Iron Man 3 – dużo smutku, mało seksu

Królowa napisała 9 maj, 2013 w kategoriach Bez kategorii

Oczywiście, ja wiem, Robert Downey Jr. – już to jest chodzący seks, nikt się nie będzie o to spierał. Ale film, w którym nie ma ani jednej sceny porządnego, namiętnego pocałunku Tony’ego i Pepper? I cycków nie było, z wyjątkiem jednej scenki z konkursem piękności, ale to tak przy okazji, powierzchownie, nienachalnie. Ten film jest smutny. Tony jest smutny. To film, w którym Iron Man jest słaby, cierpiący na ataki paniki, samotny. Samotny jest też mały chłopiec, który tęskni za swoim ojcem, który poszedł po zdrapkę i chyba wygrał, bo nie ma go od 6 lat”. Srsly, nie żebym płakała, ale to było okropnie smutne i nawet to, co zrobił dla chłopca Tony na samym końcu nie było żadnym, ale to żadnym lekarstwem. No dobrze, nie musiało być, nie o tym był ten film, ale są jakieś granice. To jest bardzo dobry film, ale tak zupełnie odmienny od pierwszej i drugiej części, że nie ma sensu pójście na maraton Iron Man, Iron Man 2 i Iron Man 3. Serio, nie ma. Zwłaszcza że mnóstwo wątków i dialogów dotyczy rzeczy, które działy się w Avengersach, więc trudno by było zrozumieć wiele rzeczy, gdyby się nie widziało tamtej części opowieści. To jest film o Tonym Starku walczącym ze swoimi demonami – i to jest pokazane w bardzo, bardzo wyrazisty sposób. Nie ma niedomówień. Nie ma superbohatera. Jest facet, który ciągle ponosi klęskę i który czuje się tak okropnie przerażony. Oczywiście się nie poddaje, nie płacze po nocach, znajduje ukojenie w pracy, w walce, w planowaniu. Ale jest ciągle słaby, jest ciągle na granicy upadku – nie upada, nie może upaść, nie może się poddać. I się nie poddaje, wygrywa. Wygrywa tylko dzięki sobie, tylko dzięki sile umysłu i to jest niesamowite w tej części – to nie jest film o Iron Manie, który ma swoją zbroję i w niej ratuje świat. To jest film o Tonym Starku, który nie ma nic, oprócz swojego mózgu. I który tylko używając tego organu jest w stanie wygrać. Nie ma zbroi. Nie ma samochodu, nie ma telefonu, komputera, INTERNETU (gasp). Nie ma nic, jest smutny, samotny, przerażony i ciągnie niedziałającą zbroję na sznurku (skąd on wziął ten sznurek, btw, hę?). A jednak wygrywa, wygrywa walkę ze swoimi ograniczeniami, wygrywa walkę z lękiem, wygrywa z samym sobą. Tylko ta walka go bardzo dużo kosztuje. I to wyraźnie widać, scena z sennym koszmarem, kiedy Pepper, która tak bardzo chce mu pomóc, jeszcze obrywa – WHOAH. Brilliant. Ale przecież nie odchodzi, przecież kocha, wspiera, pomaga tylko tym, że jest. Ale Tony i tak walczy głównie o siebie. Dla siebie. I dobrze.

Ten „bad guy” w sumie jest nieważny. Terroryzm, zagrożenie dla prezydenta, dla kraju – to jakby poboczny wątek w tym filmie. Nieistotny. Największym zagrożeniem dla człowieka jest on sam, jego lęki, jego demony, jego poczucie bezsilności. Ale można je pokonać i o tym właśnie jest Iron Man 3. I to jest absolutnie doskonałe.

Iron-Man-3-snow

Tagi: , , , ,

Odpowiedz