4

Tramwaj Filo – party hard

Królowa napisała 15 maj, 2011 w kategoriach impreza, miasto

To była epicka sobota. Najpierw odsypialiśmy. Później powędrowaliśmy na podwójne urodziny znajomych dzieci. Kinderbale są raczej dość straszną rzeczą, ale tu byli sami fajni (w większości) dorośli i dużo dobrego wina, więc było całkiem przyjemnie. Nawet składanie upiornego zestawu stajni Playmobile było zabawne. A potem ruszyliśmy do Centrum i całkiem przypadkiem, po prostu chcąc pojechać tramwajem, natknęliśmy się na pierwszy kurs Tramwaju Filozoficznego. Dzieciaki były zachwycone tramwajem z balonikami, serpentynami światłami i muzyką, spotkani znajomi byli radośnie zdziwieni tym, że udało nam się tak przypadkiem trafić na TEN tramwaj, dostałam koszulkę, po czym wysiedliśmy i poszliśmy zdobywać 30 piętro Pałacu Kultury w ramach Nocy Muzeów. To akurat nie wypaliło, bo okazało się, że ponieważ nie odebrałam wcześniej swojej wejściówki, musiałabym teraz galopować po nie dokładnie na drugą stronę PKiN, a potem wracać do wind, czyli byśmy musieli zrobić rundę wokół Pałacu, a trochę już na to było mało czasu i sił. Więc odpuściliśmy, pojechaliśmy do domu, złapaliśmy piżamy dzieci, ja zmieniłam częściowo ubranie, nakarmiłam kota i znów pognaliśmy do metra, a potem do domu Izu. Tam bardzo padnięte dzieci położyłam spać pod pieczą taty Izu, a my dwie poszłyśmy łapać tramwaj :]
Udało się nam to zrobić pod Centralnym i zaczęła się zabawa. Pomysł imprezy w tramwaju jest cudowny. Jedzie sobie tramwaj wyglądający jak normalny, ale nie ma numeru linii tylko W jak Wycieczkowy, w środku kolumny, kolorowe światła, dekoracje i mnóstwo wesołych, tańczących ludzi. Reakcje ludności na przystankach – bezcenne, zdumienie, radość, zdjęcia, śmiechy. Super. Fantastycznie się skacze w jadącym tramwaju do Guano Apes :)
Parę razy wylatywaliśmy na przystanku i tam parę sekund tańczenia i skakania, a potem lekko paniczny powrót – kilka osób tu i ówdzie zostało, ale potem czasami udawało się dogonić tramwaj Filo. Pan motorniczy był cudowny, dał nam jeden przejazd gratis a potem zawiózł do klubu na afterparty. Tam już nie było tak fajnie, raz, że kazali płacić za wejście jak ktoś nie miał znaczka imprezy (a tych zabrakło dość szybko), dwa, że jakoś mało miejsca o siedzenia było, ostatecznie ja spędziłam większość czasu stojąc na dworze przed klubem, paląc i gadając z ludźmi, którzy wybrali ten sam sposób spędzania tam czasu i okazało się to dobrym pomysłem na imprezę na Pradze. Potem powrót do domu taksówką i… no cóż, odsypianie :]
Bolą mnie wszystkie mięśnie od tańczenia przez półtorej godziny, wyluzowałam się niesamowicie, odstresowałam, wybawiłam . Studenci filozofii ( i okolic) to bardzo mili ludzie, niby nie znałam wszystkich uczestników imprezy (po prawdzie to większości nie znałam), ale i tak czułam się wśród „swoich”, bezpieczna, lubiana i tak dalej. Królowa jest zachwycona, wielkie dzięki dla organizatorów i wszystkich, z którymi odbyliśmy tą szaloną przejażdżkę. No i czekam na zdjęcia.
Do następnego roku!

