W krainie wykluczonego europejczyka
Niby mamy XXI wiek, inżynierię genetyczną, technologię, żywność GMO i cywilizację śmierci, a wciąż trzeba ręcznie odcinać końcówki z fasolki szparagowej przed jej gotowaniem.
A propos XXI wieku. Przetoczyła się przez internet dyskusja o #cyfrowewykluczenie zainspirowana tekstem w Wyborczej. Tekst jest krótki, ale mało zrozumiały, bo wynika z niego, że wykluczenie to nieczekingowanie się na Foursqare albo nieużywanie Twittera. No dobrze, bzdura, pośmialiśmy się, poflejmowaliśmy w piątkowy wieczór, do tego w końcu jest piątek, żeby mieć fun fun fun. Tymczasem opowiem wam coś o cyfrowym wykluczeniu. Mamy oto podręcznik do pierwszych klas szkoły podstawowej. Podręcznik „opracowany na podstawie programu nauczania Informatyka Europejczyka.” Podręcznik wydany w 2009 roku.
A w nim Miś Fredzio, Jaś Cytrynka i parę innych barwnych postaci chce ucznia oprowadzić po „krainie Informatyki Europejczyka”. Ok, ja się na uczeniu dzieci nie znam, ale generalnie mi się wydaje, że sześcio lub siedmiolatek zrozumie stwierdzenie, że będzie się uczył informatyki i robienie z nauki przedmiotu wycieczki po jakiejś krainie jest dość śmieszne. No ale. Pomińmy to. W krainie informatyki mamy komputer zestaw komputerowy, który składa się z jednostki centralnej, monitora, drukarki, myszy, klawiatury i głośników. Aha. Laptopy w tej krainie nigdzie nie występują. Nie występują też rzecz jasna inne systemy poza Windows, no ale tego już się nie czepiajmy, choć wzmianka o tym, że Windows XP to nie jest JEDYNY istniejący system w komputerach by chyba nie zaszkodziła. Wycieczka trwa, poprzez rozdziały o tytułach „Myszka lubi się bawić”, czy „Przygoda z klawiaturą” docieramy do nauki gry w sapera, pisania w notatniku (tu informatyka jest jakże sprytnie połączona z nauką patriotyzmu, bowiem zdania do przepisania to „Jestem Polakiem”, „Polska jest naszą ojczyzną”, „Orzeł w koronie jest naszym godłem” i tak dalej) oraz rysowania w programie Tux Paint. Już w 22 rozdziale uczymy się o internecie („to wielka sieć połączonych ze sobą komputerów, która obejmuje cały świat”) i wchodzimy na stronę z grami. Po grach przychodzi kolej na bezpieczeństwo (no, zdecydowanie ważniejsza od bezpieczeństwa w sieci jest kwestia nauki znajdowania gry „tetris kolorowy”) a potem komunikację. Autor podręcznika zaczyna wyjaśnieniem, że listy to najstarszy sposób przekazywania wiadomości, do tej pory listy pisane były tylko na papierze, ale oto teraz możemy wysyłać je za pomocą komputera. Po tym wstępie następuje instrukcja… adresowania koperty do tradycyjnego listu. Wraz z ćwiczeniami. I tak przez dwie strony. Na samym końcu rozdziału są trzy linijki tekstu wyjaśniające, że aby wysłać „komputerowy list” (e-mail to widać za trudne słowo dla siedmiolatka), komputer musi być połączony z internetem i że adresy takich listów wyglądają inaczej, na przykład: jcytrynka@wp.pl. I tyle.
Ale nie zatrzymujmy się, pędźmy dalej przez krainę nowoczesnego europejczyka. W niej uczymy się zapisywać pliki w innych miejscach niż dysk komputera. Pliki te możemy nawet przenosić. W tym celu posłużymy się dyskietką. I mamy rozdział z nauką zapisywania plików na dyskietce. Bardzo profesjonalnie porady („Gdy zgaśnie światło obok stacji dyskietek, wyjmij dyskietkę”.)
I ja wiem. Ja mam wysoki poziom nerdyzmu. Ja jestem na google plus, czekinguję się na miso i na fousquare i tak dalej. Ale – srsly – DYSKIETKI? I to jako normalna rzecz, bez żadnej wzmianki o tym, że to już w zasadzie nieużywany nośnik? Że już się nie produkuje dyskietek? Ani komputerów z napędem na nie? Błagam. Gdzie tam mówić o cyfrowym wykluczeniu przez fakt nieużywania Twittera, jak w 2011 roku uczymy dzieci zapisywać na dyskietce.
Nie rozumiem o czym mówisz, przecież w każdej normalnej szkole w komputerach są stacje dyskietek #przprszm.
