne, jak ktoś czytał, to wie, jak nie czytał, to nie wie, kieruję swoje słowa do osób, które czytały, jak ktoś nie rozumie,  jego strata.

No ale cóż, to rozczarowanie do przebolenia, gorzej, że okazuje się, że notka wywołała reperkusje u Astragalizo i Szwedzkiego, którzy poczuli się zobowiązani do ironicznego skomentowania nociałki. No i po co, ja się pytam, po co? Na cóż tu zgryźliwe stwierdzenie, że wyjadanie komuś oliwek z pizzy to „okazjonalne zapamiętywanie upodobań”, toż Segritta pisze o swoim księciu na białym koniu i nie widzę w jej notce ambicji przenoszenia tego na ogólne zasady funkcjonowania związku. No tak, ona lubi jak się jej wyjada oliwki z pizzy i nie proponuje jej piwa, ja bym dostała piany za próbę kradzieży choćby jednej oliwki z mojego kawałka pizzy i próbę pozbawienia mnie piwa, noicoztego. Smutna nieco jest notka pierwotna, bo, jak pisałam, na tym blogu oczekiwałam błyskotliwych uwag o charakterze ogólnym, a nie wynurzeń „lubię jak on nosi koszule”, ale jeszcze smutniejsze jest, że ktoś uznał, że na takie pienia o Mężczyźnie Swojego Życia musi pierdolnąć kontrnotkę wykazującą, jak złe są te konkretne oczekiwania jakiejś laski, no bo przecież każdy powinien na blogasku pisać o ogólnych zasadach i broń boże o personalnych doświadczeniach. No ma taka Segritta tak, że nie lubi oliwek, jest to z mojego punktu widzenia smutne, ale czy aż tak, że należy się zapienić i wykazać jej, jak bardzo to jest złe? A niechże sobie każdy lubi to, co lubi, czemuż ja mam reagować na opowieści o czyichś gustach kulinarnych? Z czego tu w ogóle robić dramę? Z faktu, że ktoś docenia, że jej miś ją drapie po plecach? A niech sobie docenia, co mnie to? Podzielam – no spoko, ale nie oceniam swoich upodobań jako dobre, bo „ktoś ma tak samo, hurra”. Nie podzielam? Wzruszam ramionami i idę dalej, #comnietoobchodzi.

Tagi: , , , ,

Komentarze [5]

szwedzki
15 cze, 2011 o 02:21

W mojej (niezbyt subtelnej) diatrybie chodziło właśnie o „ambicję przenoszenia tego na ogólne zasady funkcjonowania wniosku” (związku?); tzn. niespecjalnie poważnie traktuję materiał wyjściowy i widzę ku temu podstawy.


 
anhydryt
15 cze, 2011 o 07:27

Nie wiem skąd to uwielbienie dla Segritty. Ja jej nie traktuje poważnie od którejś notki o jej rychłej emigracji po uchwaleniu tej ustawy o zakazie palenia w knajpach.


 
Krolowa
15 cze, 2011 o 07:30

No ja też nie wiem i tego nie wytłumaczę, bo ja jej nie uwielbiam, z większością poglądów, z którymi się zapoznałam, się nie zgadzam, a przy notce o kotach zgrzytałam zębami.


 
astragalizo
15 cze, 2011 o 09:41

” Wzruszam ramionami i idę dalej, #comnietoobchodzi.”

Bo jestes lepszym czlowiekiem, oraz takze nie mialam 30 minut na prokrastynacje wczoraj wieczorem, hurr hurrr


 
lavinka
23 cze, 2011 o 00:23

Przyznam, że jak Segritty nie czytuję (trochę właśnie na zasadzie „a co mnie to”), tak specjalnie poszłam czytać, co to za notka. Oj tam, oj tam. Zwykły szczebiot zakochanej kobiety (z wzajemnością). Za parę lat jej te różowe okulary nieco popękają i luby będzie starym piernikiem, który się rozpycha w łóżku i ogląda mecz i (przysłowiowo) ;)


 

Odpowiedz