Tagi: , , , , , , , ,

 
4

Powietrze pachnie wermutem

Królowa napisała 10 lut, 2011 w kategoriach impreza, ogólne, rozdrapywanie

Jestem pod wrażeniem, jak bardzo mi się rzeczy od nowego roku zaczęły układać. Niby nie wierzę w magiczną odmianę losu dzięki zmianie cyferek w datowniku, a jednak końcówkę – a właściwie drugą połowę 2010 roku uznaję za jedno wielkie pasmo nieszczęść, problemów, chorób, strasznych stresów, trosk i tak dalej. A od nowego roku – nie tak od razu, ale coraz i coraz śmielej przychodzi szczęście i fart. Co chwilę się przydarza coś dobrego, problem się okazuje łatwy do rozwiązania, spotykają mnie mniejsze i większe sukcesy – ciekawa propozycja zawodowa, odrzucona ostatecznie przeze mnie, po rozważeniu plusów i minusów, ale świadomość, że jestem dobra mile łechce ego. Rzeczy w domu mi się ciągle psują, coraz więcej, ale też naprawa okazuje się łatwa i tania, jak w przypadku macbooka. No dobra, przymusowe włamywanie się do mieszkania i wymiana zamka nie była tanią imprezą, ale za to zyskałam sprawny, porządny zamek, z gwarancją dobrego działania przez następne 10 lat i posiadłam wiedzę o sensownej firmie ślusarskiej, taniej (najdroższy w imprezie był koszt zamka, nie robocizna) i uczciwej. Także jakby ktoś miał jakiś problem z zamkiem, to chętnie dam namiary. Mam wokół siebie życzliwych ludzi, dobrych przyjaciół, którzy mi pomagają – zarówno bardzo konkretnie, latając po mieście ze strojem Lorda Vadera, żebym nie musiała się zwalniać z pracy, by odebrać strój karnawałowy dla dziecka, czy też wsparciem niewymierzalnym, rozmawiając, lubiąc mnie, będąc.
Dzieciaki są fajne i mądre, jak w sumie zawsze, ale teraz Tomek nauczył się czytać, a Maja się rozgadała – bywa to czasem męczące (jedno ciągle literuje namiętnie wszelkie napisy, drugie zadaje niekończące się serie pytań), ale ja jednak uwielbiam jak moje potomstwo zyskuje nowe skille, dumna jestem z tego i czuję się dobrze w roli matki. I do tego jakieś przyjemne imprezy towarzyskie. I goście. I plany wyjazdowe przyjemne. I ogólnie, ogólnie mniej dramatów, mniej stresów, jak na razie zero jakichś ciągów beznadziejności. Może nie mam wizji i planu na najbliższe pięć lat, ale mam na najbliższe pięć dni… na następny weekend i następny, plany bliskoterminowe, ustalenia, wyliczenia dobrze mi robią.
Tak jakbym powoli pozwalała sobie na odrobinę optymizmu – pomału, pomalutku staram się unikać swojego tradycyjnego myślenia: „jest za dobrze, zaraz się coś spierdoli z hukiem”. Nie zakładam że wszystko będzie dobrze, ale też nie widzę wszystkiego w czarnych barwach, a to już sukces.
I tak jeszcze taka prywata i herma, bo mam taką potrzebę (icomizrobicie). Chcę publicznie podziękować paru osobom za kilka rzeczy z ostatniego miesiąca.
Izu – za wiele dobrych rozmów, za wszelką pomoc przy dzieciakach, za pilnowanie Tomka przy lekcjach i epicką imprezę
Zubilowi – za ganianie po mieście z moim maczkiem, z lordem Vaderem, ze słoikami po smalcu, ze żwirkiem dla kota, za rozśmieszanie mnie i za podnoszące ciśnienie flejmiki :]
Tacie Izu – za kredki, za cierpliwość podczas naszego najazdu w ramach akcji „zepsuty zamek”, za żwirek i za faks do Orange
Datriowi – za niezmienne bycie Moim Ulubionym Adminem i cierpliwą walkę z moimi kaprysami dotyczącymi wyglądu blogaska
Lisowi – za namówienie mnie na parę rzeczy, za nowy przepis na drinka, za różne inne rzeczy co sam wie
Luce – za rozmowę, która mnie wiele nauczyła i nieco ulżyła moim uczuciom
Pewnie kilka jeszcze osób by się znalazło, ale to już nie publicznie. Mam nadzieję, że kto wie, komu jestem wdzięczna i za co, ten wie ;)

A tytuł jest pretensjonalny i dziwny, ale tak mi się narodziła ta fraza któregoś uroczego wieczoru, kiedy powietrze pachniało wermutem, kardamonem i cytrynowymi muffinami i chciałam wykorzystać.

