Kłody pod nogi

Królowa napisała 11 lut, 2010 w kategoriach Bez kategorii

Czasem zdarza się taki dzień, albo i cały tydzień, że ciągle coś źle. Zaczęło się w poniedziałek. Niby miałam dzień wolny, ale w związku z tym zaplanowałam sporo rzeczy, których nie miałabym szans zrobić, gdybym pracowała. Wyrobić Kartę Miejską ze zdjęciem. Iść na pocztę. Do szewca. I tak dalej.
Zaczęło się od tego, że zabrakło wody. Potem zrobiłam zdjęcia, pojechałam z nimi do punktu MZK w metrze Centrum, gdzie się okazało, że awaria systemu i kartę można wyrobić tylko na Senatorskiej. Pojechałam tamże, wyrobiłam. Potem miałam do załatwienia pewną sprawę z eksem w salonie Orange. Przyszliśmy tam o 13.00, przed nami było w kolejce 14 osób, nasz numerem został wywołany o 15.20. Aż nie chce się komentować. Wróciłam do domu, złapałam dwa wielkie pudła, poszłam na pocztę je wysłać. Po 5 minutach okazało się że awaria systemu i nikt nic nie załatwi…
Następnego dnia dostałam telefon z przychodni, że wizyta córki u lekarza specjalisty i tak odległa w czasie z powodu urlopu lekarza musi zostać przełożona o jeszcze 2 tygodnie, bo pan sobie przedłużył urlop.
Wieczorem rozłożyłam sofę, żeby się z ulgą położyć i się zepsuła. Reklamację trzeba złożyć osobiście, a salon meblowy, gdzie była zamawiana jest na końcu świata.
Córka się pochorowała. Zrobiła mi się dziura w rękawiczce. Sama mam katar i pokasłuję. Kołorkerka wyjechała i mam dużo więcej roboty. Życie towarzyskie mi niemal zamarło, bo opiekunka do dzieci w Pradze. Google Buzz zaciąga mi jakieś stare wpisy ze stron, które mu dodam, a nie te aktualne.
Do końca tygodnia jeszcze 3 dni. Nie spodziewam się już, że któryś przejdzie mi ulgowo, bez co najmniej jednego złego zdarzenia.

Tagi: , ,

Odpowiedz