Mam gdzieś w szpargałach 8″ dyskietkę, bodajże 96kb pojemności, jak chcesz, to poszukam, żebyś potem nie musiała dzieci do muzeum prowadzać :>
Wy się śmiejecie, a przecież w większości programów ikonka ‘Zapisz’ to ciągle dyskietka. Niech dzieci wiedzą, co reprezentuje ;)
Niezłe. Sprawdź (i napisz, bo ciekawa jestem) w którym roku MEN zatwierdził ten podręcznik, to nam wyjaśni te absurdy. Mam gdzieś w piwnicy napęd ZIP i dyskietki 100MB, mogę pożyczyć na lekcję o zabytkowych napędach.
Zrób badanie na próbie niereprezentatywnej. Zapytaj na wywiadówce czy Państwa dzieci mają dostęp do komputera i się nim posługują. I sprawdź czy jest ktoś kto nie ma.
Inna rzecz, że podręcznik dla nauczycielki może być całkiem przydatny. Ja wiem, że my jesteśmy #rodzinapatologiczna, ale moja matka (z litości zmilczę rocznik, ale Powstanie Warszawskie pamięta) jest w szkole w której pracuje najlepszą specjalistką od komputerów. Wiedza pań nauczycielek jest taka, że z głupią tabelką w wordzie latają do matki. Wywołała popłoch propozycją założenia na Windzie profili, żeby każdy miał swój pulpit.
Ale nie każdy pracownik oświaty ma tyrana domowego, który szkolenie komputerowe uważa za istotny element pakietu „rodzina”.
Rok dopuszczenia ten sam, co wydania – 2009. Na podstawie opinii rzeczoznawców dr hab. Ireny Adamek, mgr Elżbiety Mach i dr Marii Jolanty Piaseckiej.
Niezłe. Myślałam, że będzie przynajmniej 2004.
Na stronie Helionu te książki są bestsellerami, ale zdaje się już jakieś nowe wersje wypuścili.
Chociaż jak przypomnę sobie swoją podstawówkę, to też musiałam często tłumaczyć coś niekumatemu nauczycielowi, a każdy trzymał w pracowni swoją jedną podpisaną dyskietkę z zakazem wynoszenia jej do domu. Dużo się nie zmieniło chyba:]
Moze to ktores kolejne wydanie?
Lecimy po kolei;
1) Infantylnosc – niestety to grzech glowny naszych metodykow. Mam wrazenie, ze nastapil regres od czasow Mariana Falskiego.
2) Zestaw komputerowy – nie wiem, czy to nie jest jakies cudo tkwiace jeszcze w otchlani syllabusow MEN.
3) Systemy – wspomniec mozna, acz ciagle jeszcze wiekszosc uzywa Windows (w 2009 bylo to 97%, obecnie 86%). http://en.wikipedia.org/wiki/Usage_share_of_operating_systems
To, ze w naszym gronie wiekszosc to Makowkarze czy Pingwiniarze, to specyfika towarzyska i nie ma tego co przekladac na wiekszosc.
4) Nie wiem, czy to powinno sie robic na informatyce, ale umiejetnosc zaadresowania koperty mysle ze sie moze przydac ;)
5) Nieszczesna dyskietka, acz jeszcze pare lat temu w ZUSie z nich korzystano, a w US Warszawa-Ursynow, na ul. Wynalazek 2, w 2002 roku naszej ery korzystano z dyskietek osmiocalowych.
Mozna dzieciakom wspomniec ze to, co nazywa sie teraz Honda* to taki zabytek i to sie nazywalo dyskietka ;)
*) autentyk ze szkolenia, w ktorym uczestniczyl Vava – cos trzeba bylo zapisac i kursantka tlumaczyla koledze, ze ma wcisnac Honde
Już się nie produkuje dyskietek? Naprawdę? Nie żebym używała, ale… Chyba zaczynam rozumieć ogromne zamówienie ZUSu sprzed kilku lat. Rzucili się na ostatnią partię by mieć zapas na najbliższe 20 lat ;)
no zdaje się, że już nikt http://www.videotesty.pl/news/436/Koniec-produkcji-dyskietek/
Jakoś przegapiłam ten news. Niby nie mam już żadnej stacji dyskietek w domu, ale kilka dyskietek się jeszcze ostało po szafach… nie znam chyba bardziej znienawidzonego przeze mnie nośnika(ile to się rozmagnesowało ich podczas jazdy tramwajem), ale miło było wpychać się bez kolejki w ploterni (kolejka trwała 3 godziny) drapiąc się zalotnie dyskietką za uchem i co jakiś czas wyciągając łapkę do „pana plotera” z zzipowanym plikiem do wydruku. Z pendrajwem to nie to samo (i kolejki już nie te, co za czasy, można plik wysłać e-mailem) ;)