Tagi: , , , , , , , ,

 
2

Dlaczego jesteś taka smutna?

Królowa napisała 27 sty, 2011 w kategoriach impreza, ogólne, rozdrapywanie, szczuję

Znacie to pytanie? Ja znam. Aż za dobrze. To, albo: „Dlaczego jesteś zła?”. Prześladuje mnie odkąd pamiętam – od wczesnych lat podstawówki.
Są ludzie, którzy mają uśmiech niemal na stałe wlepiony w twarz. Wieczni wesołkowie. I są ci inni, z normalną twarzą, która niekoniecznie oznacza stan smutku czy złości. Wręcz nie oznacza na ogół. Serio. Można się nie uśmiechać, a nie być smutnym. Mieć nastrój… neutralny. Zwyczajny.

Nie umiem się uśmiechnąć na komendę „uśmiechnij się”. Słabo mi wychodzi udawanie uczuć i emocji. Jestem rozbawiona, to się śmieję, nie mam się z czego śmiać, to się nie śmieję. Taka już jestem. Poważna? Może. Ja wiem, wiem, to nie wynika ze złej woli, ludzie zadają takie pytanie, bo zakładają, że jak ktoś jest smutny, to należy go pocieszyć. Ale jeszcze raz: że nie mam na twarzy radosnego uśmiechu od ucha do ucha, nie znaczy że jestem smutna. Mogę być, oczywiście, może o tym powiem, może nie, jeśli nie mówię, to przyjmij że jest ok i nie naciskaj.
Uwielbiam spędzać czas z ludźmi, z którymi się czuję dobrze nawet, jeśli nie rozmawiamy zbyt dużo.  Mogę być smutna, wesoła, poważna lub w nastroju a la rozchichotana nastolatka – nieistotne, nie muszę się tłumaczyć, jeśli nie chcę rozmawiać, mogę siedzieć na kanapie i pić wino, zechcę, to będę mówić. Tak samo ja nie wyciągam z nikogo słów, jeśli on chce ze mną tylko posiedzieć i pomilczeć. Czasem chce się pobyć z innym człowiekiem choćby w ten sposób.

A jeśli komuś przeszkadza, że idę, na przykład, na piwo i w odróżnieniu od 20 śmiejących się, gadających jedna przez drugą osób, ja siedzę i tylko obserwuję sytuację – hm, to ma problem, jeśli to impreza na którą sam zaprosił, może mnie więcej nie zapraszać, jeśli otwarta – nic nie pozostaje. Pogodzić się z sytuacją.
Naprawdę, dajcie mi być sobą, mieć swoją rzekomo „smutną” twarz, milczeć, kiedy nie mam ochoty mówić, śmiać się wtedy, kiedy mnie coś śmieszy, a nie z grzeczności, nie musieć udawać radości.

Tagi: , , , ,

 
1

Czarne worki, a w nich… trup?

Królowa napisała 8 sty, 2011 w kategoriach impreza, ogólne

Obudziłam się po wieczorze, w którym dość intensywnie używałam alkoholu, po czym standardowo obejrzałam zakładki w przeglądarce, zawsze to pomocne w ustalaniu przebiegu poprzedniego wieczoru. Tym razem okazało się, że mam 5 kart dotyczących serialu „Star Trek” i jedną o „Battlestar Galactica”. Hmmmm. Alkohol wzmacnia u mnie współczynnik geekowatości?
Zakochałam się. Wiecie, even the freaks need love i tak dalej, co prawda mój obiekt nigdy nie odwzajemni moich uczuć, ale to właśnie w nim kocham. I jak dorosnę, chcę być Spockiem.

