Królowa napisała 23 kwi, 2012 w kategoriach
internetowe,
kultura,
powiedzono,
szczuję
Michał Rusinek w wywiadzie dla Gazety oburza się na słowo „witam” w mailach. Zobaczmy, cóż tak go bulwersuje i czemu niesłusznie.
Dlaczego „witam” ci się nie podoba?
- Uważam, że używanie tego słowa jest zasadne tylko w jednej sytuacji. Tak może do nas powiedzieć gospodarz lub gospodyni, kiedy do niego/niej przychodzimy. Jest wtedy powitaniem, a nie przywitaniem. Gospodarze witają mnie w swojej przestrzeni, więc powiedzenie „witam” jest jak najbardziej na miejscu. Kiedy studenci piszą do mniej mejle, które zaczynają się od „witam”, to jak mam to odebrać? Że internet jest ich przestrzenią, że są jego gospodarzami?
No tak. Właśnie tak, internet jest naszą wspólną przestrzenią, w której wszyscy jesteśmy gospodarzami. Dlatego używanie „witam [w mojej przestrzeni]” jest jak najbardziej uprawnione. CBDU.
Tagi: formy, internet, mail, prasówka, rusinek, słowa
Królowa napisała 24 lut, 2011 w kategoriach
kultura,
miasto,
powiedzono
Wybrałam się z Zubilem do kina. Jak zwykle zrobiłam rezerwację i jak zwykle nie zdążyłam jej odebrać. Nic to, film mało oblegany, na pewno bilet kupimy, idziemy pod kino, a tam taaaaaaaka kolejka do kas. Ugh. Ale moje czujne oko dostrzega stojący „automat biletowy”, a moja chęć do eksperymentowania pcha mnie w jego stronę, rzucam do Zubila „stój, a ja pójdę i obczaję to coś”. Najpierw spróbowałam odebrać w nim moją rezerwację, ale że było po czasie, to system mi powiedział, że nie ma. No to próbuję kupić bilet. Wybieram film, zaznaczam, że dwa bilety, wszystko idzie dobrze, wołam Zubila, razem wybieramy sobie miejsca, wkładam kartę, płacę, w okienku na dole wypada karteczka z odpowiednimi napisami na dwóch złączonych ze sobą świstkach. Cieszę się bardzo, oboje z Zubilem robimy złośliwe „muhahahaha” pod adresem tych stojących w taaaaaakiej kolejce, po czym idziemy spędzić jakoś 20 minut, które mamy do początku seansu. Schodzimy piętro niżej, idziemy macać iPada w iSpocie, ogrywam Zubila we Fruit Ninja w wersji dla dwóch graczy, zarażam go miłością do tej gry, zadowoleni idziemy do kina. Kupujemy colę, przechodzimy do kontroli biletów. Wyciągam to, co wyjęłam z automatu, podaję panu. Pan oddziera połowę, daje mi okulary, bo film jest 3D, po czym mówi, widząc Zubila:
- A Państwo są razem?
- Tak – odpowiada Zubil.
- To drugi bilet poproszę.
- No drugi pan oderwał i tam gdzieś sobie położył – wtrącam.
- Nie, proszę pani, to był odcinek z jednego biletu.
- A… aalle jak to, ja przecież w tym automacie zaznaczałam że dwa i zapłaciłam za dwa….
- Bo ten drugi bilet wypada później – uświadamia mnie pobłażliwie pan.
- Nie wzięłaś drugiego biletu? – pyta śmiejąc się Zubil.
- Och! – jestem zupełnie zbita z pantałyku.
