Kombinat pracuje, oddycha, buduje

Królowa napisała 30 maj, 2011 w kategoriach Bez kategorii

Otóż nagle mi zmienili miejsce pracy. Mój dział i ten, który dzielił z nami newsroom, przeniesiono w błyskawicznym tempie do innego budynku. Dzisiaj pierwszy dzień w nowym biurze i niestety, jestem rozczarowana. Są plusy, pewnie: dużo większa przestrzeń i lepsza klima (no, to akurat subiektywne jest, ja sobie sprytnie zajęłam biureczko przy oknie i nawiewie klimatyzacji jednocześnie, więc mam chłodek, ale w innej części pokoju jest podobno duszno, toteż od razu znów zaczęło się majstrowanie przy ustawieniach oraz odwieczne dyskusje „otwieramy okna czy nie”). Ale jak na razie to są moim zdaniem jedyne plusy. Krzesła są dla mnie niewygodne. Budynek brzydki i pozbawiony pomieszczeń tyle praktycznych, co socjalizujących – atrium, kawiarni, stołówki, palarni. Niby jest bardzo blisko mojego domu w porównaniu z poprzednim, ale dojazd mam kiepski, większość ludzi pewnie też, a sytuację komplikuje fakt, że parking firmowy jest malutki, a ten przed budynkiem jest płatny. Żadnego sklepu blisko, nie ma bankomatu w banku na dole, nic. Wejście jest łatwiejsze, ale potem od razu są smutne, ciemne korytarze i za nimi tylko pokoje. A w pokoju biureczka otoczone z trzech stron półprzezroczystymi ściankami pleksi – niby coś widać, niby można pogadać, ale bariera, głównie psychiczna, jest. W starej lokalizacji mieliśmy zestawione ze sobą biurka i na nich komputery, keine grentzen. W nowej takie akwaria. Masz krzesło, biurko, komputer, pracuj i tyle. Nawet w poczucie estetyki mnie boli, poprzedni budynek był pięknie zaprojektowany, jasny, przestronny, przytulny. Staram się być dobrej myśli (w końcu stołówkę mają zrobić, a w nowej kuchni jest lodówka i mikrofala, czego mi brakowało w starej), ale… Smuteczek jest. Nawet fakt, że jest blisko domu, jest, jak się okazało, nie taki fajny, bo 20-25 minut dojazdu z poprzedniego biura wykorzystywałam na drzemkę, poczytanie książki czy choćby posiedzenie i posłuchanie muzyki – taki czas na reset, na przestawienie się z trybu pracy „ludzik korporacyjny”, na tryb „rodzic” – czas na odpoczynek między dwoma etatami. A teraz wsiadam w autobus i po siedmiu minutach odbieram dziecko ze szkoły, nie mam tego czasu na psychiczny odpoczynek. Ehhhh…

*edit: pan, który przynosi zestawy sushi zdecydowanie dopisuje się do listy plusów. pyszne, świeże, w bardzo atrakcyjnych cenach, a pan przemiły i dorzuca sos sojowy w dowolnych ilościach.

Tagi: ,

Odpowiedz