Z innej beczki: parę dni temu, jeszcze jak były mrozy na podwórku pojawił się stos czarnych, foliowych worków, szczelnie zawiązanych. Oczywiście mój spaczony serialami umysł natychmiast zwizualizował sobie pocięte na kawałki zwłoki i uznał, że do mojego bloku wprowadził się Dexter Morgan. I rzeczywistość potwierdziła podejrzenia, worki leżały do czasu ocieplenia, potem podjechał kontener i worki w nim wylądowały – no wiadomo, zrobiło się cieplej i trup zacząłby śmierdzieć. Swoją drogą genialne ukrywanie zwłok, na widoku, ale nikt nie zajrzy, wszyscy pomyślą, że to śmieci :>

I jeszcze muszę, no muszę o czymś napisać, bo mnie roznosi. Otóż dzięki cynkowi Shenn nabyłam za pośrednictwem przyjaciółki koc z rękawami i jest to genialny, ale to absolutnie genialny wynalazek. Leżysz sobie pod kocykiem, ale możesz pisać, pić, jeść, bez okropnego odchylania kocyka i narażania kończyn(y) na marznięcie. I nawet nie myślę o tym, że Leonard z „The Big Bang Theory” dostał taki kocyk od Penny, rozkoszuję się swoim :)

Tagi: , , , ,

 
0

Lato w pigułce

Królowa napisała 23 lis, 2010 w kategoriach impreza, miasto

Przechodzę często koło „Planu B/Powiększenia” na Placu Zbawiciela. Im bardziej mokro, zimno i wietrznie, tym częściej mijanie tego klubu jest dla mnie okazją do krótkiego wspomnienia. Takie obrazki – jest ciepło, bardzo, jest noc, ja i Max stoimy tam w tłumie różnych wesołych, wyluzowanych ludzi, popijamy piwo z plastikowego kubka, gadamy z jakimś człowiekiem pytając, gdzie dzisiaj można potańczyć. On się zastanawia, my jeszcze w międzyczasie wyciągamy komórki, oczywiście każde z nas ma wypasionego smartfona, więc wchodzimy w internet i sprawdzamy klubowy rozkład jazdy. W końcu poszliśmy bodajże do Obiektu Znalezionego, ale to w sumie było mało istotne. Istotne było, że był taki cudowny letni wieczór, nikt się nigdzie nie spieszył, tramwaje toczyły się przez zmęczone upałem miasto, ja szłam i radośnie stukałam obcasami, Max opowiadał coś o buddyzmie, ciągle zmieniały nam się plany i pomysły, ale nikt z tego powodu się nie denerwował. Cała Warszawa była nasza. Pamiętam jak spotkaliśmy jakiegoś dziennikarza z Rosji, który przyjechał do Polski zrobić wywiad z głównym kandydatem na nowego prezydenta, po tym, jak obecny zginął. Zagadnął nas, gdzie tu można się napić, a jak go doprowadziliśmy w podziemia Zachęty, to zamówił przy barze „najmocniejszego drinka, jakiego macie”.
Było ciepło, był chillout i beztroska. Jakby udało się stworzyć pigułkę, ze wszystkimi tymi elementami, ilość ludzi zapadających na depresje jesienno-zimowe znacznie by się zmniejszyła. Ale może mi się właśnie udało? Stworzyć ją we własnej głowie? Zlepić ze wspomnień, myśli, marzeń?

Jakby to nie wystarczyło, to będę piec. Muffinki, pierniczki, chlebki dyniowe. Dużo, dużo dobrych rzeczy. Wracanie do domu, w którym pachnie ciastem, to zupełnie inna jakość życia.

Tagi: , , , , , , ,

 
1

Tam tam taram tamtamtam tam tarara ram

Królowa napisała 22 sie, 2010 w kategoriach impreza, rozdrapywanie

Uff, wreszcie wszystko jest jawne i mogę to napisać: serdeczne gratulacje i życzenia długiej drogi razem dla mojej przyjaciółki Luki i jej męża Kaina. Wiedziałam od dawna, że chcą się pobrać, ale postanowili zrobić z tego niespodziankę i nie mówić nic nikomu do imprezy, na którą zaproszą wszystkich możliwych znajomych i nagle ściągną rękawiczki ujawniając obrączki. Jedynie zaręczyny (notabene tydzień przed dawno już zaplanowanym ślubem) były jawne, reszta była tajemnicą dla wszystkich, oprócz rodzin i paru najbliższych przyjaciół. Numer przedni, niektórzy nie mogli uwierzyć, mimo obrączek ;-)