Pan jednak jest wyrozumiały i nas przepuszcza, zaznaczywszy sobie tylko który to był ten kupiony, a nieodebrany bilet. A mi cała duma pod tytułem: „pierwszy raz użyłam automatu do kupowania biletów w Cinema City i wszystko się udało” ulatuje z sykiem jak powietrze z dmuchanego materaca. Za to potem się wykazałam postawą prospołeczną. Otóż siedzimy na miejscach, przemijają wszystkie reklamy i zwiastuny, zaczyna się właściwy film… a światła zapalone. Zawsze słabiej widać to, co na ekranie przy zapalonych światłach, a przy tym 3D to już w ogóle tragedia. Po minucie zrywam się, wypadam za drzwi, po czym wołam na jednym wydechu do 3-osobowej grupki obsługi:
- Przepraszam, czy można by w tej sali zgasić światło, bo film się już zaczął oraz gdzie jest toaleta?
Wróciłam z toalety to światło już było zgaszone i do końca seansu nie było żadnych niemiłych niespodzianek :]
Tagi: gry, ipad, kino, przyjaciele, rozrywki
Królowa napisała 27 gru, 2010 w kategoriach
powiedzono,
szczuję
- Jestem singielką.
- Ale masz dwójkę fajnych dzieci.
Czy ktoś mi wyjaśni znaczenie tego dialogu? Bo ja, szczerze mówiąc, nie rozumiem. Czy fakt, że potomek/potomstwo, a partner życiowy to dwie różne rzeczy, zupełnie inny rodzaj związków międzyludzkich jest tak trudny do zrozumienia? Jaka ma być koleracja między dziećmi a facetem/kobietą? Dzieci to erzac partnera? Srsly?
IMHO równie dobrze można by powiedzieć: „ale masz fajnego iPada”, równie absurdalne porównanie. Dzieci się wychowuje. Partnera nie. Dzieci się wyprowadzą z domu (a przynajmniej powinny) w stosownym wieku, partner (teoretycznie) ma być na stałe. Z dziećmi (małymi) się nie ustala planów życiowych, nie konsultuje zakupów, przeprowadzek, zmian pracy i innych ważnych zmian w życiu rodziny. Z dziećmi się nie uprawia seksu. I tak dalej, i tak dalej.
Jak więc można na czyjeś stwierdzenie o braku PARTNERA, odpowiadać że przecież ma DZIECI? Co ma piernik do wiatraka?
Tagi: dialogi, dzieci, kobiety, mężczyźni, styl życia, związki
Królowa napisała 9 lis, 2010 w kategoriach
powiedzono
Przypomniało mi się, a propos tego uprzedmiotowiania przez kokardki i malowanie paznokci:
– Czy byłby pan tak uprzejmy i pomógł mi zdjąć bagaże?
– Nie!
– Słucham!?
– Po prostu nie! Mi kto pomaga!?
– Jest pan mężczyzną chyba?
– Ale ja jestem za pełnym równouprawnieniem kobiet. Gorącym zwolennikiem jestem! A pani jest przecież w pełni równouprawnioną kobietą.
– Pan to za to nie jest chyba w pełni mężczyzną!
– Widzicie w nas mężczyzn w pełni, przypominacie sobie tylko wtedy, gdy trzeba wynieść śmieci, kontakt naprawić, zwolnić miejsce w tramwaju, autobusie. Nie jestem już w pełni mężczyzną, bo nie ma takiej potrzeby! Pani jest w pełni mężczyzną za to!
