Eksperyment kulinarny nr 1 czyli chiński kurczak

Królowa napisała 20 lut, 2010 w kategoriach Bez kategorii

czyli jak ugotować obiad i obejrzeć 4 odcinki serialu w tym samym czasie.

Nie lubię gotować. Oraz nie umiem. W ciągu tygodnia błogosławię a) opiekunkę córki, która jej gotuje obiady b) przedszkole syna, w którym je on obiady c) stołówkę w pra… no dobra, bądźmy uczciwi, stołówki w pracy nie błogosławię, w tygodniu odzwyczaiłam się od obiadów. No ale jakbym była zdesperowana, żeby w firmie coś poza śniadaniem zjeść, to mam sushi koło stołówki.

W weekendy jednakże nikt nas nie karmi i muszę wziąć sprawy we własne ręce. Tym razem wzięłam w ręce pierś kurczaka, dla której był to zdecydowanie ostatni dzień, w którym mogła zostać spożyta. Pokroiłam kurczaka w kostkę, posypałam hojnie solą, pieprzem oraz mieszanką przypraw do kuchni chińskiej Kamisu. Zostawiłam tak i poszłam oglądać powtórki „Na Wspólnej”. W przerwie na reklamy, czyli po godzinie, wrzuciłam na rozgrzany na patelni olej z pestek słonecznika 3 ząbki czosnku pokrojone w paseczki. Gdy w kuchni zaczęło pięknie pachnieć, a zanim czosnek się zrobił brązowy, dorzuciłam mięso i przesmażyłam na ostrym ogniu. W tym czasie napadłam na lodówkę, wywlokłam z niej żółtą paprykę i pokrojoną w paseczki wrzuciłam na patelnię, dorzuciłam też około pół paczki mrożonego zielonego groszku i podlałam to niewielką ilością sosu sojowego. Przemieszałam, zastanowiłam się, zanurkowałam znów w lodówce i wygrzebałam pojemniczek z tajemniczym czymś, co któregoś dnia przyniesiono mi do domu razem z sushi. Nie mam pojęcia, co to było, bardzo słodkie i bardzo ostre jednocześnie, mające formę galaretowatą, z czerwonymi strzępkami czegoś jak papryka w tym. Dodałam na patelnię, wrzuciłam jeszcze kilka plasterków marchewki i parę małych cebulek – resztka słoiczka z piklami warzywnymi firmy Rolnik, potem dokroiłam jeszcze niedużą zwyczajną cebulę, podlałam wszystko sokiem jabłkowym, przemieszałam, przykryłam i zaczęłam dusić na maluteńkim ogniu. Obejrzałam 2 pozostałe po przerwie odcinki „Na Wspólnej”, przyszłam, podusiłam jeszcze chwilę bez pokrywki, żeby większość płynu wyparowała i zjedliśmy.

Było ciekawe. Mięso kruche, ale soczyste. Smak całości słodki z ostrą nutą. Sycące, rozgrzewające danie. Nawet nie wiem co sprawiło, że było dość słodkie – to czerwone „coś”? Żółta papryka? Przyprawa do kurczaka? W każdym razie proste, mało wymagające i dobre. Z cebulek marynowanych mogłam zrezygnować, doszłam do wniosku jedząc, trochę były z innej bajki i bez nich też byłoby dobre.

Tagi: , , ,

Odpowiedz