„Impreza stulecia z niespodzianką” była zatem bardzo wesoła, choć ja niestety musiałam się dość wcześnie z niej zmyć, bo moja stara dobra znajoma – depresja postanowiła się wprosić i trochę mi popsuć nastrój do przebywania wśród dużej ilości ludzi. Ale ten. Mam przyjaciół, którzy to rozumieją, więc utulili, zrozumieli i nawet zorganizowali mi szybki i wygodny transport do domu (wielkie dzięki dla Pauliny!).

A poza tym to sobie egzystuję, pracuję, byłam na „Incepcji” (bardzo fajny film, do momentu, w którym zaczęłam wymyślać jakie może być zakończenie, wymyśliłam najbardziej zaskakujące i wywracające film do góry nogami, nawet akcja w pewnym momencie zaczęła potwierdzać moje przypuszczenia, ale potem jednak okazało się, że nic z tego, zakończenie jest banalne i niezaskakujące, wręcz nudne i obrzydliwie przewidywalne). Zaczynam naprawdę lubić gotowanie. Tak, ja. Lubić, cieszyć się nowymi daniami, kupuję na przykład kilogram bakłażanów, a potem pytam wujka Googla o ciekawe przepisy na dania z tych warzyw i realizuję, mając wielką frajdę z tego, że nauczyłam się robić coś nowego. Choć to w sumie nic nowego, że lubię robić nowe rzeczy…
Wielką frajdę też mi sprawiło ubieranie i malowanie syna na dzisiejszą imprezę, młody został przebrany za kościotrupa, jego makijaż robiłam dużo dłużej niż swój, ale efekt był super, a oboje mieliśmy świetną zabawę. No i zrobił furorę, szczególnie że do całego stroju i makijażu miał ze sobą swojego pluszowego Cthulhu (kupionego tu).  I tylko zmywanie tego wszystkiego było trudne, żmudne i mało przyjemne, szczególnie że makijaż był wykonany:
a) kredkami do malowania twarzy dzieciom
b) czarną kredką do oczu z Sephory
c) cieniami do oczu Lancome
d) tuszem do rzęs Lancome
I wszystko to razem okazało się trudne do usunięcia moim mleczkiem do demakijażu, widać Clinique nie przewidziało że ktoś może TAK umalować oczy. O tak

Tagi: , , , , ,

 
3

Warszawa i ja

Królowa napisała 12 cze, 2010 w kategoriach blip, impreza, miasto

Lubię to miasto. Lubię iść peronem metra i  widzieć z jednej strony odjeżdżający pociąg, z którego wysiadłam, a z drugiej ten, który jedzie tam, skąd przyjechałam. Lubię hałas, jaki tworzą odjeżdżając.
Wracam późnym wieczorem ze spotkania przy piwie ze znajomymi, jest ciepło, jest dobrze, jest bezpiecznie. To jest moje miasto, moje tereny, znam skróty, wiem skąd jeżdżą nocne, do której jeździ metro i tramwaje, wiem ile czasu zajmie mi droga do domu. Idę sama, w lekkiej sukience i czuję się bezpiecznie. Bo jestem u siebie. Bo tu się urodziłam, tu się wychowałam, tu mieszkam i pracuję – jestem stąd. Jestem autochtonem. („Tubylec” brzmi jakoś dziwnie, nie jestem kimś, kto bywa, jestem kimś, kto jest).
Metro ze świstem odjeżdża, ja wjeżdżam schodami ruchomymi na powierzchnię, wychodzę, zaciągam się nocnym powietrzem, patrzę na Pałac Kultury, na którym jaśnieje już tylko zegar i światełko dla samolotów, bo inne światła są zgaszone. Co jest dla mnie tylko wyznacznikiem tego, jak późno jest. Znajome neony i znajome godziny ich gaszenia. Znajome ulice i bramy. Cykl zapalania się i gaśnięcia pomarańczowego światła w banku na dole bloku, wzdłuż którego muszę przejść, żeby dotrzeć do swojej bramy. I szum maszyny polewającej rozpalone upałem ulice mojego miasta. Miasto, masa, maszyna.
Mam to miasto we krwi, ono ma w sobie moją krew. Dobranoc, Warszawo.