Adaś Miauczyński, scena z Dnia Świra
Tagi: dialogi, feminizm, film
Królowa napisała 26 paź, 2010 w kategoriach
powiedzono,
rozdrapywanie,
szczuję
Wdałam się w dyskusję, w której usłyszałam takie oto zdanie: „w każdym związku się partnerzy wzajemnie wychowują”. Przedtem, w innej rozmowie, z klawiatury tej samej osoby padło stwierdzenie: „chłopów to naprawdę trzeba jakoś przetresować.” Zaoponowałam przeciwko takiemu stawianiu sprawy i usłyszałam, że jestem „młoda i naiwna”. Hm, really? Może się czepiam sformułowania, łapię za słówka. Może jestem spaczona po związku, w którym to mnie facet chciał „wychować”, ba, użył takiego właśnie sformułowania mówiąc do moich rodziców: „ja ją sobie wychowam”. I wychowywał, gnoił mnie za niesmakujący mu obiad, choć za smakujący nie chwalił. Mam po tym uraz, tyle słyszałam słów krytyki, że niedobre, niesmaczne, za mało, zbyt niskokaloryczne, nieodpowiednie, że teraz, gdy znów jestem w związku i spieprzę obiad, od razu się czuję z tym źle, od razu jestem na siebie zła, spodziewam się krytyki, mam poczucie porażki. Ta krytyka nie pada, albo pada w delikatnej, żartobliwej formie, nie innej niż krytyka czegoś innego, o którą się nie obrażam, tylko śmieję razem z partnerem, więc widzę, że problem w moim podejściu i muszę sobie sama z tym poradzić. A mi trudno, Minęło już tyle czasu, a to gotowanie dla kogoś mnie stresuje, jak mieszkałam sama z dziećmi, to nie miałam takiego problemu, w ogóle o tym nie myślałam, sądziłam, że trauma minęła. A nie minęła, stoję przy tej kuchence i się denerwuję, że coś nie wyjdzie, że muszę się sprawdzić, że nie mogę sobie pozwolić na porażkę… oczywiście to tylko zwiększa prawdopodobieństwo tej porażki, ale nie umiem ot tak wyłączyć tego, co mi wpojono. Jak mnie „wychowano”.
Wychowuje się dziecko. I to głównie małe, większe już ma wpojone wzorce zachowań i z każdą chwilą coraz mniej da się zrobić, coraz mniejszy się ma na nie wpływ. Dorosły jest, jaki jest, oczywiście, że w związku trzeba „się dogadać”. Wypracować kompromisy, podział obowiązków, umieć rozwiązywać konflikty. Ale to jest rozmowa, to są dyskusje, a nie „przetresowanie”. Ludzie się zasadniczo nie zmieniają, jak ktoś przed ślubem gwiżdże sobie na wszystkie obowiązki domowe, to po ślubie nie zmieni się magicznie. Można (trzeba!) rozmawiać, ale nie da się dorosłego człowieka wychować. A jeśli się celowo próbuje to zrobić, to może się to skończyć tak, jak u mnie. Uciekłam, a i tak jestem poraniona, muszę walczyć z tym, co mi wpajano – że jestem beznadziejna, jeżeli ugotuję coś, co się nie spodoba Panu i Władcy. Z niskim poczuciem wartości zaszczepionym przez „ty tylko siedzisz w domu z dzieckiem i nic nie robisz, mogłabyś się postarać, bo ja ciężko pracuję”. Teraz nie jestem w ciąży, sama ciężko pracuję, wiem, że nie tylko ja muszę gotować i robić resztę tego całego „domowego etatu”, a jednak jak mi nie wyjdą skrzydełka, to czuję się paskudnie.
Nie „wychowujmy się”, nie „tresujmy” czy to „chłopa” czy „baby”. To nie jest dobre.
A może się czepiam, może takie mówienie nie jest niczym szkodliwym i „jest wychowywanie i jest wychowywanie”? Co sądzicie?
Tagi: emocje, kobiece, mężczyźni, problemy, styl życia, słowa, związki
Królowa napisała 11 paź, 2010 w kategoriach
powiedzono
Ja: I wiesz, idziemy dzisiaj z K. na fajka i on patrzy na moje przedramię i mówi:
- O, ktoś cię tu ugryzł
H: Jaki znawca
Ja: No, to samo mówię, jak ty się znasz.
A potem rozmawialiśmy o parze 60-latków, z których on umarł podczas uprawiania sadomasochistycznego seksu
H: *facepalm*
Tagi: dialogi, mężczyźni, przyjaciele, seks
Królowa napisała 4 paź, 2010 w kategoriach
powiedzono
Siedzimy z Harrym obok siebie, każde z nosem w laptopie, co jakiś czas pokazujemy sobie albo czytamy coś na głos.