Tagi: , , , ,

 
2

Dwa diametralnie różne wieczory

Królowa napisała 16 maj, 2010 w kategoriach impreza, miasto, ogólne, prasówka

Dostałam od kolegi wejściówkę dla dwóch osób do klubu „Maska” na „Ladies night”. Darmowe drinki, pokaz tańca, takie tam. Jasne, idę. Zgarnęłam Lucę, poszłyśmy i wynudziłyśmy się okropnie. Towarzystwo w klubie sztywne, wylansowane panienki, drętwi faceci, muzyka beznadziejna, darmowych drinków nie uświadczyłyśmy, po półtorej godzinie wyszłyśmy z lekkim niesmakiem. Jedyne, co było tam fajne, to pokaz Diora sprzed lat, który leciał na telewizorze z Fashion TV. I powrót, kiedy to przed metrem Centrum Luca kupiła mi bukiecik konwalii, zaśpiewał słowik, przez chwilę zrobiło się magicznie.

Za to następna noc, to Noc Muzeów. Niby nie planowałam wzięcia udziału, ale jak zobaczyłam, że Re:Praga, na którą się wybieram, to część tego, to zapisałam sobie kilka innych adresów. Zapuściłam sobie zapętlony kawałek Davida Guetty i ruszyłam w miasto. Najpierw koncert L.U.C.a w Centrum Edukacyjnym IPN przy Marszałkowskiej – bardzo zacne. Potem pojechałam do Muzeum Etnograficznego, gdzie najpierw opisałam swój sen i dorzuciłam do interaktywnej wystawy „Sennik: dekoder snów”, a potem dość nieufnie weszłam na „Ludowe obrzędy doroczne” – nazwa brzmiała nudno, ale wystawa okazała się świetna, wielkie słomiane niedźwiedzie zapustne, kolorowe Marzanny, maski diabłów…

Stamtąd chciałam iść do Zachęty, ale dowiedziałam się, że jest długa kolejka, więc wskoczyłam w autobus, dojechałam do ronda De Gaulle’a, tam napadłam na Empik Cafe, z kawą wsiadłam do tramwaju, którym jechali znajomi, pojechaliśmy na Pragę, do fabryki wódek „Koneser” na imprezę Re:Praga.  A tam był wielki plac, a na nim mnóstwo kontenerów, w każdym co innego – mini kino, podwodny świat, drinki, muzyka, kolorowe kwiaty, wiatraczki, stał też samolot, był labirynt, na ścianie kamienicy filmy z rzutnika, kolorowe lampki choinkowe, „polowy ośrodek pomocy wszelakiej”, z wielkim pluszowym królikiem przytulającym wszystkich, leżaki na środku placu. Ogólnie jedna wielka impreza z bardzo pozytywnym klimatem. Spotkaliśmy innych znajomych, mieliśmy iść na domówkę do jednej dziewczyny, ale ostatecznie grupa okazała się tak niezorganizowana i powolna, że na przystanku się odłączyliśmy i wskoczyliśmy w ostatni muzealny tramwaj na lewą stronę Warszawy. Tramwaj był wspaniały, na początku przywitał nas konduktor, dał bilety, ruszyliśmy, to z głośników popłynęły stare warszawskie piosenki, przerywane komunikatami konduktora, żebyśmy się ścieśnili, bo sporo ludzi będzie wsiadać, albo żeby dziewczyny uważały na obcasy, bo w drewnianej podłodze tramwaju są szpary :)

Był straszny tłok, było bardzo wesoło, beztrosko i nastrojowo. Wysiadłam na Bankowym i metrem wróciłam do domu. Z zaplanowanych 6 rzeczy zwiedziłam połowę, spodziewałam się tego, więc nie żałuję. Świetna zabawa, za rok poproszę to samo.
Tu więcej zdjęć i tu jeszcze relacja TVN Warszawa, z moim zdjęciem ;)

Tagi: , , , , , ,

 
1

Tuż po…

Królowa napisała 1 sty, 2010 w kategoriach blip, impreza, powiedzono, rozdrapywanie

…myślę sobie że to będzie dobry rok. Bo oto się spotkaliśmy, kochaliśmy, przywiozłeś szampana i drobne zakupy, dzieci się nie obudziły od tych głośnych fajerwerków, oboje mamy dobrą pracę, jesteśmy raczej zdrowi, kochamy się, wspieramy, jesteśmy silni, odpowiedzialni, piękni. Ok, może to ja jestem piękna, a Ty jesteś ten silny, nieistotne, dobrze nam ze sobą.

Fajerwerki, muzyka z YouTube, irc, gg, blip, rozmowy radosne i nieco smutniejsze, zazdrość, chwalenie się, przyjaźń, miłość, alkohol, papierosy, dyskusje w statusach na Facebooku, przerażenie psa, sen dzieci, karetki, miasto oddycha, my oddychamy, nawet jak chwilami nam zapiera dech z rozkoszy, nawet jak wstrzymujemy oddech, żeby dzieci nie obudzić.

Zaczerpnij powietrza. O, widzisz? Możemy wszystko. I wszystko nam się uda. „”Chcę” „Ja też chcę”. I to jest
- żeby za rok też Sylwester razem
- tak. chcę. będzie tak
- ja też chcę. będzie tak

Zaklinamy rzeczywistość, choć nie znamy przyszłości. Ale… to od nas wszystko zależy, czyż nie?

* literówki, infantylizm, idealizm i takie inne niech mi będzie wybaczone – dużo szampana i endorfin ;-)

Tagi: , , , , , ,

 
3

borderline

Królowa napisała 20 wrz, 2009 w kategoriach impreza, ogólne, rozdrapywanie

Lubię emocje. Jestem jak wampir, dają mi siłę, energię. Lubię hormony. Adrenalinę, testosteron, endorfiny. Jestem uzależniona od intensywnego przeżywania.

***

Masz przyjechać do mnie o 8 rano, nie przyjeżdżasz, piszesz na ircu dwie godziny wcześniej, że chcesz dać mi się wyspać po imprezie. Odpisuję, że i tak się obudziłam, dzwonię, nie odbierasz, wściekam się. O 9 się odzywasz, kłócimy się, lata pierze, przepraszasz. Przychodzisz trzy godziny później, pijesz kawę, dajesz mi słuchawki, ja tobie ostrza do golarki – kupujemy sobie nawzajem przy okazji potrzebne rzeczy. Opowiadam ci o imprezie, pokazuję nowe szpilki, które ci się podobają i gdy je zakładam słyszę twój pomruk uznania i spojrzenie pełne podziwu, że jestem aż tak wysoka w nich i sięgam ci dużo wyżej niż do ramienia. Przytulamy się, zabierasz mi papierosa na drogę, jedziesz. Ja zostaję z dziećmi, bawimy się, jemy, porządkujemy, potem śpimy trochę przy zapętlonym kawałku Recoil.

Tak, bywa różnie, kłócimy się, godzimy, czasem jest super, a czasem mam ochotę cię zamordować, ty mnie tak samo, ten związek to przejażdżka rollecoasterem, szybko, intensywnie, wariacko, góra, dół, huśtawka, nagłe zwroty akcji. Zjem cię, pożrę, wchłonę.
A potem zamieszkamy w Bieszczadach, w drewnianej chatce i będziemy jeść jagody i kochać się codziennie.

I want to know if you read me
I want to swing with my eyes shut and see what I hit
I want to know just how much you hate me so I can predict what you’ll do
I want you to know the wounds are self-inflicted
I want a controlling interest
I want to be somewhere beautiful when I die
I want to be your secret hater
I want to stop destroying you but I can’t
And I want and I want and I want
And I will always be hungry
And I want and I want and I want…

me

Tagi: , , , ,