Ja, przeglądając serwis Kontakt 24: Dziś Światowy Dzień Zwierząt! Masz niezwykłego, ciekawego albo po prostu ukochanego pupila? Pokaż go nam! Na Wasze zdjęcia czekamy w serwisie, na naszym mailu i tutaj!
Odwracam głowę w stronę Harrego.
- NIE!!!
- Ale co nie?
- No bo tak się na mnie popatrzyłaś, to na wszelki wypadek mówię że nie, nie można mnie pokazać!
Tagi: dialogi, mężczyźni
Królowa napisała 2 paź, 2010 w kategoriach
powiedzono
Sobota, 11:45, pukanie do drzwi
- Kto to? – pyta córka
- Dobre pytanie – mruczę, wygrzebując się z łóżka i zastanawiając gdzie mój szlafrok lub cokolwiek innego do odziania się.
Wyglądam przez wizjer i widzę smutnego starszego pana i taką samą panią, których kojarzę z nachodzenia mnie co sobotę
- Nie dziękuję, nic nie kupuję
- Ale to nie o to chodzi – mówi pan z przejęciem
- O zbawienie?
- Właśnie!
- To też dziękuję – mówię pogodnie
Tagi: dialogi
Królowa napisała 27 lip, 2010 w kategoriach
historie kuchenne,
powiedzono
Harry i ja. Leniwy dzień w domu. Robimy obiad.
Ja: To ja otworzę wino
H: Dobrze, otwórz
Zdejmuję wino, biorę nóż, korkociąg, siadam i zaczynam odcinać banderolę. Harry odwraca się, wyrywa mi butelkę i nóż z ręki i zaczyna to robić sam.
Ja: A-lle….
H: Wino powinien otwierać facet, jeśli jest w domu. A akurat jakiś jest.
Ja: Przecież sam mi kazałeś otworzyć!
H: Bo zapomniałem
Ja: Err…. Zapomniałeś, że jesteś facetem?
H: Nie, zapomniałem o savoir-vivre
Tagi: dialogi, mężczyźni, przyjaciele, wino
Królowa napisała 1 sty, 2010 w kategoriach
blip,
impreza,
powiedzono,
rozdrapywanie
…myślę sobie że to będzie dobry rok. Bo oto się spotkaliśmy, kochaliśmy, przywiozłeś szampana i drobne zakupy, dzieci się nie obudziły od tych głośnych fajerwerków, oboje mamy dobrą pracę, jesteśmy raczej zdrowi, kochamy się, wspieramy, jesteśmy silni, odpowiedzialni, piękni. Ok, może to ja jestem piękna, a Ty jesteś ten silny, nieistotne, dobrze nam ze sobą.
Fajerwerki, muzyka z YouTube, irc, gg, blip, rozmowy radosne i nieco smutniejsze, zazdrość, chwalenie się, przyjaźń, miłość, alkohol, papierosy, dyskusje w statusach na Facebooku, przerażenie psa, sen dzieci, karetki, miasto oddycha, my oddychamy, nawet jak chwilami nam zapiera dech z rozkoszy, nawet jak wstrzymujemy oddech, żeby dzieci nie obudzić.
Zaczerpnij powietrza. O, widzisz? Możemy wszystko. I wszystko nam się uda. „”Chcę” „Ja też chcę”. I to jest
- żeby za rok też Sylwester razem
- tak. chcę. będzie tak
- ja też chcę. będzie tak
Zaklinamy rzeczywistość, choć nie znamy przyszłości. Ale… to od nas wszystko zależy, czyż nie?
* literówki, infantylizm, idealizm i takie inne niech mi będzie wybaczone – dużo szampana i endorfin ;-)
Tagi: emocje, impreza, mężczyźni, seks, styl życia, słowa, zmiany